Artur Bazak Artur Bazak
71
BLOG

Gońmy żubra

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 26

Wczoraj, po dość pracowitym tygodniu, wracałem z pracy. Jak co piątek pociągiem relacji Wrocław - Zamość jechałem pospiesznym do Krakowa. W tempie osobowego dotarłem do domu. Pomimo doskwierającego upału, postanowiłem przejść się Plantami, potem Grodzką i bulwarami wiślanymi. Po drodze mialem jeszcze wpaść do Kuby. Na późny śniadanio-obiad.

Poprzedniej nocy nie mogłem spać. Obudziła mnie gwałtowna nawałnica, która przeszła przez miasto. W drodze powrotnej z dworca kolejowego przedzierałem się przez zawalone drzewami Planty. Widok był przerażający i cudowny zarazem. Co za żywioł ! - pomyślałem. Rozpieprzone w pył wymuskane, krakowskie ławeczki i ci przerażeni mieszkańcy ospałego Krakowa. Miasta, kóre jest w stanie obudzić tylko papieska pielgrzymka, mistrzostwo Wisły czy najazd Hunów z Wielkiej Brytanii.

U Kuby jem śniadanio-obiad. Głowa mi pęka. Mdło mi. Kuba coś gada o weekendowym spotkaniu redakcyjnym. Ja potakuje. Wrzucam dwa saridony. Odżywam. Oglądamy Fakty i nabijamy się z prężacej się w rytm politycznych spazmów redaktor Pochanke. Na druga nogę "Wiadomości". "O Jezu! Znowu ta wymizdrzona laska!". Masakra. Gdzie Dorota Wysocka-Schnepf ???". Jakoś przeżyłem. Gadamy. W tle leci TVN24. Czuję, że saridon przestaje działać. "Ku**a, jest piątek. Jedyny wolny wieczór? A my kisimy się przed telewizorem." No nic trzeba.

Jakoś dotrwaliśmy do kolejnego odcinka "Radia Maryja dla wykształciuchów", w którym "nasz krajan" Grzegorz Miecugow z pierwszym kabareciarzem radiowej Trójki zanudzają widownię. Przynajmniej ja czuję się znudzony. Czuję jak odpływam. Kuba przełącza na MTV Polska. "Żebyś wiedział, gdzie jest zachód, stary !" - tłumaczy. A w "Szkle" kolejna paniusia podnieca się tym, że dodzwoniła się do programu i to za pierwszym razem. I zaczyna, jaki to straszny kraj a Ziobro to, to, to...w ogóle straszny jest i kłamca. "O Jezu, Kuba wrzuć na MTV!!!"

A dzisiaj rano wstałem, poszedłem na pobliski targ. Kupiłem świeży góralski chlebek, serek wiejski i pastę do zębów. Bo się skonczyła. Na stoliku w kuchni rozkładam dzisiejszą prasę. Juz od rana Kuba bombarduje mnie telefonami o wywiadzie z Rymkiewiczem w Rzepie. Leniwie zabieram się do lektury.

Przeczytałem. O tym, jak Kaczyński ugryzł żubra (czyki Polskę ) w dupę, który teraz pędzi ku swojemu dzikiemu przeznaczeniu. O tym, że nigdy nie było tak dobrze jak teraz. I o tym, że ludzie są dumni z Polski (dawniej: "z tego kraju"). Rzuciłem okiem na inne publikacje: w Europie Krzemiński ( o Jezuuuuuuuu) znowu psioczy jak to jest okropnie i w ogóle. Biuletyn III RP przewidywalnie straszy totalitaryzmem, zamachem stanu i czym tam jeszcze.

W całej tej makulaturze, którą nawet tyłka już sobie podetrzeć nie można, bo papier za gruby, tylko Jarosław Marek Rymkiewicz pisze o moim domu. Tym po gwałtownej nawałnicy, z przejętymi i przerażonymi widokiem rozpieprzonych w pył wymuskanych ławeczek na Plantach "mieszczanami". O moim domu, do którego wracam szczęśliwy z jednej pracy, aby zacząć drugą. Bo już trzecia czeka w kolejce. O domu, gdzie jestem u siebie. Gdzie prężąca się Pochanke stanowi tyko barwne zjawisko medialnego folkloru. Gdzie pieniądze leżą na ulicy, tylko trzeba troche się naharować, żeby je podnieść - jak tłumaczył mi kiedyś w Szwecji na polu z cebulą polski robotnik, kiedy stękalem z wysiłku i bólu.

Gdzie warto żyć. Bo Polska to piękny, dziki żubr. Którego wreszcie ktoś ugryzł w dupę.

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka