Artur Bazak Artur Bazak
339
BLOG

Polska zdziecinniała. Debata "Teologii Politycznej"

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 21

Słowa Stanisława Brzozowskiego z 3 rozdz.„Legendy Młodej Polski" o „Polsce zdziecinniałej" stały się pretekstem do dyskusji o tym, czy polskie elity są jeszcze zdolne do stawiania czoła wielkim cywilizacyjnym i politycznym wyzwaniom czy też uznały spory o polityczne wizje i ideały za przejaw niebezpiecznego anachronizmu.

O tym, czy znaleźliśmy się w fazie powtórnego zdziecinnienia rozmawiali w Instytucie Socjologii UW 2 czerwca Jan Rokita, Ludwik Dorn, Ryszard Bugaj, Dariusz Gawin. Rozmowę prowadził Bronisław Wildstein.

Polska niemota

Jan Rokita opisał dwie odmienne tradycje patrzenia na złe dziedzictwo polskiego zdziecinnienia. Pierwszą zaproponowali krakowscy stańczycy, którzy ograniczali się z krytyką „polskiej niemoty" do obszaru polityki. Z kolei druga, której reprezentantem jest Brzozowski, poszła znacznie dalej, poddając ostremu osądowi całokształt życia człowieka.

 - Brzozowski poddał trafnej krytyce „obóz kulturalnego zinfantylnienia". Mimo to, stańczycy wydaja mi się intelektualnie przenikliwi i ciekawsi. Dzisiaj diagnozy Brzozowskiego stały się oczywistością i komunałem - skonstatował Rokita.

- Polska jest pozbawiona polityki wielkich celów. Polakom brakuje konsekwencji i determinacji. A polskie problemy to margines wielkich zagadnień, z jakimi zmaga się Europa - tłumaczył.

Jan Rokita nie wyjaśnił jednak co ma na myśli, twierdząc, że polskie spory dryfują na obrzeżach istotnych debat, które rzekomo zaprzątają głowy naszych zachodnich sąsiadów.

Ludwik Dorn nie zgodził się na bagatelizowanie konsekwencji myślenia autora „Legendy Młodej Polski".

 - Poglądy Brzozowskiego to wyraz frustracji rodzącej się z poszukiwań duchowych elit peryferii w dobie przyspieszonej modernizacji - twierdził polityk PiS. Dla Ludwika Dorna Brzozowski jest użyteczny w krytyce współczesnej tendencji polskich elit do  imitacji zachodnich pomysłów na urządzenie życia społecznego i politycznego.

- Pytanie Brzozowskiego można dzisiaj powtórzyć, nawiązując do koncepcji kompleksu postkolonialnego Ewy Thompson, i będzie to pytanie o to, na ile Polacy mają zaakceptować swój postkolonialny status - wyjaśniał.

Ryszard Bugaj zwrócił uwagę, że najjaskrawszym przykładem na to, co Brzozowski rozumiał przez „zdziecinnienie" jest dzisiaj brak realnej debaty o ważnych sprawach z punktu widzenia przyszłości kraju.

- To zadziwiające, ale w publicznym dyskursie doszło do wykluczenia z publicznej dyskusji tak istotnych tematów, jak: pytanie o rolę państwa narodowego w obliczu procesów globalizacji,  zagadnienie przyszłości Polski wobec powracających snów o potędze jej dwóch sąsiadów: Rosji i Niemiec oraz to, czy nierówności społeczne są konieczne i funkcjonalne dla rozwoju - podkreślał Bugaj.

Pani Dulska słucha Tok FM

- Mam z Brzozowskim prawdziwy kłopot - wyznał na początku swojego wystąpienia Dariusz Gawin - Nie mogę pogodzić się z jego zbyt łatwą krytyką całego Sienkiewicza, ale dostrzegam trafność jego spostrzeżeń odnoszących się do zjawiska, które określa „połaniecczyzną". To, innymi słowy, zespół poglądów, które charakteryzuje mieszczaństwo, obecną klasę średnią - wyjaśniał Gawin.

Jego zdaniem krytykę „połaniecczyzny" Brzozowskiego można dzisiaj interpretować jako krytykę politycznego klimatu, jaki nastał po rządach PO. O to, aby nikt  nie zakłócał tego klimatu dba establishment, który zadekretował „polską wersję końca historii" i ogłosił triumf tego, co społeczne nad tym, co polityczne.

- Za Marcinem Królem nazywam to „liberalizmem strachu" - precyzował Gawin - Polskie elity zżera hipokryzja, która jest symptomem naiwnej przebiegłości. Z unikania wielkich wyzwań czyni się cnotę. A obecnej władzy wystawiła kosmiczny kredyt hipokryzji. Na czym on polega? Ano na tym, że współczesna Pani Dulska jedzie swoim jeepem z Konstancina, a stojąc w gigantycznym korku słucha komentarzy politycznych Janiny Paradowskiej i Jacka Żakowskiego, którzy tłumaczą jej, że kiedyś korki były jeszcze bardziej dokuczliwe, a poza tym w całej Polsce buduje się teraz autostrady i jest to „konieczny koszt modernizacji". Pewna część wpływowych publicystów postanowiła wyciszyć publiczne spory i zniwelować rozmiary krytyki obecnej władzy do minimum dla wyższego celu, jakim jest wspólny wysiłek budowy kraju, w którym w każdym mieszkaniu będzie „kran z ciepłą wodą" - konkludował.

Dariusz Gawin określił tę sytuację, trawestując  Edwarda Abramowskiego, „zmową powszechną za rządem". - Ci sami ludzie, którzy przestrzegali przed dyktaturą Kaczyńskich, dzisiaj umówili się, że nie należy używać rozumu. Ze strony PO to walka o „domknięcie systemu". Zakusy na telewizję publiczną oraz walka o prezydenturę i drugą kadencję rządów to przykład na wcielanie w życie systemu rewolucyjno-konsolidującego. Partia rządząca serwuje nam spektakl pod tytułem Kurski kontra Niesiołowski, a za tym teatrem cieni kryją się poważne problemy do rozwiązania. To jest Carl Schmitt po polsku - ironizował Gawin.

- Nie mogę zgodzić się z takim odczytaniem Brzozowskiego - protestował Jan Rokita. Twierdził, że Brzozowski jest interesujący tylko jako krytyk polskości. - Sprowadzanie Brzozowskiego do krytykowania mieszczaństwa to nieporozumienie. Dla mnie rządy burżuazji to najlepsze, co może się zdarzyć. Dlatego nie podzielam tego pesymistycznego oglądu klasy średniej, jaką zaproponował tutaj dr Gawin. Mówienie o tym, że polityka małych ambicji - a z taką mamy do czynienia w Polsce - nie mierzy się z wielkimi wyzwaniami to banał i tyle - podkreślał Rokita.

Wtórował mu Bugaj, dla którego takie potraktowanie klasy średniej jest zbyt dużym uproszczeniem. - Dzisiejsi mieszczanie wewnętrznie bardzo się od siebie różnią. I choć można im zarzucić klasowy egoizm, trudno traktować ich jako jednorodna całość - mówił.

- Sytuacja na polskiej scenie politycznej ostatnich lat przypomina mi słowa Brzozowskiego o tym, że „Milusińscy nie chcą wiedzieć, co noc szepce za oknami". PiS straszyło ciemną nocą tak skutecznie, że wyborcy od niego uciekli. A PO udaje, że nocy nie ma. Klasa średnia dała sobie to wmówić i żyje w przekonaniu, że nadszedł wreszcie czas bogacenia się i normalnienia. Zdaje się nie przejmować tym, że to krótkotrwała iluzja - bronił się Dariusz Gawin.

- Nieszczęście dzisiejszej polityki polega na tym, że noc szepce za oknami, ale nie ma prawdziwych polityków, którzy nie będą tego faktu przemilczać, a co więcej powiedzą swoim wyborcom: „nie martwcie się, macie nas, poradzimy sobie z tym". Polska nie może sobie pozwolić na bycie słabym krajem. Nie stać nas na to, żeby być na trójkę z plusem. Musimy wrócić do momentu obywatelskiego przebudzenia, jakie nastąpiło po aferze Rywina. I obudzić się z drzemki, która może się skończyć gwałtowną pobudką w Świętej Unii Narodu Niemieckiego, gdzie zostanie nam pełnienie roli drugoligowego państwa, kierowanego przez prowadzone na europejskiej smyczy elity  - podsumował.

Debata „Teologii Politycznej" odbyła się 2 czerwca (poniedziałek) 2008 r., o godz. 18:00 w Instytucie Socjologii UW.

Współorganizatorami debaty było: Niezależne Samorządne Koło Studentów „Solidarność" oraz Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej.

Patronem medialnym był salon24.pl

Zdjęcia ze spotkania na stronie www.teologiapolityczna.pl

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka