„Polska samorządna, tolerancyjna, wielobarwna, oparta na wartościach chrześcijańskich, sprawiedliwa społecznie, Polska przyjazna sąsiadom, Polska zdolna do kompromisu i umiaru, do realizmu i realnego partnerstwa, ale niezdolna do niewolnictwa, niezdolna do duchowego poddaństwa, niemożliwa do duchowego ujarzmienia. Polska pełna konfliktów normalnych dla nowoczesnych społeczeństw, ale przepojona zasadą solidarności. Polska, gdzie intelektualiści bronią prześladowanych robotników, a robotnicze strajki żądają wolności dla kultury. Polska, która mówi o sobie z patosem i szyderstwem; która tylekroć bywała podbijana, lecz nigdy podbita, tylekroć zwyciężana, lecz nigdy zwyciężona. Polska, która odzyskała dziś swą tożsamość, swój język, swoją twarz..." (Adam Michnik, Polskie pytania)
Tymi słowami naczelny „Gazety" opisywał w 1981 r. swój ideał wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej. Ów ideał wcielał w życie kilka lat później wraz z kolegami i ludźmi honoru budując podwaliny III RP, która stała się „ krajem wspólnej troski o wolność Polski i o godność każdego człowieka w Polsce (...)."
Niestety ten arkadyjski czas spełnionego snu dysydenta dobiegł końca. W 2005 r. nastała ciemność i wrogie siły reakcji, odwołując się do tego, co w człowieku „lękliwe, prymitywne i nikczemne", przejęły rząd dusz w Lechistanie. Dzisiaj Polska „z republiki demokratycznej - gdzie wszyscy obywatele mieli równe prawa, gdzie obowiązywała niezawisłość sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego, gdzie respektowano prawa człowieka i zasadę domniemania niewinności, gdzie monopol epoki komunizmu został zastąpiony pluralizmem w parlamencie, samorządzie lokalnym i mediach publicznych, gdzie kompromis i tolerancja były cnotami, a fanatyzm i mściwość pozostawały w niełasce, gdzie przystąpienie do Unii Europejskiej obchodzono jak święto narodowe - staje się z wolna państwem, gdzie wszystkie te wartości i obyczaje zostają zakwestionowane. Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją." (Adam Michnik, Modlitwa o deszcz, GW, 30.07.07)
Dzisiaj w Polsce i u naszego południowego sąsiada możemy po raz kolejny przeczytać zapis myśli redaktora, tym razem wzbogacony dialogicznie przez pytania, które pierwszemu dysydentowi III RP zadał pierwszy dramaturg Republiki Czeskiej. Zacna ta rozmowa między dwoma artystami słowa (nawet nie czuję, kiedy rymuję) to dalszy ciąg spotkania dwóch weteranów walki o wolność waszą i naszą. Jakie to szczęście i radość, że przez jeden dzień pierwszy dramaturg został naczelnym „Hospodarskich Novin", a pierwszy dysydent III RP mógł zrobić kolejny przedruk z samego siebie w swojej gazecie.
Wyśniony ideał Polski wielobarwnej, tolerancyjnej, etc., etc., jako się rzekło, legł w gruzach. A Polacy, niczym Hunowie, zamieniali w zgliszcza wielki sen pierwszego dysydenta. I wbrew temu, co pisze mój szanowny kolega Michał Szułdrzyński, nie przyczynia się to do zapomnienia tak zasłużonej dla polskiej historii (bez ironii) postaci, jaką jest naczelny „Gazety".
Adam Michnik, po okresie twórczości aluzyjno-historycznej o bliźnie na czole Konrada przeszedł do publicystycznego kontrataku. Znowu znalazł się w swoim żywiole. Każdego dnia o szóstej rano może rozlec się złowieszcze pukanie do drzwi. Życie w państwie autorytarnym polskiego dwugłowego Putina musi być dla pierwszego dysydenta III RP rozkosznym powrotem do źródłowego doświadczenia, które ukształtowało jego polityczne myślenie i działanie. Znowu jest bohaterem wolnościowej prasy europejskiej. I święci triumfy na łamach największej gazety codziennej w Polsce.
Na liczne pytania „Drogiego Vaszka" Michnik odpowiada znanymi egzegetom jego twórczości frazami. Mnie osobiście najbardziej rozbawił następujący passus: „Pyta mnie dalej Vaclav Havel: Jaka jest najbardziej zaskakująca, jaka najgorsza wiadomość z Polski ostatnich tygodni. Myślę otóż, że najlepsza wiadomość z Polski to narastająca krytyka rządów Jarosława Kaczyńskiego, zaś najgorsza to fakt, że mimo tej krytyki rządy Kaczyńskiego wciąż trwają i każdego dnia wyrządzają szkodę polskiej demokracji."
Chciało by się rzec, parafrazując słowa samego redaktora „Gazety": „Czy pozostanie nam, czytelnikom „Gazety" już tylko modlitwa - o deszcz zdrowego rozsądku?" Dla jej naczelnego, rzecz jasna.
Czasy obecne - powiada Michnik - sprzyjają temu, co podłe. Na szczęście - jak dodaje - „Polska jest krajem, gdzie nigdy żadne paskudztwo nie odnosi ostatecznego triumfu". Amen.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)