Są narody, co w czasach ognia, wojny, moru
Wszystko uratowały - wszystko prócz honoru.
Polsko biedna! Twój honor pozostał przy tobie,
Twój honor, jasny diament w rękach głodomorów.
(Co nam zostało,
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria)
Pamiętam obejrzany jakiś czas temu reportaż o sytuacji w Czeczenii tuż po wojnie i wyjątkowe zjawisko, na które zwróciła uwagę polska reporterka – czeczeńskie kobiety chodzące z podniesioną głową i emanujące dumą wśród ruin i zgliszczy miasta. Często się zastanawiałem, dlaczego Polki nie są takie dumne, a co więcej na Zachodzie nie uchodzą za szczególnie wyniosłe i niedostępne.
Dochodzę do wniosku, że nam ktoś dumę z historii i honor odebrał i podeptał. Zostały same kompleksy związane z zacofaniem materialnym wobec krajów Europy Zachodniej. Rozumiem, że w pod sowiecką dominacją celowo zniekształcano polską historię, akcentowano polskie wady i klęski tak, abyśmy zawstydzeni wyrzekli się swojej bohaterskiej tożsamości i wszelkiej chęci do buntu.
Dlaczego jednak po 20. latach od odzyskania suwerenności Polacy nie odzyskali dumy z dokonań swoich przodków i czy nadal komuś zależy na podtrzymywaniu kompleksów i łatwej sterowalności Polaków? Czy teraz zamiast człowieka sowieckiego formuje się abstrakcyjnego Europejczyka i dumna polskość znowu jest przeszkodą?
W swojej ostatniej książce, „Eseju o duszy polskiej”, Ryszard Legutko przekonująco pokazał, jak odległe od realności są obiegowe sądy na temat Polaków. Naród przeorany przez ludobójczą wojnę i pół wieku komunizmu, który utracił istotną część swojego historycznego terytorium i w sporej części przesiedlony został na nowe, przede wszystkim ma kłopoty ze swoją tożsamością. Tymczasem dominujące w III RP elity uznały ją za największe zagrożenie i postanowiły go z niej wykorzenić. Wcześniej dokonały jej mitologizacji. W efekcie III RP to kraj antynacjonalizmu bez nacjonalistów przeżywający kłopoty ze zwykłym patriotyzmem.
Niezależnie od wielu złożonych przyczyn zaniedbań w odzyskiwaniu przez Polaków utraconej dumy w wolnej Polsce jedno jest pewne – potrzebna nam jest zbiorowa psychoanaliza za pomocą polskiej historii. Inaczej nie pozbędziemy się kompleksu niższości, nie odzyskamy pewności siebie w stosunkach z innymi państwami i będziemy się zachowywać jak bohater filmu Woody’ego Allena - Leonard Zelig, którego lęk przed brakiem akceptacji u innych doprowadził do zatracenia własnej osobowości i fizycznego upodabniania się do osób ze swojego otoczenia. Zelig wśród Murzynów stawał się Murzynem, wśród otyłych pęczniał. Mógł być każdym, a w efekcie zatracił swoją indywidualność i był nikim.
Jestem przekonany, że nie ma lepszego lekarstwa na nasze kompleksy niż na nowo odkrywana polska historia i jej popularyzacja przez filmy, muzea, ciekawe lekcje historii w szkołach. Adam Małysz jest zbyt wątły, aby to wszystko udźwignąć, a pokładanie wielkich nadziei w polskiej piłce jedynie pogłębia zbiorową frustracje. Polacy mając taką historię powinni być najbardziej dumnym narodem na świecie.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)