Za miesiąc wybory. W telewizji prężą się działacze i działaczki. Wielkie transfery międzypartyjne wywołują medialne spazmy. W sobotę konferencja "lorda" Sikorskiego. Podniecenie wzrasta, bo pojawił się nowy spot PiS. Słusznie, bo w czym jak w czym, ale w kampanii wyborczej PiS jest niedościgły.
A ja patrzę, przeglądam gazety i już mnie to nie bawi. W 2005 r. obserwowałem to wszystko z bliska. I czytam, co się dzieje w krakowskiej platformie. Pokoleniowy bunt - jak pisze w dzisiejszym "Dzienniku" Jadwiga Staniszkis? Moim zdaniem zwykłe, ordynarne parcie na władzę. Co zrobią Rokita i Gowin? Nie mam pojęcia.
Wiem za to co ja zrobię. Jutro jadę do Brennej na redakcyjne rekolekcje. Tam przypomnę sobie, że nie mogę siebie zrozumieć bez Chrystusa. Potem pakuję plecak i w nocy wyjeżdżam do "Wiśniowego sadu". Odkryłem to miejsce rok temu z K. Teraz czas je odczarować z zaklęcia przeszłości. I przemyśleć swoje życie.
Przeczytam ważne książki, na które nie mam czasu tutaj. Odpocznę. Wejdę na Śnieżkę, wypiję kawę i pewnie pomyślę, że świat jednak jest piękny. Postaram się nie otwierać komputera. To będzie prawdziwe ćwiczenie duchowe.
Po powrocie spakuje swoje rzeczy i wyjadę.
Kraków. Pierwszy raz byłem tutaj z ciocią, wówczas młodą nauczycielką historii, która odkryła przede mną góry (Rajcza - 3 latka) i dawną stolicę. Kilkanaście lat później,będąc wciąż pod wrażeniem nowej szkoły (I L.O. im. Powstańców Śląskich w Rybniku) siedząc w jakimś obskurnym studenckim mieszkaniu starszej koleżanki na ul. Karmelickiej, pomyślałem: "tak, chcę studiowac na Uniwersytecie Jagiellońskim". No i stało się. Nie ma o czy gadać. Z tego czasu został mi jeden przyjaciel. I bardzo sobie tę przyjaźń z nim i jego żoną cenię. No, jeszcze kochana promotorka, nieoceniona prof. Irena Borowik, która chciała ze mnie zrobic socjologa religi. Prawie jej się to udało.
Warszawa. To tam właśnie wyjeżdżam.
"Przeprowadzka -
planowana czy znienacka,
przeprowadzka
zapaskudzi się posadzka.
Przeprowadzka.
Trzeszczy szafa, pęka tacka.
Oj, z gratami się nie cacka
przeprowadzka.
Módl się do świętego Jacka.
Czemu Jacka ?
Bo on pomaga w przeprowadzkach.
Ta posadzka !
Żegnaj nam, ulico Bracka !
Witaj - Nowostarogradzka !
Nie dojadłeś tego placka.
Rozsypana sól karlsbadzka.
Tu bywała Zosia Czacka.
Stamtąd bliżej nam...
- Gdzie? - Do Wacka !
Przeprowadzka.
Ktoś na oknie coś napackał.
Przeprowadzka.
Uśmiech losu, czy zasadzka ?
Przeprowadzka.
Potłuczona samotracka.
Mina coraz mniej junacka.
Módl się do świętego Jacka.
Planowana czy znienacka,
Oj, z gratami się nie cacka.
Trzeszczy szafa, pęka tacka.
Uśmiech losu czy zasadzka ?
Przeprowadzka -
zapaskudzi się posadzka.
Przeprowadzka.
Ktoś na oknie coś napackał.
Przeprowadzka.
Żegnaj nam, ulico Bracka !
Witaj - Nowostarogradzka !
I módl się do świętego Jacka.
Przeprowadzka... "
Jest wiele piosenek Grzegorza Turnaua, które lubię. Może inaczej, jest mało takich, które nie przypadły mi do gustu. Ale, nie wiedzieć czemu, najbardziej lubię tę:
Tutaj jestem, gdzie byłem,
gdzie się urodziłem.
Tu się wychowałem
i tutaj zostałem.
Mogłem jechać, wyjechać
i stad się oddalić,
ale jednak zostałem
z tymi co zostali.
Może lepiej by było
(kto by to ocenił?)
Gdybym rzucił to wszystko
miejsce bycia zmienił
Mogłem jechać wyjechać
i stad się oddalić
Ale jednak zostałem
z tymi co zostali
Tutaj jestem, gdzie byłem,
gdzie się urodziłem.
Tu się wychowałem
i tutaj zostałem.
Pomyślałem: to samo
słonce wszędzie świeci,
wiec gdzie byli dziadkowie,
będą moje dzieci.
Może lepiej...
Nie ma co nigdzie jechać,
nigdzie się poruszać,
chyba, że cię do tego
niemoc bycia zmusza.
Czy ci się tutaj uda,
czy ci się nie uda
czy cię byt zaciekawi,
czy cię strawi nuda -
pomyśl, że o tym
nigdy się nie dowiesz,
jeśli wszystko zostawisz
i pojedziesz sobie.
Może lepiej...
Może lepiej by było
(kto by to ocenił?)
Gdybyś rzucił to wszystko
miejsce bycia zmienił
Mogłeś jechać wyjechali stad się oddalić
Ale jednak zostałeś
z tymi co zostali
z tymi co zostali
Jadę pełen obaw. Czy się nie zatracę, czy nie utonę, czy się nie wypalę. Czy podołam?
Zawsze będę z sentymentem wracał do mojego Krakowa, do przyjaciół i ich dzieci. Do Żor, gdzie są rodzice i 17-letnia siostra. Do walącego się dworca PKP, gdzie nie zatrzymuje się już prawie żaden pociąg. By popatrzeć, jak przejeżdża jeden za drugim...By przypomnieć sobie siebie sprzed kilkunastu lat i swoje marzenia. By się przekonać, gdzie jestem? I czy wciąż jestem sobą.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)