Artur Bazak Artur Bazak
147
BLOG

Nie zapomnijcie o nas

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 5

Dla Grzegorza i Kasi narodziny ich pięciorga dzieci to prawdziwy cud. Ale i wielkie wyzwanie. Emilka, Kamilka, Karolek, Maja i Wiktoria przez lata wymagać będą opieki lekarskiej. I zwykłej, ludzkiej dobroci.

Nareszcie w domu

Emilka, Kamilka, Karolek, Maja i Wiktoria są już w domu razem ze swoimi rodzicami, Kasią i Grzegorzem. Przyszły na świat zbyt wcześnie, aby w pełni cieszyć się życiem. Pierwsze pół roku spędziły w szpitalu i pod ścisłą opieką lekarzy. Ich mama właściwie od samego początku stwierdzenia ciąży leżała w szpitalnym łóżku. Najpierw Tarnów, potem Łódź i wreszcie Klinika Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. To tam po 5 miesiącach przyszły na świat maleństwa Kasi i Grzegorza. Dzisiaj są pod stałą opieką lekarzy z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu, gdzie jeżdżą regularnie dwa, trzy razy w tygodniu na badania.

Ich stan jest na tyle ciężki, że wymagają nieustannej, całodobowej opieki zespołu ludzi. Lekarze specjaliści, rehabilitanci, opiekunki, rodzice, bliższa i dalsza rodzina oraz wszyscy ludzie, którzy okazjonalnie lub stale pomagają rodzinie z Brzeska dbają o to, aby Emilce, Kamilce, Karolkowi, Mai i Wiktorii zapewnić wszystko, co pomoże im w prawidłowym rozwoju.

Pokój dziewczynek

Rozmawiamy z Kasią podczas karmienia dwóch dziewczynek. Pomaga Magda, wolontariuszka. W październiku wraca na studia i nie będzie mogła odwiedzać dzieci już tak często. Wiktoria i Maja czekają cierpliwie na swoją kolej machając nóżkami.  - Kamilka z Majuchną jedzą najwięcej - śmieje się Kasia - i coraz trudniej to ukryć, prawda? - zwraca się czule do maleńkiej Kamilki.

Siedzimy w pokoju, w którym stoją cztery łóżeczka dziewczynek. Na stole pełno pudełek po lekach, które wypełniają kilka półek w szafie. Kasia i Grzegorz zadbali o to, żeby pokój nie zamienił się w szpitalną salę. Jest przytulnie i ciepło. W drugim pokoju leży Karolek, jedyny chłopak w całej gromadce. - Niedawno wrócił ze szpitala w Prokocimiu. Jest w najcięższym stanie. Wciąż korzysta butli z tlenem i saturatora. Dlatego musi jeszcze być w osobnym pomieszczeniu - wyjaśnia Grzegorz. Jest wyraźnie zmęczony. Właśnie wrócił z pracy. Wpada rehabilitantka, robi się tłoczno, więc idziemy do pokoju Karolka.

Życie do góry nogami

- Odkąd pierwsze USG wykazało bicie pięciu serduszek nasze życie zmieniło się nie do poznania. Od roku podporządkowujemy cały nasz wysiłek dzieciom - mówi Grzegorz, głowa rodziny. Opowiada, jak co tydzień odwiedzał żonę w kolejnych szpitalach, które były coraz dalej rodzinnego Brzeska.  - W pewnym momencie dostałem telefon od Kasi. Lekarze z Łodzi zadecydowali o przeniesieniu żony do szpitala w Poznaniu. Do dzisiaj nie znamy dokładnej przyczyny, dlaczego tak się stało - mówi smutnym głosem Grzegorz - Dwa dni wcześniej zmarł tata Kasi. Nie mogłem jej o tym powiedzieć aż do porodu. Była to druga zła wiadomość, którą musiałem żonie przekazać - dodaje ściszonym głosem. Pierwszą przekazali Kasi i Grzegorzowi szpitalni psychologowie. Kazali przygotować się na to, że któreś z pięciorga nowonarodzonych dzieci może nie przeżyć. Przeżyły wszystkie.

W krytycznym momencie mała Emilka i jej młodszy braciszek, Karolek zostali „ochrzczeni z wody". Na wszelki wypadek.  - Z chrztem wszystkich dzieci czekaliśmy aż do teraz, kiedy wszystkie są razem. Nie chcieliśmy chrzcić ich osobno - mówi Grzegorz. Duchowego wsparcia udziela im proboszcz pobliskiej parafii Miłosierdzia Bożego, ks. Józef Mularz.

Igła była za duża

Dzieci są wcześniakami. Przyszły na świat w 26 tygodniu ciąży. - Tak wczesny poród ma duże konsekwencje zdrowotne dla dzieci - tłumaczy dr Beata Witosław, neonatolog z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, gdzie pięcioraczki przyszły na świat. Nie zdążyły się jeszcze wykształcić u niemowląt wszystkie organy wewnętrzne, takie jak płuca czy układ pokarmowy. - Urodzone dwa tygodnie później nie miałyby wielu problemów, z którymi zmagają się dzisiaj - mówi dr Witosław.

Wszystkie dzieci mają bardzo poważne problemy ze wzrokiem. Karolek prawdopodobnie nie będzie widział. Wszystkie też są ciągle zagrożone dziecięcym porażeniem mózgowym - mówi poznańska neonatolog.

 - Karolek miał kilka operacji. W tym bezpośrednie wkłucie do serduszka. Średnica igły była za gruba na jego malutkie żyły - mówi ze łzami w oczach jego tata. Takie wczesne ingerencje operacyjne nie pozostaną bez wpływu na całe późniejsze życie maleństw Grzegorza i Kasi.  

Potrzebujemy waszej pomocy

Emilkę, Kamilkę, Karolka, Maję i Wiktorię czekają lata rehabilitacji i skomplikowanego leczenia. Kasię i Grzegorza długie lata walki o godne życie ich dzieci.

Lista potrzeb siedmioosobowej rodziny jest długa. Częste wyjazdy do oddalonego o 60 km Krakowa to wyprawa na 9 osób, licząc opiekunów i kierowcę. - Na razie dzięki wielkiej pomocy ze strony władz miasta możemy korzystać z wypożyczanego busa z kierowcą. Ale szukamy sponsorów na duży samochód z klimatyzacją. Lekarze zabronili nam jeździć samochodami bez klimatyzacji ze względu na zagrożenie infekcjami - tłumaczy Grzegorz.

Burmistrz Brzeska podarował rodzinie pięcioraczków mieszkanie w centrum miasta w 130-letniej kamienicy. Na razie mieszkają u rodziców, w bloku, na 3 piętrze. Nowe mieszkanie nie nadaje się jeszcze do zamieszkania. Czeka je gruntowny remont, łącznie z wymianą dachu, podłóg i wielu innych rzeczy. - Modlimy się, żebyśmy zdążyli wprowadzić się przed zimą. Wtedy dzieci są narażone na ciągłe infekcje - martwi się Kasia.

Pieniądze, jakie Grzegorz i Kasia wydają na utrzymanie tak licznej rodziny, do tego tak doświadczonej przez los są niebotyczne. - Na rehabilitację wydajemy miesięcznie 4,5 tyś zł., na leki około 1 tyś zł. Do tego dochodzą rzeczy codziennego użytku, pożywienie, itd. Maluchy zużywają około 70 pieluch codziennie - wylicza ich mama.

A koszty związane z opieką i leczeniem będą w miarę upływu czasu wzrastać.  - Wielu problemów zdrowotnych nie jesteśmy w stanie jeszcze przewidzieć. Lekarze każą czekać i obserwować rozwój dzieci. Na pewno czeka je jeszcze sporo zabiegów i długoletnia rehabilitacja - mówi Grzegorz. Przed paroma dniami przyszło orzeczenie o niepełnosprawności wszystkich pięciorga dzieci Kasi i Grzegorza.  - Dzięki temu otrzymujemy dodatek rehabilitacyjny w wysokości 65 zł miesięcznie i około 100 zł dodatku na pielęgnację. A my tylko na rehabilitację wydajemy  175 zł dziennie - ze smutkiem mówi Kasia.

Nie mam już siły płakać

Rozmawiamy już prawie trzy godziny. W tym czasie Kasia bawi się z Karolkiem, który bardzo dobrze znosi naszą obecność. - Chcielibyśmy zrobić wszystko, żeby nasze dzieci były szczęśliwe - mówi ocierając ukradkiem łzy ich mama - po całym dniu bycia przy nich czuję, jakbym nie poświęciła każdemu z osobna tyle uwagi, na ile zasługuje.

Kasia cały czas jest przy dzieciach. Pomagają jej obie babcie dzieci oraz opiekunki. Grzegorz pracuje w firmie zajmującej się opakowaniami. Zaraz po przyjściu do domu idzie do dzieci. I tak codziennie. Pomoc wielu osób i firm jest na określony czas. Potem się skończy i trzeba szukać od nowa. A to oznacza znowu papierkową robotę. Tony podań i listów z prośbą o wsparcie.  - Nie mamy nawet czasu wszystkim podziękować - martwi się Grzegorz.  - Nie wiemy, co nas czeka w najbliższych miesiącach. Niektórzy ludzie odejdą. Część środków się skończy. Ludzie, którzy pomagają, często o nas zapominają - mówi Kasia.

Patrzę na Kasię i Grzegorza z podziwem. Są niewiele ode mnie starsi. Tuż przed trzydziestką. Los bardzo ich doświadczył. Ale nie poddają się. Walczą. Dla nich rodzicielstwo to teraz dosłownie sens całego życia. Przyznają otwarcie, że sobie z tym nie radzą i ciągle potrzebują pomocy innych. - Lekarze mówią różne rzeczy. Nie chce tego powtarzać, bo wierzę, że z moimi dzieciaczkami będzie wszystko dobrze - mówi ledwo powstrzymując się od płaczu Kasia. Jak mówi, już nie ma siły płakać. Boi się. O każdą następną godzinę, dzień, miesiąc i nadchodzące lata. Jest przerażona. Ale walczy. A ja do końca życia będę pamiętał jej pogodną twarz i ciepłe, matczyne słowa, którymi usypiała swojego synka.

Parę dni temu dostałem od Kasi i Grzegorza email: „Proszę o nas nie zapomnieć."

Nie zapomnę.

 

Artykuł pojawił się w numerze 35 "Gościa Niedzielnego (2.09.2007)

 

***

 

http://www.piecioraczki.pl/

 

Adres domowy:
Katarzyna i Grzegorz Górka
ul. Ogrodowa 16/52
32-800 Brzesko
woj. małopolskie

e-mail: grzegorz_gorka@tlen.pl
e-mail: katarzyna.mastalerz@wp.pl

 

  • 1) konto indywidualne Grzegorz Górka
    BANK BPH S.A. ODDZIAŁ W BRZESKU
    Pl. ŻWIRKI I WIGURY 3, 32-800 BRZESKO
    Nr PL 03 1060 0076 0000 3000 0782 5933
    Swift: BPHKPLPK
  • 2) FUNDACJA ANNY DYMNEJ "MIMO WSZYSTKO"
    ING Bank Śląski
    Nr 70 1050 1445 1000 0022 7599 1459
    koniecznie z dopiskiem "Pięcioraczki"

 

Zgłoszenia deklaracji stałej pomocy finansowej dla pięcioraczków: abazak@goscniedzielny.pl

 

 

 

 

 

 

 

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka