Artur Bazak Artur Bazak
253
BLOG

Gdzie ci mężczyźni?

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 46

Świat bez prawdziwych mężczyzn i bez prawdziwych kobiet to świat skazany na śmierć. Świat bez przyszłości.

Autorzy najnowszego 46 numeru kwartalnika „Fronda" postanowili odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie podziali się prawdziwi mężczyźni. Pytanie z pozoru banalne i wyświechtane, a domagające się coraz bardziej poważnej odpowiedzi, która nie będzie wyrazem łatwego narzekania na koniec rodzaju męskiego, pojawia się coraz częściej na kartach książek, pism i popularnych poradników.

Wyroby męskopodobne

„Frondziarze" w ostrych, bezpardonowych słowach opisują rzeczywistość, którą zaludniają osobniki podające się za mężczyzn, będące ich kiepską imitacją z wciąż nieodciętą pępowiną:

 „Całość nie wygląda zachęcająco: pokolenia rozpieszczonych jedynaków, wychuchanych maminsynków, nieprzyzwyczajonych do ponoszenia odpowiedzialności, wyrzeczeń i ofiar, zniewieściałych typków rozkapryszonych przez dobrobyt, przyzwyczajonych, że wszystko mamusia podstawi pod nos, całe generacje gogusiów, ciągnących za sobą latami przez świat nieodciętą pępowiny. (...) Przydałby się jakiś Samson czy Herkules, który by to kłębowisko pępowin porąbał toporem i uwolnił uwięzionych mężczyzn. Mężczyzn uwięzionych w chłopcach."

Mężczyzny nie da się zrozumieć bez Chrystusa

Tym „Samsonem" czy „Herkulesem" jest postać Chrystusa, który stanowi naprawdę wielkie wyzwanie tylko dla prawdziwych mężczyzn, nie obawiających się prawdziwych wyzwań. Bo życie i nauczanie cieśli z Nazaretu nie są bajką dla maminsynków, sentymentalną opowiastką dla duchowych eunuchów. To jazda bez trzymanki. Prawdziwy hard core. Zmaganie duchowe i cielesne, przy którym wiosenne rzeźbienie sylwetki w fitness klubie to małomiasteczkowy obciach i łatwizna, a wyjście na ściankę z zimową nadwagą to kaszka z mleczkiem. Tak, tak, takie to wyzwania stawiają sobie zazwyczaj dzisiejsi następcy Steve'a McQuenna czy Evandera Holyfielda.

Prawdziwego mężczyznę wezmę od zaraz

Kobiety szukają mężczyzn, którzy jak Chrystus potrafią być niezależni w swoich opiniach i nie poddawać się presji otoczenia. Sukces w pracy często okupywany odciąganiem od rodziny to pierwszy z brzegu przykład ulegania tej presji. Skrajnym przypadkiem są rozmaite „programy integracyjne" w wielkich, międzynarodowych korporacjach, zorientowane na tworzenie „alternatywnych wspólnot rodzinnych". „Bo firma jest przecież jak rodzina". Przerzucenie najcięższych obowiązków na żonę to często cena za wybujałe ambicje męża podsycaną niekończąca się wspinaczką po kolejnych szczeblach kariery, jego nieumiejętność powiedzenia pracodawcy „nie", kiedy zagrożone jest dobro rodziny. Cena - jak się okazuje po czasie - zbyt wygórowania i niewarta zapłaty.

Kobiety szukają mężczyzn odważnych, rycerskich, odpowiedzialnych i silnych. Stawiających sobie wielkie cele i realizujących je z żelazną konsekwencją. Gotowych do poświęceń i rzucenia wszystkiego dla ukochanej żony i dzieci. Takich, którzy nie zbywają ważnych rocznic i świąt sms-ami z podróży służbowej.

Kobiety, które temu zaprzeczają, po prostu kłamią. Oszukują siebie i wszystkich dookoła. Poznać to można po ich nienaturalnej gorliwości, z jaką wynajdują u swoich przyjaciółek podobne problemy z mężczyznami. Niedola łączy. A  w grupie raźniej. Potem takie kobiety wyjeżdżają na południe lub do krajów arabskich w poszukiwaniu „prawdziwego macho", który wie czego chce i bierze bez pytania. Wyzwolone panie, które z pogardą u siebie patrzą na mężczyzn, tam pieją z zachwytu i przypominają sobie stare zaklęcia flirtu.

Świat bez prawdziwych mężczyzn i bez prawdziwych kobiet to świat postawiony na głowie. Świat skazany na śmierć. Bez przyszłości. Żyjemy w czasach, w których za naturalne produkty, którymi częstowały nas kiedyś babcie, płaci się koszmarne pieniądze. Podobnie jest ze starymi prawdami, które były oczywistościami dla naszych przodków. A dzisiaj stanowią towar deficytowy, a  przez to niezwykle cenny. Dlatego warto sięgnąć do nowego numeru „Frondy", w którym jej autorzy przypominają nam te oczywistości.

Europa umiera, bo prawdziwych mężczyzn już nie ma

Blok poświęcony męskości poprzedza krótki tekst Mariny Stankowic. Opisuje ona Kosowo, w którym Serbowie wypierani są systematycznie przez Albańczyków. Bynajmniej nie z powodu czystek etnicznych, wyniszczających walk czy zamachów terrorystycznych. Artykuł Stankowic pokazuje, jak wygląda świat opuszczony przez prawdziwych mężczyzn.

„Oglądam w telewizji, jak nasi podpalają amerykańską ambasadę, jak rozwieszają transparenty z napisami, że Kosowo zawsze będzie serbskie, jak Koštunica mówi, że nie pogodzimy się nigdy z utratą kolebki naszego narodu. Gówno prawda, Kosowo nigdy nie będzie serbskie. To już historia...

A przecież mieliśmy wszystko, mieliśmy władzę, pieniądze, technologię, media, mieliśmy wszystko, ale nie mieliśmy jednego - nie mieliśmy dzieci. Nasze kobiety nie chciały mieć rozwrzeszczanych bachorów, więc tylko jedna ciąża na pięć była  donoszona do końca, pozostałe kończyły się w gabinetach ginekologicznych. W tym samym czasie albańskie kobiety w Kosowie miały po sześcioro, siedmioro czy dziesięcioro dzieci. Serbscy cieśle zarabiali, strugając trumny, albańscy - strugając kołyski. Jeszcze na początku XX wieku było nas w Kosowie 70 procent, teraz - tylko 8 procent."

Mieszkańcy bogatych państw Unii Europejskiej zachowują się identycznie. Obrastając w tłuszcz dobrobytu, tracą z oczu najbliższą przyszłość następnych pokoleń i swojej ziemi. Otoczeni techno-gadżetami zapominają o powołaniu do rodzicielstwa i „czynienia sobie ziemi poddaną".

Raport hiszpańskiego Instytutu Planowania Rodziny, którego wyniki opublikowała jakiś czas temu „Rzeczpospolita" („Coraz mniej małych Europejczyków", 10.05.2008) pokazuje, że co roku znika z powierzchni naszego kontynentu obszar równy Słowenii. 1,2 mln nienarodzonych dzieci spuszcza się w kibel.

I w jakiś przedziwny sposób łatwo pogodziliśmy się z tym faktem. Ponieważ prawo do aborcji jest jednym z naczelnych praw człowieka współczesnej Europy. Miarą postępu i nowoczesności.

Aborcja traktowana jako „cywilizacyjna zdobycz" współczesnej Europy jest - obok przesuwania wieku urodzin pierwszego dziecka czy niechęci do zakładania rodziny - konsekwencją pewnej istotnej zmiany świadomości Europejczyków w drugiej połowie XX w. Zmiany, którą zapoczątkowali tchórzliwi mężczyźni, nie umiejący wziąć odpowiedzialności za owoce swoich „męskich" czynów.

Stankowic ostrzega: „Nic wam nie pomoże, Europejczycy. Macie wszystko, tak jak my w Kosowie, macie władzę, pieniądze, technologię, media, macie wszystko, ale nie macie jednego - dzieci. Nie jestem żadną Kasandrą, bo tu nie trzeba mieć szczególnych zdolności profetycznych: wystarczy prosta znajomość matematyki.

I historii. Kto dziś pamięta o Amalekitach czy Wizygotach?

Przez ostatnich kilkanaście lat nas, Serbów, oskarżano na świecie o ludobójstwo, ale myśmy popełniali autoludobójstwo. I popełniamy je nadal. Dziś straciliśmy Kosowe Pole, wkrótce przyjdzie kolej na Belgrad.

Natura nie znosi pustki. Kto wybiera zasadę śmierci, sam rezygnuje z życia. Widocznie nie zasługujemy na przetrwanie. A czy Europa zasługuje?"

Stan agonalny dzisiejszej Europy to nie tylko wynik odrzucenia moralności ufundowanej na chrześcijaństwie. To już zanik elementarnego instynktu przetrwania. A więc domeny mężczyzn. Dodać należałoby: prawdziwych mężczyzn, których w Europie jak na lekarstwo.

„Fronda", nr 46/2008, s.352. (http://www.fronda.pl/)

Rozszerzona wersja artykułu z "Gościa Niedzielnego"

 

***

Polecam! 

TVN, poniedziałek i wtorek, godz. 21.55 - film "Trzech kumpli"

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Polityka