Artur Bazak Artur Bazak
147
BLOG

Donos na Polskę

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 32

Niezawodny, jak zwykle, Aleksander Kwaśniewski sprawił, że postanowiłem przekleić tekst z najnowszego "GN" na temat publicystycznych harców ojców założycieli polskiej demokracji. Stopień kompromitacji dawnych arbitrów politycznej elegancji jest odwrotnie proporcjonany do ich znaczenia i sily oddziaływania na scenie poitycznej. Dlatego cóż, pozostaje wypić za dawne, dobre czasy. Ehhh

 

Wywiad Aleksandra Kwaśniewskiego dla „Vanity Fair" wywołał skandal. Licząc się z politycznym kosztami były „prezydent wszystkich Polaków" w końcu przeprosił. Ale niesmak pozostał. To tylko ostatni przykład ulubionego zajęcia niektórych polityków i publicystów, jakim jest donos na Polskę.

Dobre kilka dni trwała medialna burza, jaką wywołał kontrowersyjny wywiad byłego prezydenta dla niemieckiej edycji popularnego czasopisma. Większość krajowych komentatorów  najbardziej dotknęły słowa, w których Kwaśniewski zasugerował, że „jeśli Kaczyńscy wygrają kolejne wybory i dalej prowadzić będą politykę w podobnym tonie, Berlin powinien przemyśleć swoją powściągliwość." Kwaśniewski powiedział jednak znacznie więcej.

Mroczny epizod "małego krętacza"

Cała pierwsza część rozmowy to niezwykle ostra krytyka polityki braci Kaczyńskich. Były prezydent wyjaśnia, że poglądy Polaków i rządzących nimi polityków na temat stosunku do Niemców to dwie różne sprawy. Antyniemieckie prowokacje Kaczyńskich, zdaniem Kwaśniewskiego, podziela niewielka liczba tych, którzy są uprawnieni do głosowania. Charakterystykę elektoratu i zwolenników partii rządzącej oddał w słowach: „gorliwi katolicy, wyborcy w starszym wieku pochodzący ze wsi, osoby, które maja poczucie przegranej". Podsumowując dwuletnie rządy PiS użył słów „mroczny epizod w polskiej historii". A na koniec, dopełniając rytuału, przyznał, że demokracja w Polsce jest z pewnością zagrożona.

Już po swoim wywiadzie, widząc bardzo złe reakcje w kraju, Aleksander Kwaśniewski dał jeszcze haniebny i niegodny byłego prezydenta popis krętactwa, oskarżając najpierw dziennikarzy polskich o błędy w tłumaczeniu, a potem niemieckich o niedociągnięcia warsztatowe. W końcu musiał się ugiąć pod naporem wymowy faktów.

10 września,  w poniedziałek, na stronie internetowej Kwaśniewskiego pojawiło się oświadczenie, w którym były prezydent przyznał: „słowa zamieszczone w wywiadzie [sugerujące przemyślenie powściągliwości - przyp.red.] nie powinny być opublikowane, gdyż umożliwiają nieprawidłową interpretację wyrażonych przeze mnie opinii. Są niezgodne z moim sposobem myślenia, dorobkiem politycznym i zasadami, którymi się kieruję." I dalej pisze: „Wszystkich, w Polsce i w Niemczech, którzy poczuli się zaskoczeni, skonfundowani i urażeni tymi sformułowaniami - przepraszam i przywołuję: nic nie uczyni więcej dobrego Europie i światu jak przyjazne sąsiedztwo Polski i Niemiec!". Po takich słowach trudno nie zgodzić się ze szczerą do bólu oceną Kwaśniewskiego, wyrażoną przez Józefa „brzytwę" Oleksego w słynnej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym.   

Publicyści do wynajęcia

Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Adam Michnik pomagają zrozumieć naszym europejskim sąsiadom, co tak naprawdę dzieje się w naszym kraju.

A dzieje się źle. Co do tego nikt z szacownych „publicystów do wynajęcia" nie ma wątpliwości. Różni ich tylko kwestia stylu i ewentualnie problemy, na jakich koncentrują uwagę zachodniej opinii publicznej, zatroskanej losem Polski pod rządami braci Kaczyńskich. Łączy wspólnota interesu i cel, jakim jest odsunięcie od władzy „strasznych ludzi" i przywrócenie stanu sprzed chaosu, który rozpoczął rok 2005.

Populiści i warchoły

Najlepszym przykładem europejskiej twórczości publicystycznej jest tekst naczelnego „Gazety Wyborczej" Adama Michnika, „Modlitwa o deszcz", który pojawił się w angielskiej wersji językowej w El Pais i został przedrukowany (sic!) na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej" 30 lipca b.r.

Kto zna kilkudziesięcioletnią publiczną działalność Adama Michnika, wie, że obawa przed prawicowo-nacjonalistycznym wirusem, który w jego mniemaniu toczy Polskę, jest jego największą obsesją. A obrona autorytetów III RP podstawowym obowiązkiem. - W ciągu ostatnich 50 lat Polska pokazywała zwykle światu to, co w niej najlepsze - Jana Pawła II, Wałęsę i "Solidarność", Miłosza i Gombrowicza, Kołakowskiego, Herberta i Wajdę, Lutosławskiego i Konwickiego, Balcerowicza i Szymborską, Kuronia, Mazowieckiego i Geremka. Nie chciałbym, by teraz zaczęła pokazywać światu to, co w niej najgorsze... - pisze Michnik.

Restauracja ancien regime'u

Artykuł naczelnego „Gazety" oraz wywiad Aleksandra Kwaśniewskiego dla „Vanity Fair" to tylko najświeższe przykłady rozplenionego zjawiska, które można określić mianem „donosu na Polskę". Obok Adama Michnika specjalizują się w tym fachu inni „ojcowie założyciele polskiej demokracji". Bronisław Geremek, który niegdyś zasłynął stwierdzeniem, że Polacy nie dorośli jeszcze do demokracji, przestrzega na łamach La Reppublica przed „dwugłowym Putinem". Lech Wałęsa wyjaśnia dziennikarzowi Spiegla, że bracia Kaczyńscy to ludzie małego formatu i pełni kompleksów. Itd., itp.

Na wizerunek Polski za granicą ogromny wpływ mają ludzie, którzy z łatwością komunikują się z kręgami liberalno-lewicowych elit, które wciąż jeszcze dominują w polityce i mediach. Tym, co spaja europejskie elity lewicowo-liberalne jest wspólne formacyjne doświadczenie roku '68. To wtedy  ukształtowała się ich polityczna wrażliwość  i metody oddziaływania na rzeczywistość polityczną. Tutaj prym wiedzie Adam Michnik - chyba najbardziej wpływowy polityk (a przy okazji redaktor naczelny największego dziennika) ostatniego osiemnastolecia.

Tak, jak w latach '70 przedstawiciele polskiej opozycji demokratycznej kontaktowali się z zachodem dzięki Radiu Wolna Europa czy środowiskom emigracyjnym, tak dzisiaj publikują swoje teksty w zachodnich gazetach. Zdają się nie zauważać zasadniczej różnicy między Polską dzisiejszą i tą sprzed 30 lat. Wówczas przyczyniali się do poszerzania zakresu wolności w zniewolonym państwie. Dzisiaj nie potrafią pogodzić się z prawami  demokratycznego wyboru zwykłych ludzi, obrażają się na wywalczoną przez siebie demokrację. I z estetycznym obrzydzeniem ją odrzucają, wmawiając rządzącym ciągoty autorytarne a ich wyborcom oszołomstwo.

Drugą kategorią osób, które z łatwością odnajdują wspólny język z zachodem są postkomuniści świeżo nawróceni na Brukselę. Ludzie pokroju Kwaśniewskiego, bezideowi oportuniści, którzy potrafią odnaleźć się w każdym ustroju. Pod warunkiem, że sprawują w nim władzę.

Adam Michnik, Bronisław Geremek, Lech Wałęsa czy tym bardziej Aleksander Kwaśniewski to nie są biedne, pozbawione politycznego instynktu misie, które są nieświadome tego, jakie skutki przyniesie skarżenie się na polskie władze na forum europejskim. Wprost przeciwnie, oni robią to z rozmysłem, z wyrachowania i w konkretnym celu politycznym. Ale także dlatego, że inaczej nie potrafią. Ich jedyną wyuczoną strategią polityczną jest moralizowanie, pod którym kryje się walka o własne, partykularne interesy. Dzisiaj starają się ożywić okrągłostołowy  mit porozumienia między postkomunistami nawróconymi na Europę i częścią elity postsolidarnościowej. Ich celem jest restauracja dawnego porządku, sprzed „mrocznego epizodu w polskiej historii".

Autorytety upadłe

Ojcowie polskiej demokracji zaślepieni brzydotą swojego kraju nie dostrzegają rzeczy fundamentalnej. Że stanowią niechlubny wyjątek na tle europejskiego obyczaju politycznego. Ich publiczna skarga na własny kraj jest bez precedensu.

- Parę lat temu odbyła się w Polsce dyskusja o stosunkach polsko-niemieckich - wspomina Marek A. Cichocki, filozof, doradca Prezydenta ds. UE - na którą zaproszono gości z Niemiec. Jeden z nich, prof. Arnulf Baring, szef Fundacji Nauki i Polityki pozwolił sobie na ostrą krytykę ówczesnego rządu Gerharda Schroedera. I został natychmiast publicznie zrugany przez swoich niemieckich kolegów za nielojalność wobec swojego państwa i krytykę jego władz poza granicami kraju.

Inną historię przytacza Jarosław Gowin, rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie. - Zaprosiliśmy niedawno do naszej uczelni na wygłoszenie wykładu byłego premiera Hiszpanii, Jose Maria Aznara. Premier przysłał mi wcześniej listę pytań, na które nie zamierza odpowiadać. I wśród nich znalazły się pytania dotyczące spraw wewnętrznych Hiszpanii oraz polityki obecnego, lewicowego rządu premiera Zapatero. Po takim zachowaniu poznaje się klasę prawdziwego polityka.

Były wielki opozycjonista, historyczny przywódca pierwszej „Solidarności" i prezydent wszystkich Polaków nie odnaleźli się w ustroju demokratycznym, w którym stanowią polityczny margines. Dotychczasowa polska wersja demokracji, która w rzeczywistości bardziej przypominała oligarchię, rozpadła się. Tak, jak na naszych oczach rozpada się autorytet „wielkich ojców założycieli".

za "Gość Niedzielny", 23 września, 2007 

 

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka