to prezesem TVP mógłby zostać już chyba tylko kot premiera, który wykonywałby ściśle wszystkie rozkazy przełożonego. Choć, zastanawiając się głębiej i czerpiąc z doświadczenia, wiadomo przecież, że kotu nie bardzo uśmiecha się słuchać pana. On woli podążać własnymi ścieżkami. Więc kto w takim razie? Alternatywą mógłby być pies prezydenta. Ma znajomości (ostatnio poznał nawet G.W. Busha), przypuszczalnie jest posłuszny, więc może on? A może lepszy owczarek podarowany niedawno ministrowi Kaczmarkowi. Myślę, że byłby to bardzo prawowity prezes TVP. Sabę marszałka Dorna odrzucam, bo zbytnio panoszy się w Sejmie.
Kartą przetargową w zmianie prezesa TVP miało być poparcie ludzi LPR na szefów regionalnych ośrodków telewizji. Mam głębokie przeświadczenie, że prezes Urbański wiedział o tych ustaleniach. Co więc powoduje, że teraz nie zgadza się na te kandydatury? Czyżby merytoryczna mierność osób aspirujących do tych stanowisk? Czy też charakterystyczne do LPR ideowe zacietrzewienie?
Nie byłem negatywnie nastawiony do pana Urbańskiego, gdy ten obejmował funkcję prezesa, do tej pory niczym nie za skórę nie zaszedł. Ale jego dawno polityczni przyjaciele nie patrzą tak optymistycznie na jego pracę. Oczywiście wypowiedzi są anonimowe, więc nie wiemy tak naprawdę, czy osoba wypowiadająca się ma jakąkolwiek pozycję w PiS, ale niepokoić może choćby towarzysząca takim sygnałom rozmowa premiera z prezesem 31 maja.
PiS najwyraźniej poszukuje idealnego kandydata. Rzadko tacy się zdarzają. I tym razem, znając zaplecze, tej niegdyś wybitnie kadrowej partii i przekonania jej władz można stwierdzić, że takowego na horyzoncie nie widać. A gmerając non-stop w kształcie władz telewizji zmniejszają tylko poziom zaufania widzów publicznej telewizji.
Posłowie (ciągle Ci anonimowi) postulują, aby "Wiadomości" przekazywały więcej sukcesów rządu. Może warto się zastanowić, czy te sukcesy chociaż są, bo obecnej ekipie trudno zarzucić ukrywanie dokonań gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. Choćby odtrąbienie o pakiecie Kluski, który został przez rząd przyjęty zaledwie kilka dni temu, a informacje o nim były przekazywane w charakterze zbawienia dla gospodarki.
Mam wrażenie, że niektórzy członkowie PiS pragnęliby relacji podobnych do tych z czasów propagandy PRL, gdzie ekipa rządząca jest bogiem, a ludzie, którzy idą własną drogą są odrzutami społeczeństwa. Dobrze to ostatnio ukazują DVD, które można zakupić razem z "Wprost".
Co niektórzy nigdy nie przyjmą do wiadomości tego, że telewizja publiczna to nie telewizja partyjna...


Komentarze
Pokaż komentarze