"Ustalenia z Brukseli to rozwiązanie pośrednie i w moim przekonaniu dość przejściowe. Proszę pamiętać, że 10 lat w rozwoju UE i Polski to dużo czasu. Unia Europejska stale ewoluuje, Polska - mam nadzieję - z każdym rokiem będzie silniejszym państwem."
Artur Bazak: Jaki jest bilans zysków i strat szczytu UE w Brukseli z polskiej perspektywy?
Marek A. Cichocki: Przede wszystkim jeszcze przez prawie 10 następnych lat Polska będzie mogła korzystać z nicejskiego systemu głosowania. To oznacza, że do roku 2017 Polska będzie dysponowała silnym głosem w Radzie. Jest to niezwykle istotne, ponieważ w tym czasie będą decydować się ważne sprawy dla przyszłości UE.
A.B.: Jakie na przykład?
M.A.C.: Nowe podejście do finansowania polityk unijnych; kwestie instytucjonalne, takie jak status i rola Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego; kształt polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii.
A.B.: Czyli negocjacje w Brukseli zakończyły się w Pańskiej opinii sukcesem? Przecież chcieliśmy umierać za pierwiastek. A skończyło się na 10-letnim wydłużeniu rozwiązań nicejskich i powrocie w 2017 r. do systemu podwójnej większości, który - jak Pan często podkreślał - uprzywilejowuje duże kraje kosztem średnich.
M.A.C.: Ustalenia z Brukseli to rozwiązanie pośrednie i w moim przekonaniu dość przejściowe. Proszę pamiętać, że 10 lat w rozwoju UE i Polski to dużo czasu. Unia Europejska stale ewoluuje, Polska - mam nadzieję - z każdym rokiem będzie silniejszym państwem. To na pewno nie koniec reformowania Unii, a problemy, które wskazaliśmy w systemie podwójnej większości nadal będą przedmiotem dyskusji w ramach opinii publicznej czy eksperckiej analizy, niezależnie od tego, że w przypadku tego traktatu reformującego debata została zamknięta.
A.B.: Dlaczego są takie rozbieżności na temat tzw. zapisu z Joaniny, który - jak zapewnia minister spraw zagranicznych, Anna Fotyga - ma nam umożliwić blokowanie niekorzystnych dla nas decyzji przez dwa lata od momentu przejścia na system podwójnej większości ?
M.A.C.: Rozbieżności dotyczą interpretacji czasu w jakim decyzje mogłyby być „zamrożone". Na szczycie polska delegacja złożyła niemieckiej prezydencji propozycję przewidującą okres dwóch lat. Nie wiem, czy propozycja ta została dalej przekazana do Sekretariatu Generalnego Rady. Wszystko odbywało się pod ogromną presją czasu, pośpiesznie i przy rosnącym zmęczeniu. W ciągu dwóch dni miało powstać całościowe rozwiązanie. Myślę, że powtórzyła się sytuacja, ze szczytu w Nicei.
A.B.: Czy trudności w jednoznacznej ocenie skutków szczytu w Brukseli wynikają ze złej polityki informacyjnej rządu czy winą za to należy obarczyć media?
M.A.C.: Wszyscy dopiero uczymy się bycia w Unii. Dotyczy to nie tylko polityków, ale także dziennikarzy, komentatorów czy publicystów. Jestem jednak dobrej myśli. Każdy taki szczyt to ważna lekcja.
Marek A Cichocki - filozof, doradca społeczny Prezydenta RP, jeden z dwóch negocjatorów (tzw. szerpa) na szczycie UE w Brukseli
(Gość Niedzielny, 15 lipca 2007)



Komentarze
Pokaż komentarze (17)