Tak zatytułował swój komentarz do ostatniej notki jeden z Czytelników. I tak też sobie wczoraj pomyślałem, choć z innych powodów. A było to tak:
W fizyce od stu lat wiemy o istnieniu świata kwantowego. Świata o trochę dziwnych prawach: nieoznaczoność, splątanie na odległość, dualizm korpuskularno-falowy, komplementarność, „interferencja prawdopodobieństw. Wiemy też, od wieków, o istnieniu świata klasycznego, świata wahadeł, trybików, planet, dźwigni pochyłych, lewarów Archimedesa, świata dotykalnego i widocznego.( Jest jeszcze świat myśli, ale ten, póki co, leży nietknięty pługiem fizyka. )
Moniści usiłują sprowadzić te dwa światy do jednego: czy to kwantowego czy to klasycznego. Zatem albo usiłujemy wytłumaczyć fizykę klasyczną w ramach fizyki kwantowej, albo też usiłujemy otrzymać prawa fizyki kwantowej z nieco dziwnej ale jednak fizyki klasycznej. Częściowe sukcesy osiągnięto i na jeden i na drugi sposób.
Ja sam usiłuję, od wielu lat, przyjąć do wiadomości istnienie tych dwóch różnych światów i pozwolić im ze sobą rozmawiać – stworzyć most pomiędzy światem kwantowym i światem klasycznym – rozwinąć teorię oddziaływania pomiędzy układami kwantowymi i klasycznymi, bo że taki most istnieje, nie ulega dla mnie wątpliwości. Nadprzewodniki, którym poświeciłem poprzednią notkę, są tego ewidentnym dowodem. Są makroskopowe, można ich dotknąć, na nich stanąć i wisieć tak w powietrzu, a jednak rządzi nimi fizyka kwantowa.
Gdy o tym wszystkim piszę, gdy rachuję, gdy bloguję, od czasu do czasu ktoś z czytelników zrobi jakąś uwagę, która podsunie mi nowy pomysł. Wtedy zaczynam grzebać w publikacjach na dany temat. Internet jest tu niezwykłą pomocą. I tak wczoraj zacząłem szperać po internecie i natrafiłem na autora, całą grupę autorów, fizyków głownie z Australii, którzy popełnili szereg prac blisko związanych z tym czym sam się zajmowałem. Zajrzałem do tych prac i stwierdziłem, że są to w dużej mierze rzeczy o których sam pisałem, jednak moje prace najwyraźniej są tym autorom nieznane.
Nie jest to pierwszy taki przypadek. Zacząłem się zastanawiać skąd się to bierze. Doszedłem do takich wniosków: nauka rozwija się, liczba publikacji rośnie w przerażającym tempie. Nie sposób dziś znaleźć recenzenta znającego wszystkie publikacje z danej dziedziny. Wynik jest taki, że miele się to samo. Mało co nowego powstaje, jest mielenie tego, co ktoś gdzieś już przemielił. Tworzą się klany, czasem związane z tytułami czasopism, czasem z grupami badawczymi. Wewnątrz klanu należy uważać by nie opublikować jako swojego czegoś co opublikował ktoś z klanu. Można jednak dowolnie przywłaszczać sobie wyniki otrzymane przez kogoś spoza klanu. Jest to nawet mile widziane, bo staje się wtedy własnością klanu.
I co z tym fantem robić? Zadałem to pytanie mojej Żonie. Powiedziała: napisz o tym na blogu. No, to piszę. Czy ludzkie poznanie w samej rzeczy znalazło się w ślepej uliczce?
Sam jestem recenzentem. Średnio na 100 prac recenzowanych 90 recenzowałem negatywnie. O dziwo, kilka dni temu otrzymałem list z EPS, Europejskiego Towarzystwa Fizycznego, że zostałem uznany za Zasłużonego Recenzenta (Distinguished Referee) i w związku z tym zaoferowano mi, na trzy lata, darmowe członkostwo w EPS. No więc od wczoraj jestem członkiem EPS. Zatem, o dziwo, twarda ręka czasem popłaca!
W ostatniej notce, u dołu, zamieściłem fotkę z nakręcanego przez nas filmu o ćwiczeniach oddechowych. Pierwsze dwie lekcje dotyczące niesłychanej wagi właściwego oddychania są już dostępne (na razie jest to wyłącznie audio – narracja, video jest w obróbce). Kogo interesuje – może zajrzeć do Eiriu-Eolas - Breathing Program – pójść za linkami i ściągnąć sobie dwa pliki mp3.
Trzeba jednak dobrze znać angielski, bowiem audio jest w tym języku i obfituje w terminologię medyczno-anatomiczną, Laura wyjaśnia bowiem w szczegółach dlaczego właściwy oddech jest tak ważny, co powoduje, co uaktywnia itd. Krótko: oddychać trzeba brzuchem – przeponą, co nie każdy potrafi. W liceum nauczyciel od WF uczył mnie: wciągaj brzuch, oddychaj płucami. A jogini uczą: nie wciągaj brzucha, oddychaj przeponą. I dzisiaj wiem, że to jogini mają rację. Mój nauczyciel WF-u nauczył mnie wszak wiele innych rzeczy: rzutu dyskiem, oszczepem, młotem, skoku w dal, wzwyż, trójskoku, gry w piłkę siatkową i koszykówkę. Ponadto, nim stałem się zasłużonym recenzentem, już w liceum, a także w czasie studiów, byłem zasłużonym bramkarzem:


Komentarze
Pokaż komentarze (43)