0 obserwujących
229 notek
299k odsłon
  137   0

Konserwatyzm wyssany z mlekiem Matki

Wbrew wpychanym nam do głowy zapewnieniom o zdominowaniu sfery publicznej przez partie i środowiska postsolidarnościowe, uważam, że obecna prawica jest politycznie skończona. Prawica ideowa rozproszona po wielu środowiskach i niszowych pismach nie wzbudza nawet cienia zainteresowania u jej politycznych reprezentantów. Ci zajmują się walką o przetrwanie, za które są w stanie zapłacić bardzo wysoką cenę. W grze o być albo nie być za burtę wyrzuca się wartości, bez których o prawicy w Polsce nie sposób już myśleć.  

Na naszych oczach rozgrywa się ostatni akt panowania prawicy odwołującej się w biografiach swoich przywódców oraz w hasłach z broszur wyborczych do dziedzictwa Solidarności. Jesteśmy świadkami początku końca procesu rozpoczętego podczas wojny na górze. Ostatniego tchnienia prawicowego Lewiatana. 

Środowiska intelektualne zaś deklarujące się jako prawicowe czy konserwatywne tracą znaczną część swojej cennej energii na poszukiwanie uzasadnienia swojego istnienia i odróżnienia się od bliźniaczo podobnych środowisk prawicowych i konserwatywnych. Ich przedstawiciele żyją w niewzruszonym przekonaniu o oczywistości swoich poglądów, które potwierdzać mają badania opinii publicznej. Jak Polak to katolik, a przynajmniej konserwatysta, jeśli wziąć pod uwagę podstawowe odruchy i wybory moralne. 

Nie sposób wymowie wyników tych badań zaprzeczyć. Ale nie mogę jednocześnie oprzeć się wrażeniu, że temu „prawicowemu pokojowi powszechnemu” nie towarzyszy „konserwatywny koniec historii”, jakby chcieli sami konserwatyści czy różnej maści post-konserwatyści. Wartości i normy konserwatywne, ujawniające się na poziomie najprostszych wyborów życiowych, mimo swojej pozornej stałości ulegają zmianie ( i to nie bynajmniej w kierunku ich liberalizacji), która domaga się nowego opisu i nowej odpowiedzi politycznej. A tej jak na razie brak. 

Konserwatyzm nie pociąga. Nie jest modny. Nie ma wielu konserwatywnych knajp, imprez i ciepłych projektów, wokół których tworzy się coś, co przyciąga młodych. Owszem, pojawiają się lokalne inicjatywy, niektóre ciekawe, inne mniej. Krążą liczne koncepcje: republikańskie, jagiellońskie, sarmackie, narodowe, instytucjonalne, kulturowe. Wielu „wykrwawia się” w forumowych wojenkach i reakcyjnych, przewidywalnych, rytualnych aktach oburzenia. Mnożą się pisma, pisemka, inicjatywy, think tanki, portale, tak jakby ich twórcy wierzyli w Marksowska zasadę przechodzenia ilości w jakość. Rodzą się w imię jeszcze bardziej radykalnego i ortodoksyjnego powrotu do źródeł lub zupełnie nowego otwarcia, odcięcia, frondy, pospolitego ruszenia. Bez końca. 

Dzięki tej mnogości mamy realny wybór i wzbogacony rynek idei. Tylko czy te idee mają swoje konsekwencje poza potwierdzeniem jedynej i wyłącznej słuszności poglądów wąskiego kręgu sprawiedliwych i prawych, którzy chętnie nawet za swoje idee zginą? Oczywiście głównie na kartach swoich licznych pism?

Pewnie trochę przesadzam. Przecież ten opis dotyczy niewielkiej części życiowych konserwatystów, których na co dzień zajmuje bardziej życie małżeńskie, rodzinne, religijne, wspólnotowe, trud wychowawczy niż publicystyczne wojenki podjazdowe i zwoływanie kolejnego pospolitego ruszenia w obronie Okopów św. Trójcy.

Ta być może nudna z perspektywy zewnętrznego obserwatora codzienna aktywność milionów życiowych konserwatystów jest tym, czego „ciekawa” lewica nie jest w stanie zrozumieć i osiągnąć. Nie jest w stanie przekroczyć tego Rubikonu. Ponieważ jej przedstawiciele musieliby się nawrócić i prowadzić przykładne życie Polaka katolika. 

Dlatego mimo irytacji jałowością gazetowego konserwatyzmu i przedśmiertnych drgawek politycznej prawicy wierzę w siłę życiowego konserwatyzmu wyssanego z mlekiem Matki Kościoła.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale