Jednak zarówno Agnieszka, jak i demony to istoty przewidywalne. Więc był wiatrak, tym razem polski, podbijanie żółtka sitkiem i - starając się ująć jednym słowem dynamikę występu naszej tenisistki - człapla....
Demony wygrały.
Na pewnym poziomie profesjonalizmu nie jest do pomyślenia, by zawodowy sportowiec uczestnicząc w rozgrywanym na ogólnych zasadach turnieju, potykał się o własne nogi,od początku (!) do końca oddychał, jak powiada Jan Tomaszewski, rękawami, a całą swoją mową ciała wołał: wypuśćcie mnie stąd! Tego się nie da wytłumaczyć - tym bardziej po wcześniejszym kapitalnym występie, który, jak znam to również z autopsji, powinien nakręcić zawodniczkę maksymalnie, dać jej dodatkowego speeda. Cóż, Azarenka przegrała - ale nikt nie może powiedzieć, że nie walczyła...
Tymczasem, co było zresztą do przewidzenia , a nie pisałem o tym tylko dlatego, by nie psuć humorów równie licznym, co bezkrytycznym, do tego nie skażonym wiedzą o tenisie, wielbicielom talentu "naszej Isi", Dominika Cibulkova wytarła linie i ich okolice swoją przeciwniczką. I dość o tym, szkoda o tym gadać. Papierów na 1-kę nie dostaje się grając jeden dobry mecz rocznie.
Co innego mnie zastanawia. Te wory pod oczami. Młody sportowiec regeneruje się błyskawicznie. Czyżby w nocy świętowano zwycięstwo nad Viką? Tak to wyglądało, a jeżeli tak, to oznacza coś więcej niż brak profesonalizmu. Coś znacznie gorszego.
Człapla - i wstyd.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)