Starcie między konserwatywną zakonnicą a liberalnym księdzem w amerykańskiej szkole katolickiej na początku lat ’60 trąciło trochę banałem. Tak też odbierałem zapowiedzi filmu „Wątpliwość”, dopóki sam nie pofatygowałem się, aby go zobaczyć.
W recenzjach filmowych jak mantrę powtarza się zarzut, w którym recenzenci krytykują film za zbytnią teatralność, „papierowe dekoracje” i miałką fabułę, którą ratują tylko świetne role siostry Alojzyny - Meryl Streep oraz ojca Flynna – Philip Seymour Hoffman. Byłbym skłonny zgodzić się z tymi krytykami. Ale kompletnie nie odniosłem takiego wrażenia.
Nie znam sztuki, na podstawie której John Patrick Shanley nakręcił swój film. Dlatego trudno mi rozstrzygnąć, na ile odszedł od niejednoznaczności postaci, spłaszczając je na potrzeby masowego widza.
Ale może krótko, o czym jest film. W jednej z katolickich szkół, rok po zamordowaniu prezydenta Kennedy’ego, dochodzi do konfliktu między surową, nieprzejednaną dyrektorką placówki siostrą Alojzyną oraz ciepłym, tolerancyjnym i otwartym księdzem Flynnem. Rzecz dotyczy zbytniej serdeczności i uwagi, jaką ksiądz Flynn obdarza jednego z uczniów. Nic nie jest w filmie powiedziane wprost i widz – podobnie jak siostra Alojzyna, która podejmuje walkę z księdzem – nie ma dowodów na złe postępowanie kapłana. Wszystko rozgrywa się w atmosferze niedomówień i domysłów.
Całą sytuację komplikuje fakt, że chłopiec, który cieszy się takim zainteresowaniem księdza, jest pierwszym czarnym uczniem w tej szkole. Dlatego przesadna troska kapłana może być interpretowana zarówno jako chęć ułatwienia mu trudnego życia wśród rówieśników, jak i wyraz niewłaściwych skłonności. Żeby nie było zbyt prosto, skłonności swojego syna – z trudem i wielkim bólem – akceptuje jego matka, która pragnie, żeby chłopak wyrwał się z biedy i z domu, w którym ojciec nie może na niego patrzeć. Dramat matki polega na tym, że widząc, jaka jest natura jej syna, chce mu oszczędzić krzywdy najbliższych i otoczenia, które nie toleruje jego odmiennego koloru skóry, nie wspominając o zniewieściałości. Scena, w której zrozpaczona kobieta próbuje odwieść siostrę Alojzynę od usunięcia księdza – podejrzewanego o molestowanie chłopca, ale jednocześnie otaczającego go opieką i uczuciem – jest jedną z lepszych i bardziej poruszających w filmie.
Starcie między siostrą zakonną a katolickim księdzem przybiera w filmie, dzięki rewelacyjnym kreacjom aktorskim Meryl Streep i Philipa Seymoura Hoffmana, postać prawdziwej psychomachii. Dialogi tych dwojga to najmocniejsza strona tego kameralnego filmu. Nie będę zdradzał końcówki. Powiem tylko, że jest zaskakująca, niejednoznaczna i przez to znakomita, bo pozostawia widza z dręczącymi pytaniami, na które nie ma łatwej odpowiedzi.
Obok dramatu wiążącego się z trudnym dochodzeniem do prawdy w zhierarchizowanych strukturach Kościoła, osobistej walki dwóch, niezwykle silnych i charyzmatycznych osobowości, uwagę zwraca niesztampowe podejście autora scenariusza do typów ludzkich, które w postaci siostry zakonnej i katolickiego księdza reprezentują – rzecz bardzo upraszczając – ducha przed- i posoborowego w Kościele. Reżyser „Wątpliwości” bawi się tymi schematami myślowymi, które w otwartym księdzu każą widzieć powiew zmian, zachodzących w stęchłych strukturach kościelnych. Widz już od samego początku staje po stronie księdza. Z czasem ta naturalna sympatia rozwiewa się pod wpływem zachowania kapłana, który wykorzystuje autorytet Kościoła i swoją pozycję do tego, żeby przetrwać, mimo podejrzeń, które na niego padają. Każdemu, kto ma jaką taką wiedze na temat skandali seksualnych w Kościele amerykańskim musi cierpnąc skóra, kiedy dowiaduje się, że usunięty ksiądz Flynn otrzymuje dzięki znajomemu awans w postaci probostwa i dyrekcji szkoły w innym miejscu.
Film polecam wszystkim, którzy patrzą na Kościół, jak gdyby zaczął się wraz z Soborem Watykańskim II. Ale też tym, którzy z niezachwianym przekonaniem pozbawiają lekką ręką ludzi Kościoła dobrego imienia. Dzięki koncertowej grze aktorskiej Meryl Streep i Philipa Seymoura Hoffmana otrzymujemy dawkę naprawdę dobrego kina i szczyptę wątpliwości co do własnych, niewzruszonych przekonań.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)