Arkadiusz Jadczyk Arkadiusz Jadczyk
569
BLOG

Granice agnostycyzmu

Arkadiusz Jadczyk Arkadiusz Jadczyk Polityka Obserwuj notkę 14
Nie mogę narzekać na nadmiar komentarzy do mojego wczorajszego wpisu "Kościół i Nauka". Jednak jeden z tych komentarzy słonił mnie do refleksji.

Autor tego komentarza pytał, czy znam książkę Jana Woleńskiego "Ganice niewiary". Ani autora ani książki nie znałem, rozpocząłem więc, jak to zwykle robię trafiając na nieznane, przeszukiwanie internetu. Dowiedziałem się, że autor ksiązki jest profesorem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i że w listopadzie 2004 r., za książkę "Granice niewiary", uhonorowany został Nagrodą Krakowska Książka Miesiąca. Znalazłem też, że fakt iż jest Krakowianinem mógł mieć wpływ na fakt przyznania tej nagrody. Nie było to zbyt interesujące ani informujące, szukałem więc dalej, aż na łamach Racjonalisty znalazłem esej pióra Jerzego Ładyki p.t. "Punkt widzenia agnostyka".

Racjonalistę od czasu do czasu czytuję, choć za racjonalistę się nie uważam. Jak zresztą mógłbym się uważać, skoro na mojej pólce, tuż obok wielu fachowych monografii dotyczących teorii grawitacji i geometrii różniczkowej stoi I Ching? Artykuł Ładyki przeczytałem jednak z ciekawością, szczególnie, że zawierał dość obszerny cytat z "Granic niewiary", cytat w którym Woleński przedstawiał swoją pozycję - konsekwentnego naturalisty i agnostyka. Krytycznej analizie tego fragmentu poświęcam niniejszy wpis. Frazy z cytatu umieszczę w cudzysłowach.
„Konsekwentny agnostyk nie ma innego wyboru niż opowiedzenie się za naturalizmem jako filozofią czy teorią religii. Jest to, by tak rzec, konieczność na mocy definicji. Stanowisko owo zakładać musi koncepcję, wedle której religia wraz ze wszystkim, co do niej przynależy, jest od początku do końca z tego świata... "
Konsekwentny agnostyk nie jest aż tak konsekwentny, bowiem konsekwencja wymagałaby zdefiniowania co to jest "ten świat" i czy są również rzeczy i zjawiska "nie z tego świata". Jeśli wszystko co jest, jest "z tego śiata", wtedy stwierdzenie jest puste. Jeśli zaś dopuścić, że są także rzeczy i zjawiska "nie z tego świata", wtedy wypadałoby się nimi zająć i upewnić czy nic co do religii "przynależy" przypadkiem nie podpada pod definicję "tego innego świata". Czy, na przykład, udokumentowane zjawiska paranormalne są z tego świata, czy nie? Na jakiej podstawie?
"Wedle naturalizmu, po pierwsze, istnieje tylko to, co ma jakieś konotacje czasowe i przestrzenne oraz zmienia się wraz z biegiem czasu; pierwowzorem czegoś takiego byłaby natura w rozumieniu filozofów greckich przed Platonem, może z wyjątkiem Parmenidesa, a obecnie — to, co badają nauki szczegółowe, głównie przyrodnicze."
Nauki szczegółowe badają nie tylko czas i przestrzeń, badają też to, co jest poza czasem i przestrzenią, badają dodatkowe wymiary, badają przekazy z prędkościami nadświetlnymi, badają istotę czasu i jego wymiarowość, badają naturę świadomości, badają niezwykłe stany świadomości. (patrz np. M. Saniga, "A geometrical chart of altered temporality"). Granice między matematyką, fizyką teoretyczną, fizyką doświadczalną są rozmyte. Fizyk doświadczalny opiera się na teorii, a ta opiera się na matematyce. Platon, Parmenides - nie mogli wiedzieć tego, co wiemy dziś. Dlaczego więc mamy ograniczać się do ich rozumienia przyrody? Gdy się ograniczamy - płacimy za to cenę - jesteśmy ograniczeni!
"Po drugie to, co naturalne (czyli wszystko co istnieje) poznawalne jest za pomocą przyrodzonych ludzkich narzędzi poznawczych: zmysłów i rozumu."
Ach, dochodzimy teraz do tego, że "wszystko co istnieje" jest, z definicji, "naturalne!" Zatem definicja jest pusta, niczego nam nie mówi. Przejdźmy zatem do wyjaśnienia: "wszystko, co istnieje jest poznawalne za pomocą przyrodzonych ludzkich narzędzi poznawczych: zmysłów i rozumu". Autor zakłada tu, zupełnie bezpodstawnie, że ludzkie narzędzia poznawcze ograniczają się do zmysłów i rozumu. A co powiemy o intuicji? A co, jeśli istnieją rzeczy, których za pomocą zmysłów i rozumu poznać nie można, można jednak o ich istnieniu wnioskować na podstawie innych, pozazmysłowych i pozarozumowych przesłanek? A kiedy już uzyskamy przeświadczenie o możliwości ich istnienia, wtedy możemy włączyć rozum i rozszerzyć nasz horyzont. Wiele razy w historii nauki tak się właśnie zdarzało.
"Po trzecie, naturalizm żywi zaufanie do owych narzędzi."
Zaufanie? Powinien żywić nieufność, bowiem zbyt wiele razy się zdarzało w przeszłości, że zmysły i rozum nas zwodziły. Poza tym rozum rozumowi nierówny. Co rozumne dla jednego człowieka może być szczytem naiwności dla innego.
"Naturalista nie uznaje z kolei ani bytów istniejących w sposób nadprzyrodzony, ani też jakichkolwiek nadprzyrodzonych środków prowadzących do wiedzy. ..."
Oczywiście, że uznaje. Bowiem, według jego definicji, "nadprzyrodzonych środków" po prostu nie ma. Nie "istnieją" z samej definicji "istnienia".
"Trzeba od razu zwrócić uwagę na sens zwrotu: "naturalista odrzuca religię". Znaczy on tyle tylko, że naturalista nie godzi się na supernaturalistyczne objaśnienie pochodzenia religii i wynikające stąd tezy, np. że instytucje religijne dziedziczą coś z owej nadprzyrodzonej genezy."
Skoro nie ma nic naprzyrodzonego, skoro wszystko jest przyrodzone, to jasne, że naturalista ma tu rację. Jego definicja "przyrodzoności" jest wszakże pusta, zatem i stwierdzenie powyższe jest puste. Przypomnijmy, z logiki, że każde stwierdzenie o elementach zbioru pustego jest "prawdziwe". Tyle, że ma zerową wwartość poznawczą. Ale tym się konsekwentny agnostyk-naturalista nie przejmuje.
"Poza tym naturalista może oceniać religię bardzo pozytywnie i w tym sensie „uznawać" jej funkcje albo też, przeciwnie, jego ocena może być bardzo negatywna i faktycznie powodować „odrzucenie religii" jako rzeczywistości społecznej zasługującej na ocenę dodatnią... "
Może to też każdy inny, właczając w to ludzi wysoce religijnych. Mogą ci ludzie odrzucać religię jako rzeczywistość społeczną załugującą na ocenę dodatnią i być przy tym religijnymi - na swój sposób. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach, a w szczegóły nasz agnostyk-naturalista wchodzić nie lubi.
"Skoro naturalista powiada, że nie uznaje nadprzyrodzonego pochodzenia religii, musi jej powstanie ująć jako fakt naturalny."
Wracamy tu do pojęcia "faktów naturalnych". Czy niektóre fakty i zjawiska, które dziś traktujemy jako zjawiska nadprzyrodzone, nie mogą jutro zostać zaliczone do zjawisk naturalnych? Po prostu nasze pojęcie o tym co jest naturalne a co nie jest dynamiczne, zmienia się. Filozofowie często zapominają o historii nauki i kultury. Tak im jest łatwiej stać się "konsekwentnymi". Konsekwencja ma wszkże tę wadę, że nie jest bardzo użyteczna gdy stoimy w obliczu nieznanego i jesteśmy na to nieznane otwarci. A bez takiego otwarcia postęp w nauce byłby mocno utrudniony.
"Takich prób było i jest wiele. Genezę religii wyjaśnia się różnymi czynnikami psychologicznymi, np. strachem, kompleksem Edypa, potrzebą autorytetu... "
Och, podobnie wyjaśniało się kiedyś płaskość Ziemi oraz idealną kolistość torów planet. Jak się uprzemy to wszystko potrafimy "wyjaśnić" w ramach dowolnego schematu. Tyle, że wyjaśnienia takie mają swoją cenę i nie zawsze są przydatne. Kiedy mamy do czynienia z kilkoma możliwymi wyjaśnieniami, wtedy warto rozważyć każde z nich, wybrać najwygodniejsze na dany użytek nie zapominając o innych, bo te mogą się przydać na inny użytek.
"Naturalista wcale nie musi rozpaczać z powodu braku jednolitej i powszechnie uznanej teorii pochodzenia religii. W gruncie rzeczy nie ma również jasności (nie mówiąc już o jednomyślności) co do genezy języka, prawa, państwa, moralności czy sztuki, a na ogół nikt nie wzywa do tego, by tłumaczyć ich powstanie nadprzyrodzoną interwencją."
Nasz agnostyk-nayuralista manipuluje tu nami. Zna bowiem z pewnością logikę i wie, że z tego iż a,b i c nie są elementami zbioru A, bynajmniej nie wynika, że d nie jest jego elementem. Język, prawo, sztuka - to jedno, religia to coś innego. Jeżeli a priori nie zechcemy zobaczyć różnicy między religią a sztuką, to nie będzie to wiele mówiło o religii, ale wiele o naszych apriorycznych założeniach.
"Mimo braku stosownych koncepcji pochodzenia wielu zjawisk społecznych, można je badać jako najzupełniej naturalne, tj. mieszczące się w ramach doczesnego świata istniejącego tu i teraz....! coś takiego naturalista proponuje również w sprawie religii. "
Dobrze, że proponuje. Propozycje są zawsze mile widziane. Tym bradziej, że ta propozycja brzmi sensownie. Niewątpliwie "można" (a nawet i trzeba) religię badać jako zjawisko naturalne, wiele bowiem w religii jest rzeczy w naturalny sposób nonsensownych, szkodliwych, o podłożu politycznym - i to wszystko winno być badane i przedstawiane pod publiczną dyskusję. Trzeba tu również wziąć pod uwagę fakt, że religia religii nie równa. Różne religie obciążone są róznym bagażem instytucjonalnych manipulacji. Badają je historycy, antropolodzy, religioznawcy.
"Według niego powstała ona kiedyś, dlatego że człowiek potrzebował takiej formy życia, podobnie jak potrzebował języka, prawa, państwa, sztuki czy nauki" (l5, 17, 19, 20). "
Potrzebował? A skąd się taka potrzeba wzięła. Czyż nie mógł człowiek być zawsze zadowolony i słodko pomrukiwać, jak to robi kot? Jest wiele teorii skąd się taka potrzeba u człowieka wzięła, ale tu musielibyśmy wejść w szczególy, a nasz agnostyk-naturalista nie czuje się dobrze w otoczeniu szczegółów.

Naukowiec, zainteresowany obrzeżami nauki. Katalog SEO Katalog Stron map counter Życie jest religią. Nasze życiowe doświadczenia odzwierciedlają nasze oddziaływania z Bogiem. Ludzie śpiący są ludźmi małej wiary gdy idzie o ich oddziaływania ze wszystkim co stworzone. Niektórzy ludzie sądzą, że świat istnieje dla nich, po to, by go pokonać, zignorować lub zgasić. Dla tych ludzi świat zgaśnie. Staną się dokładnie tym co dali życiu. Staną się jedynie snem w "przeszłości". Ci co baczą uważnie na obiektywną rzeczywistość wokół siebie, staną się rzeczywistością "Przyszłości" Lista wszystkich wpisów  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka