Kopnął mnie zaszczyt. Adam Michnik podczas swojego wykładu z okazji 40-lecia marca '68 pochylił się nad moim artykułem w "Gościu Niedzielnym": "Rewolucja - niezły biznes". Redaktor naczelny "Gazety" nie podając źródła ("poczytny tygodnik katolicki") oraz autora (a własciwie autorów) przytoczył parę fragmentów z mojego materiału.
Założony cel - ośmieszenia autora i rozbawienie akademickiej gawiedzi, która spijała każde słowo z jego ust - osiągnął bez większego wysiłku intelektualnego. Michnik dokonał podwójnej manipulacji, ale mało kto to zauważył.
Po pierwsze naczelny "GW" zestawił cytaty z książki Bettiny Roehl "Zabawa w komunizm"z moimi wypowiedzi ami oraz słowami Ewy Stefańskiej (tłumaczki książki) z wywiadu, który umieściłem pod artykułem, nie zaznaczając które fragenty od kogą pochodzą. Wyszło, że wszystkie wypowiedzi są mojego autrostwa. Co jest nieprawdą.
Wyszło zabawnie. Żółtodziób z katolickiego tygodnika pisze takie bzdury. Sala rży. Sęk w tym, że słowa najśmieszniejsze zdaniem Michnika nie były moje, lecz Bettiny Roehl, której ksiązkę polecam wnikliwej lektrzurze naczelnemu "Gazety" i jego rewolucyjnym kumplom, jak Daniel "Dany" Cohn-Bendit. Autorka udowodniła na podstawie licznych dokumentów, że najbardziej opiniotwórcze w latach '60 lewicowe pismo KONKRET było wydawane za pieniądze wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa. W ustalanie linii programowej tego słynnego tytułu zaangażowany był m.in. E. Honecker. Spontaniczny bunt obyczajowy i ideologiczny okazał sie być sterowaną rewolucją za komunistyczna kasę.
Jakoś Dany nie kwapił się do polemiki. Rozumiem, że z takimi rzeczami się nie dyskutuje. Siła mechanizmu wyparcia nie zna granic. Domyślam się również, że kiedy Fronda przetłumaczy ksiązkę tej samej autorki poświęconą inemu bohaterowi lat '60 (Joschka Fischer), Michnik równie uczciwie stanie w obronie kolegi. Tak, jak uczynił to w przypadku Dany'ego "oczernianego" w książce "Zabawa w komunizm".
Drugą manipulacją było wątpliwe intelektualnie założenie, które stało u podstaw przemowy ikony marca '68. Sprowadza się o no do przekonania, że między marcem '68 a majem '68 można postawić znak równości. Tylko takie założenie (dziwne u tak wytrawnego historyka, który ma świadomość wszystkich różnic) pozwalało Adamowi Michnikowi osiągnąć humorystyczny efekt dzięki przywołaniu mojego artykułu.
Przecież buntownicy marca '68 nie rozbijali się porsche, ani nie chadzali w futrach. O to oskarżeni są w książce ich zachodni koledzy.(Przywołany przez Michnika wiersz obrazujący ówczesną sytuację w Polsce był wspaniałym wprowadzeniem do dalszego ciągu kpin) Michnik to wie, ale cytując te słowa zestawia siłą rzeczy dwa nieporównywalne wydarzenia. Walkę sytych dzieci zachodu z światem demokratycznym oraz bunt dzieci ojców, którzy urządzili powojenną Polskę w obronie swobód obywatelskich i politycznych. Subtelnej różnicy nie pojęli zgromadzeni studenci, których umysły uległy magii mechanizmu podstawienia. No, ale nie wolno zbyt wiele wymagać od społeczności akdemickiej UW.
Maj '68 trafnie opisał de Gaulle:"To jest rozpad społeczeństwa obfitości. Wrzeszczą 'nie' dla systemu konsumpcyjnego, ale to tylko alibi. W rzeczywistości chcą używać, hulać i bałaganić bez ograniczeń." W ówczesnej Polsce nie było społeczeństwa obfitości. Michnik i jego koledzy nie protestowali przeciwko konsumpcjonizmowi. Nie jestem też przekonany, że chodziło im tylko o zadymę i dobrą zabawę...Michnik walczył z komunizmem. Cohn-Bendit uprawiał zabawę w komunizm.
Moralne żyrowanie ludzi o wątpliwej przeszłości i żadnych dokonaniach, nie licząc szkodliwych to jedno z ulubionych zajęć redaktora. Michnik płaci wysoką cenę za obronę Jaruzelskiego (też bohater marca, a jakże!) czy Cohn-Bendita. W Polsce mamy już taką świecką tradycję. Niszczenia własnej legendy za życia.
Szkoda, że dzieje się to na uniwersytecie, podobno powołanym do szukania prawdy.
Link do nagrania: http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1528852



Komentarze
Pokaż komentarze (37)