Artur Bazak Artur Bazak
165
BLOG

Matka-Polka

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 34
Dorota Masłowska napisała na zamówienie niemieckiego teatru sztukę, w której zawarła „afirmację bycia Polką i polskości". Jak wyjaśnia w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi" napisała dramat o „[polskości] totalnie dzisiaj wyszydzonej, zmieszanej z błotem i traktowanej jako skazę, jako policzek wymierzony przez los, przynajmniej w moim pokoleniu." Ze słów autorki wynika, że będzie to przerysowana i momentami makabryczna opowieść o niemożliwości porozumienia między trzema pokoleniami kobiet.

Artystka znana dotąd raczej z literackich dokonań sytuujących ją w modnym i wpływowym nurcie literatury koncentrującej się na środowiskowym dyskursie i grach językowych tworzących rzeczywistości powieściowe zapowiada coś, co jest radykalnym odejściem od dotychczasowej drogi pisarskiej i pomysłu na siebie samą. „Dojrzewam, przestają mnie przejmować jednowymiarowe obyczajówki, szukam przyczyn, źródeł, drugiej warstwy" - wyznaje Masłowska. Dalej jest jeszcze ciekawiej:


„W Warszawie przejmuje mnie bardzo, że jest taka wielowarstwowa. Metro, tramwaje, naturalny wielkomiejski szum, a cały czas między tym wszystkim krzyże, tablice pamiątkowe i świadomość, że nie tak dawno tematu było najprawdziwsze piekło, rzeź, że to wszystko jest zakopane pod tymi chodnikami, po których sobie gdzieś tam chodzimy na spacer." Warszawa nie jest tu tylko miastem szybkich karier, szybkiej miłości i jeszcze szybszych upadków. To miejsce uświęcone krwią, wobec którego nie może przejść obojętnie, z jednej strony Jerzy Pilch, i z drugiej, J. M. Rymkiewicz.


Czy to artystyczna poza autorki „Pawia królowej"? Kolejna prowokacja, mająca na celu zwrócenie uwagi na nowe dzieło młodej pisarki? Marketingowy zabieg obliczony na zwiększoną poczytność i medialny szum? Zaryzykuje tezę, że żadna z tych opcji nie jest prawdziwa. Wierzę, że Dorota Masłowska odkryła w sobie autentyczne pokłady patriotycznych uczuć do własnej ojczyzny. Z rozmowy wynika, że duży wpływ na to miały jej częste wyjazdy za granicę, gdzie musiała konfrontować się ze stereotypowym obrazem Polaka (doświadczenie nieobce dużej części młodych Polaków) oraz fakt bycia mamą czteroletniej córki. Dorota Masłowska Matką-Polką? Dlaczego nie?


„To jest niesamowite, bo doszło do mnie z wielką wyrazistością, że ludzie nie pochodzą "z fabryki", dostając tylko nalepkę "Polak", "Francuz", "katolik", "buddysta", że to wszystko jest głęboko w tej ziemi, sprzężone z tym miejscem przez wieki." Masłowska w tych kilku słowach podważa podstawowe dogmaty lewicowej ideologii, przyjmujące założenie o plastycznej naturze człowieka, rozumianej jako nigdy nie zakończony tożsamościowy projekt. Polakiem czy katolikiem jest się z powodu zamieszkania w określonym miejscu o określonej historii i tradycji, która - jeśli nie zobowiązuje, bo jest obciachowa - to przynajmniej wciąż niezauważenie oddziałuje na kolejne pokolenia. Dla wielu to oczywistość, w ustach Masłowskiej brzmi nowo.


Autorka „Wojny polsko-ruskiej" wypowiada równie zaskakujące i wyróżniające ją spośród chóru jednolitej i prostackiej krytyki słowa na temat Kościoła i religii. „Mnie drażni bezmyślne "jechanie" na Kościół, bo jest często taką samą nietolerancją, jak każda inna. Dla mnie są obciachem żarty z Radia Maryja, to jest jakieś totalne lenistwo, ściąganie myśli z internetu. Tymczasem wydaje mi się, że to jest kwestia dwóch lat, że jak ktoś będzie chciał być naprawdę punkiem, to wywali bandankę w czaszeczki z H&M-u, założy sweter z liszajem i pójdzie na pielgrzymkę. Taki widzę wywrotowy potencjał w teraźniejszej "obciachowości" Kościoła."


W końcu wypowiada słowa, które w przedziwny sposób rymują się z nietzscheańskim przekonaniem autora „Kinderszenen" o wiecznym powrocie tego samego. W przypadku Rymkiewicza jest to sugestywny obraz powrotu niemieckich czołgów na Krakowskie Przedmieście. Dla Masłowskiej to codzienne, drobne nawyki babci, które powoli odkrywa w sobie i w których rozpoznaje swoje „ja", zakorzenione w polskiej ziemi. „Jestem z pokolenia obiektywnie wolnego od traum historycznych, ale one są w spadku, we krwi i mnie to interesuje. (...) wojna, która odbyła się 70 lat temu jest gdzieś obecna. Jeszcze żyją osoby, które ją pamiętają, jeszcze nie jesteś w stanie wyrzucić chleba, mimo że jest spleśniały, bo babcia mówiła, że nie wolno. To jest to dziedzictwo i to jest niesamowite, że na przykład ja w roku 2008 zachowuję się według schematów, które moja babcia wykształciła, jedząc w schronie zgniłą marchew. Ja je w formie szczątkowej przekażę mojemu dziecku. To jest straszne i piękne. Ludzie nie są z fabryki, tylko z przeszłości."


Polskość jako temat literacki pojawia się ostatnio bardzo często u tak różnych autorów, jak Jerzy Pilch, Ryszard Legutko, J. M. Rymkiewicz, czy Agnieszka Graff. Sztuka Masłowskiej wydaje się być kolejną odsłoną ciekawego sporu o to, czym jest Polska i jak ją można rozumieć. To prawie równie intrygujące, jak odkrycie, że nie wolno wyrzucać chleba, bo tak mówiła babcia.

Komentarz opublikowany na stronie "Teologii Politycznej"

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (34)

Inne tematy w dziale Polityka