40 - lecie Marca '68 to dobry pretekst do refleksji nad tym, jaką rolę w najnowszej historii Polski odegrało pewne istotne środowisko studentów, którzy buntowali się przeciwko światu zaprojektowanemu przez swoich tatusiów. Komandosi - jak się ich barwnie określa - dokonali rzeczy fenomenalnej, której uczyć się powinno na każdym kursie zarządzania w biznesie i PR.
Sprawili oto, że studenckie rozruchy, wzmocnione symbolicznym wydarzeniem, jakim było zdjęcie z afisza „Dziadów" Dejmka, stały się historycznym punktem odniesienia dla budowniczych demokratycznej Polski. W ostatnim 40-leciu mit Marca '68 przeszedł niebywałą ewolucje ideową, którą dostrzegło niewielu.
Studencka rewolucja Marca '68 stała się ostatnim akordem walki o „socjalizm z ludzką twarzą", który tym razem objawił swoją nacjonalistyczną gębę. W późniejszych wspomnieniach głównych protagonistów mit Marca dostarczał uzasadnień dla co najmniej trzech różnych wyborów ideologicznych i idących za nimi politycznych działań.
Najpierw był interpretowany jako lewicowa, nieudana rewolucja, następnie jako źródło walki o społeczeństwo obywatelskie, by wreszcie w ostatniej kanonicznej wersji stać się początkowym etapem budowy wolności i demokracji.[i] Jednym słowem, Marzec '68 dostarczył uzasadnienia zarówno dla rewolucji jak i „refolucji" - dwóch wzajemnie, wydawałoby się sprzecznych, form zmiany systemu społecznego. Dzięki lewicowej zdolności do zaskakujących ewolucji ideowych i plastycznemu podejściu do praktyki społeczno- politycznej marzec 1968 mógł się stać uniwersalnym, niepodatnym na zmiany historycznego i politycznego kontekstu, punktem odniesienia - wiecznym początkiem.[ii]
Dzisiejsza „oprawa medialna" obchodów 40-lecia Marca jest w dużej mierze w rękach tych samych ludzi, którzy wówczas poruszali serca i umysły kolegów z UW - z Adamem Michnikiem na czele. Jego „Gazeta" przygotowuje nas już od paru dni do tego wydarzenia. Dla tożsamości tzw. lewicy solidarnościowej, która w krótkim czasie przybrała płaszcz strażnika ładu liberalnego, mit Marca '68 to obok przełomu '89 r. najważniejsza data w XX-wiecznej historii Polski. Dzięki niezaprzeczalnej sile oddziaływania największego dziennika od „Łaby do Władywostoku", mit wąskiego środowiska studenckiego, a następnie dysydenckiego i demokratycznego ugruntował się w świadomości Polaków jako wydarzenie porównywalne z wyborem Karola Wojtyły na papieża.
Kiedy się trochę nad tym zastanowić, nie sposób zadumać się nad sprawnością ideowo-pijarową tych kilku osób. No bo, czy w korowodzie dat „przełomów" w PRL-u znajdzie się miejsce dla roku '66? Raczej nie. W dużej mierze przez świetną ideową obróke studenckich rozruchów dwa lata później, które bardziej pasowały do opowieści o zmaganiach polskiej inteligencji z narzuconym ustrojem.
Warto sobie uświadomić, że uroczystości milenijne z 1966 r. były największym masowym wystąpieniem przeciwko władzy w latach '60. Dlaczego nie utrwaliły się tak mocno w świadomości historycznej Polaków? Ponieważ były przejawem nieakceptowanego przez inteligencję katolicyzmu ludowego. Nie było komu tego opowiadać, spisać, przełożyć na wydarzenia kulturalne, którymi tłumaczono by ideowy sens tych zdarzeń inteligenckiemu odbiorcy.
Tak tłumaczył to zjawisko Piotr Semka w artykule "Pokolenie 1966" : „Być może na pewne "upośledzenie" roku 1966, na przykład w porównaniu z Marcem '68, wpływa fakt, że było to wydarzenie ludowe. Elity intelektualne związane z Kościołem odgrywały w nich pewna rolę, ale nie były one spiritus movens ówczesnych wydarzeń."
Marzec '68 to w wielu interpretacjach ruch studencki, który próbuje się porównywać do rozruchów studenckich na Zachodzie. Stały się one z kolei punktem odniesienia dla dzisiejszych zielonych i socjalistów w Europarlamencie. Czy jest to porównanie uprawnione, należy wątpić.
Wydarzenia marcowe są również interpretowane jako ważny element tożsamości pewnego odłamu polskiej inteligencji, która w końcowym etapie uznała go za akt założycielski demokracji demoliberalnej i III RP.
Jest wreszcie Marzec '68 opowieścią, która jest źródłowym doświadczeniem w biografii takich ludzi jak: Jan T. Gross, Leszek Kołakowski, Zygmunt Bauman, Bronisław Baczko czy... Wanda Rapaczyńska. Jednym słowem nagonka antysemicka, będąca odpryskiem walk wewnątrzfrakcyjnych w PZPR.
Jest to także ważny punkt w CV generała Jaruzelskiego, o którym niechętnie mówi, koncentrując raczej uwagę na swoim osobistym „dramacie" związanym ze stanem wojennym.
Dzisiaj student, który był ideowym patronem Marca i bohaterem zbiorowej wyobraźni, ciąga po sądach swoich adwersarzy. Ewentualnie wypowiada mowy pogrzebowe nad IV RP, niczym Perykles dwa i pół tysiąca lat temu. Władza nad umysłami inteligencji została mu odebrana, czego zdaje się jeszcze nie zauważać. Ideowy sojusz, który zawarł przed 30 laty z przedstawicielami katolicyzmu otwartego także się rozpada.
Mówił o tym w ciekawy sposób Dariusz Gawin w wywiadzie udzielonym „GW" (Zdziecinniała Polska Platformy, „GW", 26.01.2008):
„Symbolem nowych czasów są wydarzenia w "Tygodniku Powszechnym". Pismo kupiła grupa ITI, właściciel TVN, a do redakcji weszła nowa, młoda ekipa, która doprowadziła do odejścia pokolenia Krzysztofa Kozłowskiego. I to się dzieje w obozie zwycięzców! W każdym normalnym kraju doniesienia o tym konflikcie nie schodziłyby z pierwszych stron opiniotwórczych gazet.
W "bezliczebnikowej" Rzeczypospolitej głównym rozgrywającym stał się ITI - i szerzej: media elektroniczne. ITI pełni dziś taką rolę, jaką w III RP pełniła Agora. To wielka zmiana, której znaczenie dopiero zostanie dostrzeżone. Dyskursy "Gazety" i TVN zlały się w jeden strumień w czasie walki z PiS-em, był to jednak sojusz egzotyczny.
ITI to reprezentant klasy średniej, czyli konserwatywnego, niechętnego skrajnościom nowego mieszczaństwa. Ono dziś obejmuje dominującą pozycję w establishmencie. Młode, raczej konserwatywne obyczajowo pokolenie wypiera z "Tygodnika" starą lewicową inteligencję. Czy może być coś bardziej wymownego?"
Obchodząc 40-lecie wydarzeń marcowych, nie zapominajmy o tym wszystkim.
[i] Por. Dariusz Gawin, Potęga mitu. O stylu politycznego myślenia pokolenia marca 1968, w: Blask i gorycz wolności, Kraków, 2006, s. 47-81.
[ii] Jak pisze Dariusz Gawin w swoim eseju: „ Proces ten pozostaje jednym z najbardziej interesujących i zarazem intrygujących fenomenów najnowszej historii Polski - zarówno dla historyka idei jak i dla przeciętnego obserwatora polskiej sceny politycznej". Dariusz Gawin, dz., cyt., Kraków, 2006, s. 81.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)