Artur Bazak Artur Bazak
100
BLOG

Od nicości do nadziei

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 28

Na tę książkę czekaliśmy od wielu lat. „Dolina nicości" Bronisława Wildsteina to, w moim przekonaniu, jedno z najważniejszych literackich dzieł ostatniego dwudziestolecia. Autor w brawurowy sposób opisuje wydarzenia, które kształtowały Polskę i jej mieszkańców od czasu upadku komuny. Wildstein zrobił to, czego na gruncie historii idei kilka lat temu dokonał znany socjolog Zdzisław Krasnodębski, pisząc „Demokrację peryferii" - niedościgniony bilans klęski III RP.

Ale byłoby wielką krzywdą dla najnowszej powieści publicysty „Rzeczpospolitej", gdyby potraktować ją tylko jako ubraną w literacki kostium diagnozę schorzeń postkomunistycznej rzeczywistości współczesnej Polski. Bowiem książkę Bronisława Wildsteina można rozumieć i czytać na wiele sposobów.

Powieść polityczna

„Dolina nicości" to jednak w pierwszym planie wiarygodne świadectwo czasu wielkiego politycznego i cywilizacyjnego przełomu, jaki dokonuje się od dwóch dziesięcioleci w postkomunistycznej Polsce. To zapis odwiecznych polskich dylematów i sporów, rozgrywających się we współczesnych dekoracjach Warszawy, Krakowa i Przemyśla. To wciągająca, wartka historia, której bohaterowie to literackie przetworzenia znanych postaci z pierwszych stron gazet - dziennikarzy, polityków, biznesmenów, właścicieli mediów, ludzi świata nauki, księży, biskupów, a także byłych agentów i pracowników służb specjalnych. To fabularyzowana opowieść o rzekomo nieistniejącym układzie i wciąż świetnie funkcjonujących związkach między agentami i prowadzącymi ich oficerami służb.

Rzecz dzieje się w 2004 r. Tuż przed wybuchem największej afery III RP, która odsłoniła fasadowość demokratycznych instytucji i ukazała przerażający stopień zblatowania władzy, biznesu, mediów i dawnych służb specjalnych.

Adam Wilczycki, redaktor naczelny „Kuriera", jednej z największych gazet, puszcza materiał, w którym opisuje współpracę z SB największego intelektualno-moralnego autorytetu Polski, prof. Mariana Lwa. W obronie profesora stają największe media w kraju, ze „Słowem" - najpotężniejszym dziennikiem w tej części Europy - na czele.

Michał Bogatyrowicz, redaktor naczelny „Słowa", postać wzorowana na Adamie Michniku, jawi się jako wielki rozgrywający, stojący na straży ładu politycznego i broniący go przed wybuchami populizmu i atakami wściekłych „policjantów pamięci". Wyśmienity gracz, bohater opozycji i współtwórca polskiej demokracji, rozpięty między światem mediów, polityki, wielkiego biznesu, mający ogromne wpływy w kraju i za granicą. Rozpoczyna kolejną grę, mającą na celu ostateczne skompromitowanie rzeczników rozliczenia z przeszłością.

Wildstein w kilku świetnych scenach pokazuje kuchnię medialno-politycznych rozgrywek, które jednym łamią kariery, innym pomagają w wejściu na sam szczyt. Rozdziera na chwilę kurtynę, za którą my, zwykli czytelnicy, możemy przez moment ujrzeć wszystkie sznurki i tych, którzy za nie pociągają. Robi to w bardzo przekonujący sposób, bez popadania w emocjonalną przesadę rozhisteryzowanych zwolenników spiskowych teorii. W sposób zimny, zdystansowany, nierzadko bardzo brutalny i dosadny opisuje żywioł bezwzględnej walki, która toczy się na naszych oczach, choć jej na co dzień nie widzimy.

„Dolinę nicości" daje się w tym sensie czytać jako błyskotliwe studium socjologiczne i psychologiczne. Autor na wielu przykładach pokazuje, w jak brutalnym świecie przyszło nam żyć. Walka o uznanie, kobiety i udział we władzy w wielkim  świecie to tylko bardziej cywilizowana wersja starć w świecie zwierząt. W tej walce ujawnia się nasza zwierzęca natura i instynkt zabójcy. Ale także niewyczerpane zdolności racjonalizacji haniebnych zachowań. Dla dobra ogółu można poświęcić niejednego człowieka. A także swoje dobre imię i może coś więcej...

Władza, pieniądze i seks to paliwo napędzające tę oszalałą maszynerię. Ale przede wszystkim nigdy nie zaspokojona żądza władzy, manipulowania losami zwykłych ludzi, wpływu na bieg historycznych wydarzeń, ciągle nakręcająca jak narkotyk świadomość udziału w najważniejszych rozgrywkach w kraju.

To motywuje do działania takich ludzi, jak Bogatyrowicz i jego poplecznicy tacy, jak Jan Return, gwiazda polskiego dziennikarstwa. W tej postaci także można odnaleźć rysy autentycznych osób: Lesława Maleszki, a jeszcze bardziej Jacka Żakowskiego.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Wildstein odmalowuje ich w jednoznacznie czarnych barwach. Dla autora są to postaci tragiczne. On ich nie ocenia i nie potępia. Pokazuje tylko konsekwencje ich wyborów życiowych, lęki i frustracje, które kierują ich działaniami, wstydliwie skrywane tęsknoty i ocalałe z lat młodości strzępy marzeń.

Wielki Michał Bogatyrowicz i dziennikarska gwiazda Jan Return najlepsze lata mają już dawno za sobą. A możliwość kształtowania rzeczywistości podług ich woli nie daje im już ukojenia. Dopada ich niezrozumiała dla nich samych nostalgia i smutek zwycięzcy. Za Returnem ciągnie się cień zdrady i strasznej hańby, na której zbudował swoją błyskotliwą karierę.

Powieść autobiograficzna

Postać Returna spina w całość drugi równie ważny wątek powieści Bronisława Wildsteina. To historia grupki przyjaciół, którzy postanowili walczyć z komuną, zanim jeszcze narodziła się „Solidarność". Nietrudno znaleźć tutaj element biografii samego autora, który wraz z przyjaciółmi zakładał w drugiej połowie lat '70 w Krakowie Studencki Komitet Solidarności.

Return jest jedyną osobą z całej grupki, która zrobiła wielką karierę w stolicy. Nie był jednak nigdy ich liderem. Prawdziwym przywódcą grupy był charyzmatyczny Daniel Struna. W wolnej Polsce człowiek przegrany, nałogowy alkoholik, cień bohatera sprzed lat. Złamany w brutalnym śledztwie przez SB.

„Bohaterowie uciekają, a nam zostają ich kobiety" - myślał przed laty Return. I właśnie dla Joli, dziewczyny Daniela, zdradził przyjaciela. Złapany jednak przez SB, dał się łatwo zastraszyć. Wszedł z tajniakami w układ, który pozwalał mu mieć poczucie współuczestnictwa w zmianach politycznych, którymi SB sterowała.

Odtąd Return będzie żył przeświadczeniem o swojej wyjątkowej roli człowieka, który wie więcej niż inni, co daje mu prawo do manipulacji i gier. Bo jak, sentencjonalnie zauważa, życie to wieczna gra zmiennych znaczeń. Wstydliwe wybory życiowe Returna i brzemię zdrady naznaczyły jego wybory ideowe i dalsze życie.

Powieść metafizyczna

Return jest wielkim orędownikiem Ewangelii Judasza. Apokryfu, który - jak twierdzi - ma zmienić całą kulturę, wyrastającą z tradycji judeochrześcijaństwa.

 „(...) Historia o zbawicielu i zdrajcy była jedną z zasadniczych dla naszej kultury. A ta ewangelia, ten apokryf pokazuje, że nie ma zdrajcy, jest tylko człowiek zaplątany w historię, człowiek, który chce dobrze. I to on powoduje, że przeznaczenie może się dopełnić. I dlatego staje się kozłem ofiarnym. Nie ma zdrajcy, jest tylko kozioł ofiarny, na którym słabi chcą odegrać się za swoje porażki. (...) Ewangelie są przesłaniem miłosierdzia. A co jest największym miłosierdziem? Zdjąć ciężar winy! Jak zmieni to naszą cywilizację! Skończymy z tym wzajemnym oskarżaniem się, obwinianiem. Przełamiemy fatalny krąg podejrzeń." - przekonuje Return swojego słuchacza, biskupa Korytkę, rzecznika, jak sam mówi, Kościoła współczującego.

Ten nowy mit potrzebny jest Returnowi nie tylko dla głębszego uzasadnienia rozprawy z lustratorami, takimi jak Wilczycki, ale także dla uwiarygodnienia swoich osobistych wyborów. Dlatego z uporem maniaka tak w jego sprawie apostołuje. 

W tym samym czasie, kiedy Wilczycki tonie w morzu niesprawiedliwych oskarżeń o zniesławienie największego polskiego autorytetu, Return publikuje apokryf z własnym komentarzem, który ma pokazać głębsze pokłady rzeczywistości, w której nie ma już zdrajcy i zdrady, winowajcy i winy, grzesznika i grzechu. Ani możliwości odkupienia. I zbawienia. Bo są już niepotrzebne.

I to jest właśnie tytułowa dolina nicości. Świat, w którym umarł nie tylko Bóg, ale i szatan. Gdzie życie to ciągła gra. A prawda to jedna z jej wersji.

Wilczycki przechodzi gehennę nicości. Poznaje gorzki smak cierpienia, utraty tego, co najważniejsze, co nadaje życiu sens i kierunek. Upada na samo dno. Z którego ratuje go niespodziewanie ktoś, kogo wcześniej podniósł Daniel Struna. Ten sam, który swoje zwycięstwo moralne okupił życiem pijaka, zakończonym na sznurze. Zdradzony, opuszczony, opluty. I złamany.

Powieść Wildsteina, mimo brutalnej lekcji rzeczywistości, daje nadzieję. Niełatwą. Bo to nadzieja kogoś, kto przeszedł piekło, ale dzięki drugiemu człowiekowi ocalił w sobie wątłą wiarę w sprawiedliwość, prawdę i pamięć, które wydobywają z nicości.

Wildstein? Przecież tego się nie czyta

Bronisław Wildstein napisał książkę, która nie zyska poklasku salonu, ani uznania wpływowych krytyków literackich. Jedni będą mu wypominać „odchylenie publicystyczno-prawicowe", czarno-białe widzenie świata i przewidywalny rozwój akcji. Drudzy toporny język, mało wyszukane metafory, poprawność warsztatową, nie wybiegającą poza przeciętne próby literackie co drugiego absolwenta polonistyki, męczący styl publicysty aspirującego do roli pisarza. Wreszcie ostatni książkę po prostu przemilczą. Ponieważ trawestując klasyka, można będzie powiedzieć:  „Wildstein? Przecież tego się nie czyta".

Na szczęście te czasy już minęły. Dzisiaj na półce w księgarniach obok siebie stoją książki Adama Michnika i Bronisława Wildsteina. A czytelnik może sam ocenić, który opis rzeczywistości jest mu bliższy. I chwała Bogu!

Bronisław Wildstein, Dolina nicości, Wydawnictwo M, Kraków 2008, s.344.

Rozszerzona wersja artykułu z "Gościa Niedzielnego" nr 22/1.06.2008

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka