Smoleńskie Bagno zakleja usta
Smoleńskie bagno – splot morderczych, mętnych, brudnych, lepkich i cuchnących interesów, motywów, przesłanek, kalkulacji geopolitycznych – skutecznie, jak pokazały to ostatnie dwa lata, zakleja usta, zalewa oczy i uszy, wyłącza rozum, dławi sumienia - tłumi odruchy poszukiwania sprawiedliwości czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Swoje rozważania na tema tego, dlaczego doszło do tragicznego 10 kwietnia roku pamiętnego przedstawiłem w dwu tekstach do których linki są tu:
-- Smoleński Tryptyk - minął rok - Andrzej Tokarski - NEon24.pl
- http://att.neon24.pl/post/130948,smolenski-tryptyk
Dziś parę słów na temat pokrewny: DLACZEGO (znów to natrętne słowo) przez dwa ostatnie lata, gdy najbardziej zainteresowani wyjaśnieniem katastrofy/zbrodni smoleńskiej posiadają pełnię władzy, pełnię środków jakie daje państwo – jego służby i struktury, pełny dostęp do najtajniejszych tajemnic i najpoufniejszych dokumentów – nic w sprawie wyjaśnienia okoliczności tragicznych wydarzeń się nie zmieniło.
Najwięcej ponurych bagiennych refleksji dostarcza analiza działań niejakiego Macierewicza i prac prowadzonej przez niego podkomisji. Dwa lata dojenia Państwa, czyli nas, obywateli, czyli nas, SUWERENA na bardzo godziwe pieniądze. Dwa lata tworzenia pozorów działania. Dwa lata opowiadania najbardziej niestworzonych bredni, wymyślania coraz to bardzie idiotycznych koncepcji. Dwa lata cynicznego naigrywania się z uczuć nieszczęsnych rodzin ofiar. I dwa lata odcinania członków podkomisji od możliwości zadawania jakichkolwiek pytań przez czy to dziennikarzy, czy opinię publiczną.
Dwa lata omijania wszelkich wątków mogących poprowadzić śledztwo w kierunku innym niż namolnie lansowane koncepcje wybuchowo-multiwybuchowe. I dwa lata bezmózgiego promowania tych działań Macierewicza zarówno przez PIS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, jak i przez wszystkie media prawej strony zarówno te publiczne jak i prywatne jak TV Republika, czy środowisko i media tzw Gazety Polskiej (kto nie wie skąd się wzięła Gazeta Polska – ten niech sobie zada trud i poszuka. To trochę potrwa, ale zapewniam, że warto - wstrząs gwarantowany), oraz to radio co ma ryja. Ryja fałszywego do szpiku kości.
Dla uwypuklenia zagadnienia przytoczę jeden fakt medialny: jest taki zabawny dziennikarzyk, nazywa się Michał Rachoń. Kiedyś pracował w TV Republika, wcześniej – co zapewne trochę go usprawiedliwia – praktykował u niejakiego Janusza Kaczmarka. Otóż tenże Michał Rachoń, pracując już w telewizji publicznej, w jednym z prowadzonych przez siebie programów, poruszył sprawę zestrzelonego nad Ukrainą samolotu i transportu jego wraku do Holandii. „Ze szczególnym zachwytem rozpłynął się przy tem” (ma się ten dar poetycki...) nad publicznym internetowym śledztwem jakie odbyło się na zachodzie na okoliczność wyjaśnienia owego dramatycznego wydarzenia – i jaką wielką pomocą dla władz owo śledztwo i jego wyniki było.... mam nadzieję, że wiecie już Państwo, do czego piję.
Otóż PIJĘ – do gigantycznego publicznego śledztwa jakie odbyło się u nas w Polsce – poczynając od 10 kwietnia 2010 roku. Sam stawiałem wtedy pierwsze „publicystyczne” kroki jako komentator na internetowym forum Rzeczpospolitej. Już tam się działo – ale gdy bardzo szybko zajrzałem na Salon24 – tam przekonałem się jak ogromna praca często anonimowych jest prowadzona w sprawie wyjaśnienia Smoleńska. Gigantyczna praca trwająca przez lata, efekty tej pracy często wysyłane do polityków, do prokuratorów, osób publicznych, dziennikarzy, publicystów głównego nurtu. Do Gazety Polskiej.... I co? I jajco. I gówno. I błoto. Nikt nigdy nigdzie nie poważył się podjąć wskazywanych wątków – choćby w celu ich uczciwego zweryfikowania, by móc je Z CZYSTYM SUMIENIEM odrzucić jako sprawdzone – i błędne. Nikt tego nie dotykał i nie dotyka – i tak jest do dziś. Jeżeli ktoś się poważy na antenie poruszyć któryś z tych wątków – wylatuje z przestrzeni medialnej. Kto pamięta Grzegorza Brauna, który pytał w TV Republika będącego w tym momencie na krawędzi apopleksji KOGO, KOGO? ….Michałka Rachonia – a skąd wiemy, że to jest TEN SAM samolot?
Więc sami Państwo widzicie – tak jest do dziś do teraz. Wczoraj słyszałem, a jakże w telewizji publicznej, red Anitę Gargas, opowiadającą te same co przez lata dyrdymały – ale zasada ANI KROKU DALEJ obowiązuje. Pani Gargas nie odważyła się na choćby czubek pantofelka dalej.... jak wszyscy we wszystkich mediach. Bagno. Szkoda buciczki ubrudzić – a stąpniesz dalej – wciągnie z cichutkim bulgotem i wszelki ślad zaginie...
Sytuacja ze wszech miar przypomina inne śledztwa, również prowadzone za NASZEJ WŁADZY – na przykład to w sprawie wypadku Pani Szydło. Wszyscy widzieli, była masa świadków, monitoring, że kolumna jechała bez sygnałów dźwiękowych – zatem nie spełniała wymogów dla kolumny uprzywilejowanej – więc nie miała prawa poruszać się tak jak poruszała – zatem wina w oczywisty sposób ciąży na kierowcy opancerzonej limuzyny wiozącej Panią Premier.
Wszyscy widzieli – ale winą obciążono młodego kierowcę fiacika – pokazując w ten sposób gdzie, czyli w jak głębokiej czarnej dziurze prokuratura i władza ma prawo, sprawiedliwość, uczciwość, rzetelność, umiłowanie prawdy, czynienie piękna i dobra – i wszystkie te brednie których uczą na studiach prawniczych – a zaraz potem kategorycznie i metodycznie oduczają podczas praktyki zawodowej.
Tak się to załatwia – nasze musi być na wierzchu. A tak na marginesie: czy ktoś słyszał by prokuratura pochyliła się nad takim pytaniem: jak to się stało, że w opancerzonej rządowej limuzynie z najwyższej półki NIE OTWORZYŁY SIĘ PODUSZKI POWIETRZNE? Bo to, że się nie otworzyły widać przecież na zdjęciach – nie trzeba do tego tajemnej wiedzy ani zaawansowanych analiz.
Może miały się nie otworzyć, a kierowca miał wjechać w coś.... tylko nie wzięto pod uwagę, że Pani Premier zapnie pasy... a prokuratorzy nie zwrócili na to uwagi?
To następne pytanie brzmi: to po co nam tacy prokuratorzy, których utrzymujemy z naszych pieniędzy? Może trzeba ich wszystkich wypierd... pożegnać i zatrudnić innych? Postępując wedle zasady Aleksandra Macedońskiego, który sprzedajnego prawnika kazał obedrzeć ze skóry, tą skórą obić fotel, a następnie na jego miejsce powołał jego syna, nakazując: „pamiętaj na czym siedzisz....”
Może to jest jedyna dopuszczalna u nas forma dziedziczenia zawodów prawniczych – dająca szansę, że unikniemy narastającej patologii?
Drugi przykład: cudownym trafem objawili się mordercy państwa Jaroszewiczów. Zostawmy już na boku ową cudowną materializację – skupmy się na wywodach prokuratorów. Z grubsza wiadomo czego szukali mordercy – ale prokuratorzy twierdzą, że będą badali motyw rabunkowy. Więc znów nasuwa się pytanie: sami są takimi bezgranicznymi idiotami? Czy nas mają za takich bezgranicznych idiotów?
A co będzie gdy jakiś prokurator wyjdzie przed kamery i obwieści, że Jaroszewiczów zabił... kierowca Seicento? A kto prokuratorowi zabroni?
Wracamy na koniec do smoleńskiego bagna. Wracamy ze świadomością, że mamy takich śledczych jak wyżej wykazano. Szczęśliwie wydaje się że mamy z głowy Macierewicza – to jest już znaczna wartość dodana. Mam nadzieję, że ktoś niedługo zdobędzie się na prawą i sprawiedliwą ocenę działań tego osobnika, również w oparciu o książkę red Tomasza Piątka, bo te wątki się nakładają, powiązania opisane w książce mogą skutkować takim a nie innym zachowaniem w sprawie smoleńskiej – w mojej ocenie to powinno skutkować ciężkim wyrokiem.
W sprawie katastrofy/zbrodni/zamachu smoleńskiego są twarde dowody – zawsze te same – tylko trzeba od nich NIE ODWRACAĆ WZROKU
Trzeba zauważyć zabłocone koła – i postawić pytanie o przyczynę zabłocenia. Błota nie było na Okęciu – i nie było w powietrzu – a samolot upadł na plecy... więc?
Trzeba postawić pytanie o kokpit. Jeżeli jakiś samochód uderza w drzewo lub ścianę, to niezależnie od prędkości, PRZÓD SAMOCHODU NIE ZNIKA. Samolot nie uderzył dziobem, więc kokpit nie powinien być uszkodzony – a jego całkiem nie ma. A mimo to stwierdzono, że śp. Protasiuk miał stopy na pedałach. To gdzie ci piloci siedzieli, nie w kokpicie? Czy raczej ktoś nas ładuje bez mydła...?
Brak kokpitu świadczy o zamiarze uniemożliwienia ewentualnej identyfikacji maszyny – rządowy Tupolew miał swoje niepowtarzalne wyposażenie, najłatwiej rozpoznać je badając kokpit. Zatem nie można podłożyć innego kokpitu, bo przy ewentualnym badaniu sprawa by się rypła. Z zachowania strony rosyjskiej można śmiało wnioskować, że nie dopuszczają oni myśli o jakimkolwiek niezależnym badaniu, zresztą teraz, po 8latach można być pewnym, że pod tą wiatą nie ma już nic godnego badania – ale wtedy nie wiedziano jak się sytuacja rozwinie, więc na wszelki wypadek kokpit od razu wyparował... może wylądował gdzie indziej.
Trzeba ponownie wrócić do współpracy z Chrisem Cieszewskim
Trzeba przesłuchać pewnego generała
Trzeba uważnie przeanalizować zdjęcia ze Smoleńska. Trzeba ZAUWAŻYĆ, że brakuje ok 1/3 maszyny, nie ma foteli, nie ma wyposażenia, nie ma bagaży. NIE MA CIAŁ. Wszystkie relacje o ciałach, ich stanie i położeniu pochodzą z czasu późniejszego. Przypadek pilota trzymającego stopy na pedałach w nieistniejącym kokpicie wyżej opisano. Na miejscu tuż po „katastrofie” NIKT NIE WIDZIAŁ ŻADNYCH CIAŁ Niekiedy mówi się o jakimś osobniku w brązowym swetrze – ale z tego, co mi wiadomo, Pałubicki nie leciał. Raczej wszystko wskazuje na to że jakiś lokalny menel od dawna nocował w tym „wraku” - a 10 kwietnia rano go dość brutalnie obudzono – ale nie katastrofą, tylko pospiesznym zacieraniem śladów.
ZAWIESIE – skąd u diabła zawiesie w powietrzu kilka chwil po katastrofie? Jeżeli nie przyleciało samo ZA TUPOLEWEM, to najpewniej służyło wraz ze znajdującym się na jego drugim końcu dźwigiem lub śmigłowcem – DO PODNIESIENIA SIATEK MASKUJĄCYCH – patrz Chris Cieszewski.
Śledczy – myślę tu o prokuratorach, bo podkomisję należy natychmiast rozwiązać, a jej członkom kazać zwrócić uzyskane korzyści jako wyłudzone – prokuratorzy powinni iść tą drogą. Rzetelna analiza tej ścieżki moim zdaniem powinna doprowadzić do odnalezienia właściwego tropu. Tylko należy nie bać się wniosków – nawet jeżeli doprowadzą one do podważenia najważniejszych aktualnych sojuszy.
Należy zachować ostrożność, ale – NIE BAĆ SIĘ BAGNA.
Oczywiście jest jeszcze jedno pytanie: czy są w Polsce tacy prokuratorzy?
I z tym pytaniem Państwa - w tą smutną z wielu powodów rocznicę - zostawię.
jako zodiakalny Bliźniak posiadam dwie, albo więcej twarzy, czy może osobowości. Na potrzeby tego miejsca jestem zwolennikiem poszanowania prawdy w życiu publicznym, zachowania podmiotowości tak państwa, jak i jego obywateli każdego z osobna
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka