Artur Bazak Artur Bazak
75
BLOG

Śmierć unijnej międzynarodówki

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 10

„Europę ogarnia pośmiertny bezwład" - zawyrokował niedawno na łamach dodatku do „Dziennika" Jurgen Habermas. Niemiecki filozof przyznał z rozgoryczeniem, że być może po raz pierwszy w 50 -letniej historii integracji europejskiej stoimy przed realnym zagrożeniem jej cofnięcia. A w konsekwencji rozpadu Unii Europejskiej. Fiasko referendum w sprawie przyjęcia Traktatu Lizbońskiego w Irlandii było jednym z ostatnich sygnałów ostrzegawczych dla europejskich elit. Można by dopowiedzieć, że ostatnią przedśmiertną drgawką trupa, jakim jest niewątpliwie lewicowy projekt Unii Europejskiej.

Największą chorobą Unii, zdaniem Habermasa, jest brak faktycznego uczestnictwa jej obywateli w tym projekcie, deficyt demokracji w procesie decyzyjnym oraz w jej najważniejszych instytucjach, a także przejęcie wspaniałego projektu politycznego przez stado bezmyślnych technokratów.


Skąd ten dramatyczny ton w ustach jednego z największych zwolenników politycznej inkarnacji „idei wiecznego pokoju"? Dlaczego następca Hegla nie dostrzega już w Unii Europejskiej wcielenia idei absolutnej i zwieńczenia ducha dziejów?


Jeszcze kilka lat temu wspólnie z francuskim filozofem Jacques‘em Derridą ogłaszał triumfalnie narodziny europejskiego demosu w słynnym manifeście, ogłoszonym we „Frankfurter Algemeine Zeitung" oraz „Liberation" („Europa, jaka śni się filozofom", „Gazeta Wyborcza", 10 czerwca 2003). W ulicznych demonstracjach przeciwko amerykańskiej interwencji w Iraku dostrzegał zalążek upragnionej europejskiej opinii publicznej, będącej warunkiem niezależnej, suwerennej polityki unijnej i przeciwwagi dla odradzającego się amerykańskiego imperializmu.


Dzisiaj 80 - letni myśliciel nie wierzy już w europejski projekt. Jedyną szansę na jego uratowanie widzi w oddaniu spraw unijnych w ręce jej obywateli. Niestety ogólnoeuropejskie referendum jest niemożliwe do przeprowadzenia ze względu na wymóg jednoczesnego poparcia ze strony większości parlamentarnej wszystkich państw członkowskich. Najprawdopodobniej stałoby się też manifestacją sprzeciwu obywateli (tych, którzy pofatygowaliby się do urn) wobec europejskiego establishmentu. A więc politycznym gwoździem do jego trumny.


Najlepszym lekiem na deficyt demokracji, według doktora Habermasa, jest jeszcze więcej demokracji. Stary, lewicowy utopista, ukrywający swoje lewicowe sentymenty pod maską chłodnego analityka rzeczywistości społecznej, nie dostrzega, że jego pomysły na uzdrowienie schodzącego ze sceny politycznej ideologicznego projektu już raz w spektakularny sposób poniosły porażkę. W ZSRR, rządzonym przez Gorbaczowa.

„Przez wieki Europa była ideą, nadzieją na pokój i wzajemne zrozumienie. Nadzieja ta spełniła się. Zjednoczenie Europy przyniosło nam pokój i dobrobyt. Zaowocowało poczuciem wspólnoty i pozwoliło przezwyciężyć podziały. (...) Wraz ze zjednoczeniem Europy spełniło się marzenie naszych przodków. Historia przestrzega nas, aby strzec tego skarbu z myślą o przyszłych pokoleniach. W tym celu musimy stale odnawiać zgodnie z duchem czasu polityczny kształt Europy. Dlatego dziś, 50 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, razem podejmujemy wyzwanie, aby do czasu wyborów do Parlamentu Europejskiego w roku 2009 odnowić wspólny fundament Unii Europejskiej." - tak ponad rok temu pisano w deklaracji Berlińskiej, ogłoszonej podczas hucznych obchodów 50 - lecia podpisania traktatów rzymskich, które dały początek Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej. Patetyczny pokaz politycznej impotencji. Dopełniony niedawno reakcją UE ( a raczej jej brakiem) na zbrojną napaść Rosji na Gruzję.

Każdy, kto zna najnowsza historię naszego kontynentu, dostrzega uderzająca analogię między tym, co dzieje się na naszych oczach a sytuacją przed wybuchem II wojny światowej. Wówczas podpisano ok. 50 międzynarodowych deklaracji, zapewniających pokój i dobrobyt...

Dzisiejszy lewicowy projekt UE od dawna już nie przypomina politycznego marzenia jej chrześcijańskich założycieli. Europa została porwana i na nic zdadzą się liczne zaklęcia, jak chociażby te zawarte w Deklaracji Berlińskiej z marca 2007 r.


Na światowej arenie liczą się tacy gracze, jak Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone, które nie podpisują co jakiś czas deklaracji o pokojowym rozwiązywaniu konfliktów politycznych, tylko je rozwiązują. Dlatego politycznemu impotentowi, jakim jest dzisiejszy projekt pt. UE, trzeba odprawić porządny katolicki pogrzeb. Inaczej nie odnowimy wspólnego fundamentu Unii Europejskiej. Szukać go powinniśmy raczej w odważnych pismach ojców założycieli a nie w pustych deklaracjach politycznych dekadentów, skazanych na odejście w zapomnienie.

komentarz za: "Teologia Polityczna"

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka