Stary człowiek znad rzeki Stary człowiek znad rzeki
258
BLOG

Siewcy kąkolu

Stary człowiek znad rzeki Stary człowiek znad rzeki Polityka Obserwuj notkę 0

Wydawać by się mogło, że nie ma sposobu aby ukryć pod dywanem zbliżenia z Putinem jakiego dokonali rządzący naszym krajem przed i po dniu 2010/04/10. Dopóki nie zamkną wszystkich serwerów, na których są przechowywane są treści, skany dokumentów, zdjęcia i filmy to będzie im towarzyszyć wieczna sromota i hańba.

Ale pojawił się sygnał, który może świadczyć, że rozpoczęła się kampania prowadzona przez agencję kreatywną (w takim samym sensie kreatywna jak sensie księgowość może być kreatywna), która ma tu dokonać szczelinowego pęknięcia w tym jednoznacznym i nie budzącym żadnych wątpliwości obrazie.

Gdy zobaczyłem ten sygnał aż przysiadłem z wrażenia jak banalnie prosty i jak skuteczny może być w dotarciu do ciemnych łbów. Czytelniku, zatrzymaj się w tym momencie i spróbuj pomyśleć co należy zrobić aby przekonać ciemną masę, że na opisane wyżej wydarzenia należy patrzeć zupełnie inaczej, przychylniej? Może być z tym problem, jeżeli masz umysł ukształtowany przez pojęcie prawdy absolutnej, która nie zmienia się z upływem czasu. Możesz mieć z tym problem, gdy myślisz, że współczesna nauka jest w stanie wykryć wszystkie fałszerstwa. Możesz mieć z tym problem gdy spodziewasz się, że media są po to aby cię rzetelnie informować.

Otóż mechanizm może wyglądać tak. Do jednej redakcji – jakiejś redakcji należącej do ważnej agencji – dzwoni ktoś mówiący po angielsku z wyraźnym akcentem rosyjskim i mówi, że nie widziano Putina od kilku dni. Redakcja natychmiast pakuje w samolot dziennikarza i wysyła go do Moskwy. Dziennikarz stara się jak może i przysyła coraz bardziej niepokojące reportaże (po to został tam wysłany, ma tego świadomość). Po krótkim czasie od kilku takich reportaży przy Kremlu pojawia się pierwszy wóz transmisyjny jakiejś sieci telewizyjnej. Zaczynają się reportaże, które kończą się mniej więcej tak: „spod Kremla, gdzie od kilku dni nie widziano Władimira Putnia, mówiła do Was Nomen Nescio”. Musi to być obowiązkowo sexy kobieta, której trudno odmówić racji. Rozpoczyna się akcja właściwa. Studia telewizyjne w porach dużej oglądalności mają jeden cel: „Co się stało z Władimirem Putinem”. No YouTube pokazują filmiki z helikopterem lądującym koło Kremla. W mediach wrze. Tworzone są ad hoc wszelkie możliwe – i tym razem jak najbardziej akceptowane jako wiarygodne – teorie spiskowe. Bomba helowa przy tym to niezwykle prawdopodobne wydarzenie (chociaż jak pokazały późniejsze wydarzenia była też podrzuconym kukułczym jajem). Trwa to tydzień albo i dłużej. I teraz wylejmy sobie na głowę kubełek zimnej wody, dla otrzeźwienia. Ile czasu rządzi realnie w Rosji Władimir Właimirowicz? Od prawie 16 lat. To prawie 5600 dni. W tym czasie ile mógł mieć okresów gdy publicznie nie pokazywał się przez tydzień? Masę. Dla porównania ile takich okresów „przebywania w szafie” miał Tusk w czasie swoich rządów? Nie mniej. Ile razy w pobliżu Kremla lądowały helikoptery? Setki razy. Więc co? Burza w szklance wody. Po kilku dniach Putin się pokazuje, z balonu schodzi powietrze. Zwijane są wozy transmisyjne. Dziennikarze wypijają w hotelu hołoblowego setką mrożonej rosyjskiej wódki, zagryzają dobrym rosyjskim kawiorem, robią oko do urzekającej słowiańską urodą krasawicy za bufetem. Po sprawie. I wtedy, gdy już w twoje głowie zasianych zostało mnóstwo wątpliwości pojawia się jak meteor wywiad z byłą żoną Władimira Władimirowicza. Z tego wywiadu dowiadujemy się, że obecnie Putin to jest sobowtór tamtego Putina. Tamten nie żyje od wielu lat.

Niemożliwe? Dlaczego moja teoria spiskowa ma być mniej wiarygodna od tych, które w tym czasie padały ze studiów telewizyjnych, a które okazały się być wyssanymi z palca bzdurami? Zauważmy, że w tym mechanizmie wystarczy jedna iskra w postaci jednego anonimowego telefonu. Resztę napędza pogoń za słupkami oglądalności, wpływami z reklam, spłatami zaciągniętych kredytów, niezdrową ciekawością jak żyją bogowie, próżnością pokazania się w TV i ględzenia bezkarnie uczonych banialuków, oraz uleganiem przed ofertami nie do odrzucenia. Sami popychamy tę machinę i dolewamy do nie j paliwa. Potem zostaje już tylko dostarczenie jednego wywiadu z rozżaloną i porzuconą kobietą i już mamy coś. Teoretycznie i praktycznie nie da się znaleźć łącznika między tymi wydarzeniami. I o to chodzi w tej całej układance. Aby nie złączyć ich bo wtedy pęka to wszystko jak bańka. Padło więc pierwsze ziarno na nawóz rozlany w umyśle. Będzie to powracać. Za tydzień, za miesiąc. Tego „dobrego” Putina nie ma już. Teraz jest jakiś inny Putin, ten zły i nieobliczalny. Wszystko co robiliśmy dotychczas z Rosją to robiliśmy z tamtym „dobrym” Putinem. Banalnie proste. Tak jak w niemieckim portalu dla polskich czytelników, na którym z regularnością przedwojennego rozkładu jazdy pociągów wraca temat Adolfa Hitlera. A to w otoczeniu dorodnych niemieckich kobiet, dzieci, kwiatów, zwierząt. A to w cywilnych ubraniach, z psem, przy obiedzie, słuchającego ulubionej muzyki. Trzeba mieć oczy na uwięzi aby nie zauważyć, że sąsiednie notki to są zwykle pięknie kobiety w stroju topless oraz przepisy na dobre dania. Dla każdego coś miłego. Strzeż się tego pociągu.

Znad cuchnącego potoku mówił do was Numerus Negidius.

Jestem starym człowiekiem patrzącym na przepływającą rzekę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka