Trudno o lepszy przekaz dla rzesz młodych polskich tenisistów. Podstawę dla osiągnięcia sukcesu trzeba i warto widzieć w systematycznej pracy. Talent jest ważny, ale nigdy za mało podkreślić jedną tyleż banalną, co bezlitosną prawdę: talent nie jest zasługą zawodnika. A praca, profesjonalne podejście do uprawianej dyscypliny jest jego zasługą, świadczy też o szacunku dla kibiców.
Więc serdeczne gratulacje i szacunek dla Łukasza Kubota i Roberta Lindstedta i ich wielkiego sukcesu. Panowie, Panie Łukaszu, tak trzymać!
I - choć (czasami, a nawet często zaciskając zęby) zawsze kibicuję Agnieszce Radwańskiej i Jerzemu Janowiczowi - cieszę się, że tytuł trafił w te ręce, w które trafił, a nie do kogoś z pary naszych rozkapryszonych celebrytów, by jeszcze bardziej nadąć balon samozadowolenia i dać pretekst do dalszego unikania rzetelnego treningu. Ponieważ zaś najlepiej cytować samego siebie (ironia, gdyby się ktoś nie zorientował), zacytuję fragment swojej zeszłorocznej notki. Rzecz dotyczyła panny Agnieszki, ale i do panicza Jerzego będzie jak ulał:
...Czas opieki trenerskiej Ojca minął, bo takie jest życie, obecny trener/trenerzy nie dali zauważyć swoich osiągnięć. Czas, by pojawił się trener z prawdziwego zdarzenia, taki który albo nie słyszał o niesłychanych i wyjątkowych zdolnościach Agnieszki, albo, podobnie jak ja uważa je za stek bzdur.
Więc potraktuje naszą gwiazdę jak jedną z wielu dobrych tenisistek i podda ją takiemu rygorowi treningowemu jaki uzna za stosowne. Cytując bodaj Mateusza Borka, który wspominał, jak jemu z kolei Jurgen Klopp opowiadał, że aby wymusić na naszych gwiazdach należyte zaangażowanie w pracę, musi czasem do Kuby, lub Roberta powiedzieć po polsku: „Robert, roosz doopa, Kuba roosz doopa”.
Trener, który krótko i węzłowato powie naszej gwieździe: „Agnieszka, roosz doopa”. A Agnieszka się podporządkuje.
Dobrym przykładem jest przywołana wcześniej Na Li, która mimo wieku poczyniła kapitalne postępy po podjęciu współpracy z prawdziwym trenerem.
Na Li dziś potwierdziła, że przy odpowiednim podejściu wszystko jest możliwe, a 32 lata to żaden wiek.
Skoro tak wybitny i utytułowany tenisista, jak Roger Federer nie ustaje w poszukiwaniu tenisowej doskonałości, to i naszym gwiazdom in spe korony i wszelkie diademy z głów może nie pospadają, jak się przyłożą do treningów. Przyjdą częstsze sukcesy bo potencjał jest - i nie będzie podstaw do cierpkich komentarzy.
Przy okazji sukcesu Łukasza Kubota ujawnił się nieoceniony,a jakże niesłusznie i ze stratą dla uczty ostatnio pomijany Wojciech Fibak...i rozpływał się w zachwytach - nad kim? - nad młodymi tenisistkami......smakosz.... więc i to ostatnie zdanie niech będzie w charakterze deseru.


Komentarze
Pokaż komentarze