Artur Bazak Artur Bazak
164
BLOG

"Gazeta Wyborcza" bogata w miłosierdzie

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 65
Dzisiaj o godz. 21.55, na antenie TVN premiera filmu „Trzech kumpli" (jutro o tej samej porze drugi odcinek) o przyjaźni między Bronisławem Wildsteinem, Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką.

Pierwszy publiczny pokaz w Warszawie odbył się 9 czerwca w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Na spotkanie zorganizowane przez „Teologię Polityczną" przyszło ponad 400 osób (szczegóły tutaj).

Wobec filmu „Trzech kumpli" nie sposób przejść obojętnie. To chyba jeden z ważniejszych dokumentów powstałych po 1989 r. Autorki - Ewa Stankiewicz i Anna Ferens - dokonały rzeczy niebywałej. Opowiedziały historię przyjaźni trzech studentów, oddając całą złożoność i dramat relacji między zdrajcą, bohaterem i ofiarą na tle najnowszej historii naszego kraju. Dwugodzinny film jest czymś pomiędzy dokumentem i fabularyzowaną opowieścią. Połączenie tych dwóch elementów w wykonaniu Stankiewicz i Ferens jest mistrzowskie.

Autorki zrobiły to w tak rewelacyjny sposób, że nawet ahistoryczni malkontenci i dyżurni krytycy, odmawiający miana dzieła sztuki każdemu utworowi, który sięga do martyrologicznej części naszej najnowszej historii, pozostaną bezradni. Nie można się tutaj doczepić do niczego. Sposób realizacji powala na kolana - dokument, rekonstrukcja autentycznych wydarzeń, montaż i muzyka są na światowym poziomie. Duża w tym pewnie zasługa producenta, ale tak misternie złożona konstrukcji opowieści to już wyłącznie dowód artyzmu autorek.

O filmie i dyskusji wokół niego już pisałem na stronie „Teologii Politycznej". Tutaj interesuje mnie coś innego. W sobotę w „Gazecie" i w „Dzienniku" pojawiła się informacja o tym, że „GW" zrywa współprace z Lesławem Maleszką - wieloletnim i najlepszym agentem krakowskiej bezpieki, który donosił na swoich najbliższych przyjaciół, ale także na Adama Zagajewskiego (którego uznaje za wybitnego poetę) i czołowe postaci demokratycznej opozycji. Powodem jest podobno jedna ze scen w filmie, podczas której Maleszka odbiera telefon z redakcji „Gazety" i udziela kilku redakcyjnych wskazówek dotyczących tekstu.

Wychodzi ewidentnie, że Maleszka nie jest tylko skromnym adiustatorem, lecz redaguje teksty (do tego najprawdopodobniej z działu opinii). TW Ketman, mimo ujawnienia w 2001 r. (przez przyjaciół) swojej haniebnej  przeszłości, nadal wpływał na linię największej gazety między Łabą a Władywostokiem.

W dzisiejszym wydaniu „Gazety" Ewa Milewicz w recenzji filmu pisze: „W trakcie pobytu autorek filmu w mieszkaniu Maleszki dzwoni telefon. Z redakcji „Gazety", dla której Maleszka redagował [podkr. moje - A.B.] teksty. Maleszka, rozmawiając przez telefon, inscenizuje przedstawienie [podkr. moje - A.B.] podkreślające, jaki wielki ma wpływ na „Gazetę". Ile tam znaczy. Jak zarządza i decyduje o wymowie tekstów. Rozsądza tytuły i leady. Pycha, pycha, brak pokory wobec swoich „dokonań". Brak akceptacji dla tego, że ostracyzm mu się należy. Chęć pokazania dziennikarkom, że on, Maleszka, jest Kimś." (Ewa Milewicz, Maleszka - historia zdrady, „GW", 23 czerwca 2008)

Jak mawia klasyk: „Himalaje hipokryzji"!.

„Gazeta Wyborcza" zachowuje się jak członek pierwotnego plemienia, opisywany przez wybitnego polskiego antropologa Bronisława Malinowskiego. Dopóki złamanie reguł regulujących współżycie plemiona nie wyszło na jaw i nie zostało nie tyle stwierdzone, co zobaczone, dopóty winowajca nie czuł się w obowiązku wyznać win i przeprosić. Gdy jednak to, co ukryte zostawało ujawnione, taki delikwent musiał skoczyć z drzewa i odebrać sobie życie. Ważna tu też była rola współplemieńców, którzy mogli sprawę przemilczeć lub nagłośnić i osądzić.

No więc, w siedem lat temu ujawniono prawdę o Maleszce. Jego przyjaciele napisali list, którego Michnik opublikować nie chciał z troski o swojego dziennikarza. Dopiero po tym liście Maleszka zdecydował się na „połowiczną" spowiedź. I przez następne lata, mimo potępienia przez najwyższych kapłanów „Gazety" redagował dalej najpoczytniejszy dziennik w Polsce. Adam Michnik był jak zwykle bogaty w miłosierdzie.

Pisze Ewa Milewicz, że Maleszka inscenizuje swoją wielkość i znaczenie. Nie sądzę. Pisze Ewa Milewicz, że kieruje nim pycha i brak akceptacji dla faktu, że należy mu się ostracyzm. Pani Ewa nie dostrzega, że to właśnie postępowanie jej gazety i jej naczelnego stworzyło klimat sprzyjający łatwemu rozgrzeszaniu przeszłych postępków, kupczeniu „świeckimi odpustami" i miłosierdziem, w które tak bogata jest redakcja „Gazety".

I co Maleszka miał ze swoim spaczonym poczuciem winy, brakiem przejawów sumienia, jasnej oceny tego, co zrobił w takim sprzyjającym hipokryzji klimacie „Gazety" zrobić? No redagować antypapieskie teksty, jak widać na filmie. A jakże! I dopiero ilustracja tego faktu w dokumencie dwóch autorek spowodowała zwolnienie Maleszki. Miłosierni przyjaciele z „Gazety" byli bardziej przyjacielscy od Bronisława Wildsteina czy Liliany Sonik. Blask miłosierdzia przesłonił im elementarną sprawiedliwość. Nie stworzyli Maleszce prawdziwych warunków do wyznania winy i zadośćuczynienia.

Tę sytuację opisał na pierwszych stronach swojej powieści jeden z bohaterów filmu „Trzech kumpli". Rozmowa między złamanym Danelem Struną i gwiazdą dziennikarstwa Janem Returnem:

„A potem był Okrągły Stół i wybory. I rząd Mazowieckiego. Komuna waliła się. Przyjechałem do Krakowa. Nie wiem, po co. Myślałem, że może zacznę na nowo żyć. Przyznam się do wszystkiego. Tylko że nikt nie był zainteresowany. Ani mną, ani moimi wyznaniami. To znaczy, nie to, że komuś się narzucałem. Tylko nagle okazało się, że tamte sprawy są nieważne. A dla mnie były zasadnicze. Paru kolegów z dawnych lat chciało mi pomóc. Nikt nie był jednak zainteresowany tym, co przeżyłem. Moją martyrologią, jak śmiali się, kiedy próbowałem opowiadać. (...)Dla mnie jesteś przyjacielem. Wierzę ci. Wierzę w twoją uczciwość. Ale cię nie rozumiem. Nie rozumiem was. Coście zrobili? Coście zrobili z tym krajem? Może to mój przeżarty wódą mózg śle bezsensowne impulsy. Ale ja chciałbym być osądzony! Chciałbym móc się przyznać i wysłuchać prawdziwego wyroku." (Dolina nicości, s. 14)

Ta sama „Gazeta", która potępia grzech i szanuje człowieka, szafuje miłosierdziem w imieniu wielu, flekuje autorów publikacji o Lechu Wałęsie przedstawiając ich jako inkwizytorów, co to na msze tradycyjne chodzą (a fe!)  i wierzą naiwnie w starcie sił dobra i zła. No i są oczywiście antysemitami. O dzisiejszym kuriozalnym tekście (donosie) funkcjonariusza Unii Wolności (obecnie w „GW) Mirosława Czecha przez litość nie wspominając.

Przyjaciele z „Gazety" oszukali Maleszkę, który nie jest zdolny do właściwej oceny swoich czynów, które być może doprowadziły do śmierci Pyjasa. Zamiast pozwolić mu ujrzeć całą, nawet najbardziej bolesną prawdę, serwowali mu półśrodki, publiczni potępiając i jednocześnie gaworząc codziennie na korytarzach redakcyjnych na Czerskiej, dając mu ważne teksty do redakcji.

Prawdziwi przyjaciele postępują tak, jak postąpił Wildstein i inni z SKS-u dając najpierw szansę do wyznania win, a potem publikując list, wzywający do przyznania się.

Dzisiaj zobaczymy wstrząsające sceny z rozmowy z Maleszką. Kiedy na to patrzyłem, miałem wrażenie, że uczestniczę w jakimś przerażającym misterium zła. Podobne wrażenie odniosłem, kiedy słuchałem Krzysztofa Kozłowskiego z „Tygodnika Powszechnego", który w pewnym momencie przerwał rozmowę (być może ten fragment ni pojawi się w TVN), w co trudno byłoby mi swoją drogą uwierzyć, bo wycięte fragmenty pojawią się na pewno zaraz w internecie, przez co zyskają jeszcze większą wagę). Te sceny i cała historia trzech kumpli jest tak wstrząsająca, że aż momentami niemożliwa. Autorkom udało się pokazać czarno na białym jakie były fakty, a widz po obejrzeniu dokumentu nie ma wątpliwości po czyjej stronie jest racja.

Nie ma miłosierdzia bez sprawiedliwości państwo redaktorzy z „Gazety Wyborczej". Jako czołowi teolodzy polityczni w tym kraju powinniście już wiedzieć to, co jest oczywistością dla przeciętnego katolika w tym kraju. Nasze życie oceniamy w świetle spraw ostatecznych. To już wiecie. Czas na lekcję drugą.

Wywiad z autorkami filmu

Opis filmu na stronie TVN

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (65)

Inne tematy w dziale Polityka