12 obserwujących
239 notek
130k odsłon
254 odsłony

She's too!, czyli - oooodp...cie się od Polańskiego

Wykop Skomentuj9

Szechterezada nad Wisłą

Chodzi z grubsza o to, żeby z czasem choćby próbować wyrastać z postrzegania kobiet na podobieństwo ich wizerunków w komiksach dla młodzieży z lat 70tych.
W realu panie są zupełnie inne, nie przeczę, że bywają urocze – rzecz w tym by w kontaktach z nimi zachowywać zdrowy rozsądek, widzieć je takimi jakie są, nie jakimi chciałyby być postrzegane. To wiele upraszcza, choć łatwe nie jest, wiem to po sobie – długo leczyłem się z postrzegania miraży i fantomów…

Nie wdając się w analizę ogólną, zresztą kiedyś tu przy okazji perypetii pewnego Kazia, popełnioną – warto przyjąć za pewnik, że pewna część młodych i bardzo młodych kobiet najbardziej na świecie pragnie zostać gwiazdą filmową. Mieć adoratorów w realu i w postaci swoich zdjęć na szafkach żołnierzy i robotników. Zdjęć niekoniecznie eksponujących sztukę krawiecką, raczej spychających ją na absolutny margines. Wyobrażać sobie, co robią ci liczeni w tysiącach żołnierze i robotnicy patrząc na jej nagie cycki.
Dla tego celu dziewczęta, podobnie zresztą jak ich mamusie są gotowe na wiele, może na wszystko – a szczerze mówiąc, to wszystko, co oferują, to niekoniecznie jest wielki talent dramatyczny, głębia przemyśleń, nieodparta potrzeba zmagania się z mrocznymi tajemnicami egzystencji. Raczej jest to chęć zrobienia kariery w zamian za to co w istocie mają: młode ciała, sex i zero zahamowań. W wypadku Romana Polańskiego rzecz działa się w oprawie czasów hippisowskich, w Stanach, w środowisku artystycznym, więc nieprzesadnie pruderyjnym. I niczym się nie różniło od powszechnie odkąd świat istnieje stosowanego sposobu robienia karier i sposobu promowania młodych dziewcząt i chłopców. Klops był w tym, że chętna i już aktywna seksualnie nastolatka najwyraźniej jeszcze nie zdążyła się nauczyć brać w pupę, a nie banalnie i w sposób nie satysfakcjonujący reżysera i nie rokujący kariery gwiazdy – od przodu. Ale to raczej wina mamy, która takie rzeczy powinna córce podpowiedzieć i przygotować ją – skoro sama ją wysłała do reżysera, by ten ją przelansował.

Tak czy owak, zrobiła się afera, ale nie taka znowu wielka. Strony się porozumiały, reżyser uiścił odszkodowanie – i gdyby nie sędzia łajdak, który złamał własne słowo i postanowił nie wiadomo czy za to, że reżyser, czy za to, że Żyd, czy za to, że Polak – młodego przećwiczyć i pokazać mu, kto tu ma władzę. Pewnie w skrytości ducha ten sędzia sam marzył o takich przygodach i skrycie przed grubą żoną się przebierał w jakiś tam obcisły kostium nurka czy coś podobnego. Albo wpychał sobie gdzie mógł, gumowe zabawki własnej córki lub wnuczki.

Dość, że Polański musiał ze Stanów dać nogę – i ja się tylko dziwię, że mając pieniądze i możliwości nie pozwał odwrotnie państwa USA za cały ciąg przestępstw jakich się ono wobec niego dopuściło – poczynając od uporczywego nękania poprzez złamanie zawartej umowy przez urzędnika państwowego itd. - nie będę doradzał za darmo, jak się pan Polański zgłosi, to mu może pozew napiszę…

Z tymi dziewczętami to jest jeszcze taki problem, że one owszem chętne i bezpruderyjne są, ale często za grosz nie mają tego czegoś, żeby z nich zaraz zrobić gwiazdę, czy choćby niezłą aktorkę. Więc jest inwestycja, a potem rozczarowanie, bo reżyser wykorzystał, a splendorów nie widać. Jedne przechodzą nad tym do porządku dziennego, to zdecydowana większość,  jednak inne chowają urazę. A przy okazji, gdy się nadarza sprzyjająca atmosfera, stadnie atakują swoich byłych kochanków, tzn brutalnych oprawców.
I taka sytuacja ma miejsce po raz kolejny. Kobietom tak już namieszano w głowach, że na serio uznały, że to co czyni ich atrakcyjnymi dla mężczyzn, to ich walory intelektualne, niezależność, niedostępność, bezczelność i chciwość na pieniądze. Tymczasem było jest i będzie tak, że w cenie trzyma się uroda, miłe obejście, atrybuty płci ładnie ulepione i umiejscowione. Inteligencja niewątpliwie, ale nie w odmianie agresywnej, nie taka, która wymaga od mężczyzny nieustannej walki – jak ze wściekłym nosorożcem.

Taki mamy przypadek z akcją me too! Te, które porobiły kariery raczej siedzą cicho, te, które nie dały się polubić, a do tego są już na tyle wiekowe, że zwrócenie uwagi publicznej na ich przebrzmiałą seksualność – je dodatkowo podkręca – przypominają sobie o zaprzeszłych molestowaniach – rzeczywistych i urojonych. Za nic mając to, że gdyby ich tatuś swego czasu nie pomolestował i to skutecznie mamusi, nie miałyby okazji zabłyszczeć choćby na stare lata. Że świat jest tak zbudowany, że nieustannie odbywa się powszechne totalne molestowanie – gdy przestanie się odbywać – życie zniknie. Nie będzie do tego trzeba zmian klimatycznych. Wystarczy, że oczadziałe/oczadzone samice przekażą swoje zaczadzenie – córkom.

Jest jeszcze jeden aspekt, dotyczy tej ostatniej sprawy – w świecie poza nobliwymi łożnicami małżeńskimi funkcjonuje również i taka wiedza  o kobietach, że lubią one niekiedy być przymuszone, wzbraniać się, ale ulec. Faceci-smakosze o tym wiedzą. Wiedzą też, że jeżeli pani już przyszła na spotkanie z cieszącym się dwu, czy raczej jednoznaczną sławą samcem, to raczej nie po to, by konwersować o kursach walut, czy malarstwie włoskiego neogotyku. Jeżeli do tego jest obecny aspekt wyżej opisany – dochodzi do spotkania pana, który dużo może i pani, która dużo chce za to oferować – sytuacja jest jednoznaczna i nie można wykluczyć, że jej wzbranianie się zostanie poczytane za kokieterię i zachętę do bardziej stanowczych kroków. Sam mam takie doświadczenia, wiem jak wygląda rozanielone spojrzenie przed chwilą stawiającej się kobiety, która została wzięta za kark, przyduszona i bez najmniejszych ceregieli wykorzystana podobnie jak ta nastolatka z LA. To jest obraz wniebowzięcia…

A że pani od Polańskiego po latach sobie przypomniała, że jej się nie podobało… a czemu od razu nie poleciała na policję, tylko teraz, na starość? Gdy już pies z kulawą nogą się nie interesuje?

I tym sposobem sam się pogrążyłem, nie dość, że bronię Żyda (robi naprawdę dobre filmy) to jeszcze staję w tej obronie, obok Szechtera.

ale, jak mawiali starożytni: Plato przyjacielem, ale bardziej przyjacielem – prawda.

Dziękuję za uwagę

dla purystów, a raczej chyba purystek językowych: forma she’s została przyjęta świadomie, oznacza większą ilość pojedynczych samiczek, gdy forma they oznaczałaby raczej zbiór wieloelementowy bez podkreślania indywidualności

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura