35 obserwujących
552 notki
488k odsłon
7652 odsłony

Wczoraj pochowano Albina Siwaka - ikonę PRL-u

Wykop Skomentuj72

Niepostrzeżenie przeszła informacja o śmierci Albina Siwaka, legendy PRL-u, robotnika, budowniczego Warszawy, związkowca, działacza PZPR od pamiętnego 1968 roku, późniejszego członka jej Komitetu Centralnego, zastępcy ambasadora w Libii, Przodownika Pracy. Starszej części Polaków, kojarzy się jako cel niewybrednych żartów z czasów „komuny”, ktoś na kim skupiała się niechęć i sprzeciw społeczeństwa wobec władzy ludowej.

Siwak na każdym kroku podkreślał swoje robociarskie pochodzenie, które dawało mu siłę i autentyczną niezależność w starciach z partyjnym aparatem. Był w tym swoim "robociarstwie" autentyczny. Odbudowywał przecież warszawską Starówkę, stawiał warszawskie osiedla mieszkaniowe (MDM), szkoły i budynki użyteczności publicznej. Był modelowym przykładem PRL-owskiej kariery. Ucieleśnił jej mit – od robotnika do członka Komitetu Centralnego PZPR.

Kiedy zmienił się ustrój, Siwak odpłynął w polityczny niebyt. Jednak w odróżnieniu od wielu innych mastodontów PRL-u nie zamilkł. Zaczął pisać. Po robociarsku, waląc bez znieczulenia i na odlew. Ściągnęło to niego infamię, gdyż w swoich książkach wyciągał pikantne szczegóły z politycznej alkowy, biorąc się za tematy, na których wielu się poparzyło. Uznany za antysemitę, totalnie przemilczany w głównym nurcie, odnalazł się w Internecie, w którym również zagościł, udzielając przeróżnych „wywiadów rzek” i komentując aktualną sytuację polityczną. Nie unikał w nich, a wręcz eksponował różnego rodzaju „wątki żydowskie”.

Mam w swojej biblioteczce jego książkę "Trwałe ślady" z roku 2002, wydaną przez nieistniejącą już oficynę z Torunia. Kiedy się ukazała, została totalnie przemilczana. Ba, trafiła na swoisty indeks książek zakazanych, a jej nakład partiami wykupywali ci, którym z różnych względów była nie w smak. Pojawiły się niewybredne groźby pod adresem autora, o czym dowiedziałem się od wydawcy książki, który przegadał z Siwakiem wiele godzin, stając się akuszerem powstania „Trwałych śladów”. Wydał je pomimo licznych przeszkód i „dobrych rad”, by tego nie robić.

Sama książka nie powala głębią myśli, bo też i jej autor żadnym intelektualistą nie był. Ale to paradoksalnie jej walor. Prezentuje ona autentyczny robotniczo-chłopski ogląd rzeczywistości, ociosany prostym i niewyszukanym językiem. Książka jest chropowata i skrojona za pomocą aparatu pojęciowego, jaki autor wyniósł z PRL-u. Niemniej jest oryginalnym świadectwem PRL-u, spisanym spracowaną ręką jej budowniczego.

– Nie mogłem dłużej milczeć i zabrać do grobu tego, o czym Naród powinien wiedzieć – oznajmia już we wstępie Siwak. I rzeczywiście, nie milczy, waląc bez ogródek już od pierwszych stron:

„Świadom jestem faktu, że treść tej książki wywoła liczne burze i chęć zemsty. Mimo tych obaw, podjąłem decyzję, by nie zabierać ze sobą do grobu tego wierzchołka góry lodowej. Mam podstawy, by twierdzić, że problemy PRL-u i III Rzeczypospolitej są celowo i starannie zasłonięte przed Narodem, przez wiele formacji politycznych różnych barw i ideologii, a szczególnie przez Żydów, licznie ulokowanych na różnych szczeblach władzy. Wierzę, że z czasem i sprawdzeniu wielu tu opisanych spraw, historia i historycy, a także politycy przyznają mi rację”.

Racji, co oczywiste, mu oczywiście nie przyznali, niemniej wówczas, kiedy książka się książka ukazała, była naprawdę cymesikiem. Prezentowała punkt widzenia człowieka, z którego zarówno liberalne skrzydło PZPR-u, jak i Solidarność, uczyniły obiekt niewyszukanych kpin oraz, jakbyśmy to dzisiaj nazwali, hejtu. Przedstawiany jako tępak i gbur, Siwak nie miał w zasadzie politycznych przyjaciół, poza środowiskami moczarowskimi oraz niektórymi centralami związkowymi koncesjonowanymi przez władzę ludową. Jego siłą była jednak wspomniana autentyczna "robociarska" twardość i upór, doskonale sprawdzające się w starciach na partyjno-związkowych egzekutywach. Pod ręką zawsze miał swoje robociarskie brygady, które nie przepadały za inteligenckimi koteriami.

Wpływy żydowskie stały się swoistym konikiem Siwaka. Siał popłoch, ilekroć odezwał się w tym temacie. Pisał na przykład w „Trwałych śladach”:

„4 stycznia 1972 roku w Warszawie zebrał się Centralny Komitet Żydów w Polsce. Mam wykaz nazwisk i tematy tam omawiane. Chodzi o to, żeby polską gospodarkę uzależnić i firm i finansjery żydowskiej w taki sposób, by po kilku latach Żydzi mieli decydujący wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Wtedy, gdy otrzymałem te materiały nie byłem jeszcze politykiem ogarniającym swą wiedzą tę dziedzinę życia i polityki i dlatego nie zwróciłem większej uwagi na te sprawy. Jeśli poruszano temat Żydów, uważałem, że to Polacy ‘przeginają’ niepotrzebnie temat. Absorbowały mnie sprawy związków zawodowych, problemy budownictwa i praca mojej brygady. Dlatego nie analizowałem informacji otrzymanej od przyjaciela i nie przywiązywałem dużej wagi do tego tematu. Ten jednak dał mi kolejną notatkę, z której wynikało, że 4 marca 1972 roku ponownie zwołano Centralny Komitet Żydów w Polsce. W czasie tego spotkania zajmowano się osobami narodowości polskiej, zajmującymi kluczowe stanowiska w administracji państwowej, partyjnej i wojskowej”.

Wykop Skomentuj72
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka