Galopujący major objawił się nam na salonie jako „sakralny turysta" i „intelektualny onanista". Jego turystyczna wędrówka zawiodła go aż na „obrzeża obolałych od dobra i piękna Świątyń". Tam jego oczom ukazało się hasło reklamowe katolickiego tygodnika. „Intelektualny onanizm" zaowocował kolejnym paszkwilem, który więcej mówi o jego autorze niż przedmiocie szyderstwa.
Przemówił w majorze rzecznik homoseksualistów zranionych przez tępawych, nie rozumiejących złożoności współczesnego świata dziennikarzy. Głos zawziętego racjonalisty, prostującego miazmaty myślowe ogłupionego przez opium katolstwa. I wprawny komparatysta, który wiarę chrześcijan (w terminologii autora: owiec) porównuje z wiarygodnością Pani „Alexis" i mordercy.
Skoro homilie głoszą na salonie, to i wierni już się zbierają. Słuchają z nabożnością.... I biorą sobie do serca słowa z taką gracją podawane przez mistrza majora. Na salonie znalazło swoje miejsce urocze stadko, które na słowo „katolicyzm", „chrześcijaństwo" i „Kościół" dostaje piśmiennego kociokwiku. Paradne to i pocieszające w sumie. No bo gdzie te biedaki, oprócz stetryczałego „Nie" i „Faktów i mitów" mogłyby sobie powyć. Salon to instytucja demokratyczna. Tu można puścić bąka i błotem obrzucić, obrazić, napluć i skopać. Wcielenie ideału demokracji i wolności słowa. Przynajmniej w rozumieniu niektórych.
Ale wróćmy do mistrza majora. Tako rzecze on:
„Chodzi więc raczej o rzeczoną wiarę, branie wszystkiego z rąk swych kapłanów, broczących wyższą inteligencją poznawczą, z racji swych codziennych kontaktów być może nawet wręcz z absolutem. Wiarygodność nie jest więc pochodną logicznych rozważań, lecz filozoficznego wyboru owiec, które spragnione wypasu podążają za swym pasterzem. A ten w sfatygowanych trzewikach i foteliku dziecięcym, rozdaje klapsy i wiarygodności świadectwa, nie bacząc na rozumowania prawidła, a często nawet z premedytacją je łamiąc, poddając swe owce próbie, niczym niejakiego Abrahama przeszłości." - pisze.
Pozostaje mi zapytać: Majorze, czy drogi prowokacji, stylistycznie wysmakowanych tekstów obrażających wielu ludzi zawiodły cię aż tak daleko, że nawet twój rozum nie jest w stanie powstrzymać twojej chuci ekspresji? Czy naprawdę twoje realne cierpienie (o którym tak rozprawialiście z Pawłem Paliwodą) rodzi w tobie tylko gorycz i resentyment? Czy nie stać cię na nic więcej? Czy wskoczenie na stronę główną jest warte obnażania swoich egzystencjalnych i moralnych problemów?
Czasami strojenie się w szaty kapłana rozumu kończy się groteską. Jak w twoim przypadku. Gdyby jakiś szanowany psychiatra lub inny Santorski przeanalizowałby przywołany cytat z twojej homilii, mógłby dojść do wstydliwych dla ciebie wniosków. Dlatego zamiast o tym pisać publicznie, może udasz się niego i sobie o tym porozmawiacie?
Lecz jest jeszcze nadzieja dla majora. Prawda wyzwoliła Krytykę Polityczną, która od dwóch numerów zajmuje sie kastrowaniem św. Pawła. Zatem w nastepnych numerach niewątpliwie znajdzie się i miejsce dla naszego salonowego kaznodziei.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)