Wprowadzenie
Część I. Ateologia
1. Odyseja wolnej myśli
2. Ateizm, czyli rozbrat z nihilizmem
3. W stronę ateologiiCzęść II. Monoteizmy
1. Tyrania i poddaństwo w zaświatach
2. Autodafe inteligencji
3. Zasada nierzeczywistościCzęść III. Chrześcijaństwo
1. Fabrykat zwany Jezusem
2. Paweł, czyli skażenie
3. Chrześcijańskie państwo totalitarneCzęść IV. Teokracja
1. Krótka teoria wyłuskiwania
2. W służbie popędu śmierci
3. W stronę pochrześcijańskiej laickościBibliografiaNajbogatsza w inwektywy i kłamstwa jest część trzecia książki poświęcona chrześcijaństwu. Gdyby w tym samym stylu i z użyciem tych samych epitetów, autor opisał islam i jego założyciela , to niewątpliwe otrzymał by zaocznie wyrok śmierci ze strony fundamentalistów muzułmańskich. Chociaż w całej książce, najczęściej czytamy o tym jak to Kościół, jest odpowiedzialny za największe mordy w historii cywilizacji.W pierwszym kroku autor stawia tezę ,że źródłem każdej religii jest strach człowieka przed śmiercią, przed nicością.“Strach, obawa, lęk – maszyny do produkcji bożyszcz. Trwoga przed nicością, niezdolność pojmowania śmierci jako naturalnego ,nieuchronnego procesu, z którym rozum, i tylko rozum może się układać, a także brak sensu, aprioryczny absurd- oto genealogiczne rozgałęzienia boskości.”Tymczasem, w świetle historii chrześcijaństwa- tej nie spreparowanej przez M.Onfray – można zadać pytanie: czy męczennicy za wiarę oddawali życie (często poddawani torturom) ze strachu przed śmiercią?Hermiasz Sozomen, w wieku IV p.N.Chr., w swej historii kościoła [7] opisuje jak podczas masowych prześladowań chrześcijan za cesarza Juliana Apostaty, pewna kobieta- chrześcijanka, z małymi dziećmi, rozpaczała gdy żołnierze nie chcieli dopuścić jej do grupy chrześcijan przeznaczonych na tortury i śmierć, bo się spóźniła i postępowanie “kwalifikacyjne” zostało zamknięte.A czy, prawie piętnaście wieków później, o.Maksymilian Kolbe bał się śmierci i nicości i dlatego oddał swoje życie, by mógł żyć Franciszek Gajowniczek?M.Onfray kłamie ordynarnie pisząc, iż źródłem chrześcijaństwa jest lęk przed śmiercią. Źródłem wiary w Boga, jest nadzieja na zbawienie wieczne, wybór życia wiecznego z Chrystusem, a nie wybór nicości w otchłani.Oczywiście,są osoby ,które wyżej stawiają rozkosze życia ziemskiego aniżeli zbawienie wieczne i mają do tego prawo,ich wybór.Następnie M.Onfraya przechodzi od genezy religii do natury fenomenu wiary w jedynego Boga,i to przyjście jest dla niego tyle samo łatwe, co absurdalnie opaczne. Filozof z tytułem doktorskim nie odróżnia myślenia magicznego od myślenia religijnego ! Do jednego worka wrzucone zostają przez niego wszystkie wierzenia i praktyki pierwotnych społeczeństw na równi z religiami monoteistycznymi.“Religijne ekstrawagancje nie znają granic. Taniec uryny Indian Zuni z Nowego Meksyku. Amulety z ekskrementów tybetańskiego wielkiego lamy. Hinduistyczny zwyczaj oczyszczających ablucji w krowich odchodach i urynie. Rzymski kult takich bóstw, jak Stercutius i Crepitus ,czy bogini Cloacina (patronów ustępów, bździn i kanalizacji).Ofiary z nawozu składane asyryjskiej Wenus -Isztar. Xochiquetzal, meksykańska Bogini miłości i zabawy, zjadająca własne odchody. Boskie zalecenie z Ksiegi Ezechiela, aby do gotowania potraw wykorzystywać ludzkie ekskrementy.Gdy chodzi o utrzymywanie kontaktu z bogami oraz sferą sacrum, każda metoda jest, jak widać, stosowna.Istnieją niezliczone imiona, obrządki, sposoby pojmowania Boga i oddawania mu czci, miriady odmian religijności, całe słowniki leksemów określających wiarę i bogobojność.”Oczywiście , motywem takiego postępowania autora jest żądza zohydzenia religii monoteistycznych, naplucia na nich, wmówienie czytelnikowi, że praktyki szamańskie i modlitwa chrześcijanina do Boga są tej samej natury, a motyw ten, sam odsłania, kiedy w innym miejscu nawołuje współczesnych ateistów, by wykorzystali do tego teksty starożytnych:“szyderców,materialistów,radykałów,cyników,hedonistów,ateistów,sensualistów,piewców rozkoszy”.Taki sam pogląd wyrażał na salonie Quasi, stąd widać na jaki poziom wdrapał się “głośny filozof” francuski.Szczytem jednak rozumienia fenomenu religii(wiary) przez M.Onfraya jest jego kategoryczne stwierdzenie, że :“Wiara w Boga, to objaw nerwicy, którą można wyjaśnić w kategoriach psychiatrycznych. Nerwica skłaniająca ludzi do tworzenia bogów nie ma w sobie nic nadprzyrodzonego, to rezultat najzwyklejszych procesów psychicznych.”Jeżeli to stwierdzenie, połączymy z innym, dotyczącym relacji chrześcijaństwa z nauką, filozofią, krócej pisząc – z racjonalizmem, które ma taką postać:“ Religie zawsze walczyły i walczą z rozumem. Bóg unicestwia bowiem wszystko co stawia mu opór... Watykańska Karta pracowników służby zdrowia potępia inżynierię genetyczną, badania naukowe prowadzone na zarodkach, dzieci z probówki, zastępcze matki, sztuczne zapłodnienie w przypadku heteroseksualnych par nie małżeńskich lub par homoseksualnych, klonowanie zarówno reprodukcyjne, jak i terapeutyczne,koktajle znieczulające, które pozbawiają umierającego pacjenta świadomości, terapeutyczne zastosowanie konopi indyjskich, eutanazje. Opowiada sie z kolei za metodami paliatywnymi i głosi, ze cierpienie ma wzniosłe znaczenie pokutne i zbawcze.” to będziemy mieli jak na dłoni uczciwość intelektualną autora. Przecież większość zestawionych przez niego problemów w cytowanym akapicie ma – poza środowiskiem anarchizujących lewicowców- rozwiązania dyskusyjne, wzbudza poważne dylematy moralne z uwagi na skutki społeczne i cywilizacyjne, a stanowisko Kościoła nie zawsze i nie wszędzie jest negowane przez osoby z kręgów niewierzących, do czego M.Onfray oczywiście odnosi się z pogardą.Twierdzenie ,że każdy wierzący jest jednostką chorobową dla psychiatrii, powinno konsekwentnie wyjaśniać historię kultury i cywilizacji europejskiej, jako dzieło wariatów. Tysiące artystów, badaczy przyrody, ludzi czynu politycznego było wierzących w Boga czyli byli psychicznie chorymi. Pierwsze uniwersytety, pierwsza propagacja masowej oświaty w postaci szkół realnych i średnich, pierwsze masowe ruchy na rzecz racjonalnego gospodarzenia były inicjowane, prowadzone i rozwijane w Europie przez instytucje i ludzi Kościoła, tego Kościoła, który zdaniem Onfraya , jest wspólnotą psychiatryków walczących z rozumem. Jako fizyk wiem ,że pierwszy w Polsce gabinet fizyczny, gdzie wykonywano eksperymenty fizyczne, założyli i prowadzili ojcowie Pijarzy, oczywiście będąc w stanie pogłębionych nerwic indywidualnych i zbiorowych. Oto do jakiej zapaści intelektualnej może dojść filozof, któremu”odbiło”. Jeżeli to samo pisze barista lub mtwapa w postach salonowych , to nie dziwię się, ani nie protestuję –upadek oświaty w moim kraju owocuje, ale we Francji? W wielowiekowym ognisku tradycji kulturowej?Jednak czasami jego pasja wojownika słabnie i wspaniałomyślnie napisze :“Póki religia pozostaje sprawą prywatną, nic mi do niej, uważam ją za zwykły zlepek nerwic, psychoz i innych osobistych przypadłości. Przecież każdemu wolno hołdować własnym perwersjom, jeśli nie szkodzi w ten sposób innym”.Ale zaraz potem sprecyzuje cele swej namietnej walki i swego życiowego posłannictwa, misji:“Mój ateizm budzi się z letargu wówczas, gdy prywatna wiara staje się sprawą publiczną, kiedy ktoś próbuje organizować życie innym na podstawie własnych psychopatologii. Między osobistą trwogą egzystencjalną a władzą nad ciałem i duszą innych ludzi rozciąga się obszar, gdzie czają się metafizyczni rozbójnicy, czerpiący profity z duchowej i intelektualnej nędzy swych bliźnich”.No i wróci do tego, co go najbardziej rozwściecza, a mianowicie do obecności duchownych w kulturze oraz teologii na uczelniach:“Bogobojni dysponują nawet szczególną dyscypliną zajmującą się zgłębianiem imion Boga, jego czynów, gestów, myśli, bon motów, wiekopomnych wypowiedzi, praw, nakazów i innych dyrdymał; jest to dyscyplina prężna i dająca zatrudnienie całej rzeszy obrońców, rzeczników, klerków, zauszników, pochlebców, dialektyków, retorów, filozofów (niestety!), skrytobójców, ludzi od mokrej roboty, pachołków, namiestników Boga na ziemi, ambasadorów i konsulów, dziekanów i rektorów. Teologia - "nauka" badająca dyskurs o Bogu...”O sobie ma jednak wysokie mniemanie, uważając się za kontynuatora Oświecenia, za niezależnego i obiektywnego filozofa badającego uczciwie wiarę i religię.gdy tymczasem czytelnik właśnie tej książki ,bez trudu orzeknie ,że owszem jest sukcesorem ale Rewolucji Francuskiej ,że to Wandea jest dla nie ideałem postępowania, a nie postawa i i dzieła autentycznych myślicieli ateizmu takich jak Ludwig Feuerbach, Jean-Paul Sartre, Roger Garaudy, lub Ernest Bloch.Toteż jego próba mistyfikacji i zamazania prawdziwej natury swej działalności propagandowej na rzecz prostackiego ,bo operującego kłamstwami, inwektywami i obelgami ateizmu ,próba w postaci uformowania dyscypliny poznawczej o nazwie “ Ateologia,Fizyka metafizyki” jest żałosna i zarazem śmieszna.Jego ateologia to propozycja życia ,nie nauki.Życia egoistycznego,hedonistycznego,wyzwolonego z respektu dla godności ludzkiej,życia według nie werbalizowanej formuły:"po nas choćby miał być potop - carpe diem !Do polskiego wydania “Ateologii” dodana jest przedmowa pióra Mateusza Kwaterko(?), tłumacza książki. Nadzwyczajna zgodność ideałów trockisty francuskiego i polskiego. Dawno nie czytałem takich bzdur na temat Kościoła i wiary w moim kraju(pomijając lekturę postów Pomiotu Zbiorowego na salonie 24 i bloga jego lidera ,niezapomnianego Qusiego). M.Kwaterko jest przekonany ,że:“ przedstawicielom kleru książka ta da pretekst do rzucania klątw i anatem; teologom pozwoli szydzić z braku zrozumienia autora dla “uniwersalnej i symbolicznej wartości Pisma”.Następnie dobiera się do polskich ateistów i chłosta ich ciężkimi oskarżeniami oraz drwiną:“..przywykliśmy bowiem do widoku ateistów, którzy obnoszą się z szacunkiem dla sacrum , ubolewają, że nie dostąpili “łaski wiary”, twierdzą, iż religia pełni pożyteczną funkcję społeczną, a przeważnie wolą być zresztą nazywani agnostykami. Ci osobliwi ateiści przyznają, że Kościół jest instytucją niezwykłą, “nie z tego świata”, i godzą się, by korzystał z rozlicznych przywilejów, o których inne podmioty prawne, polityczne czy gospodarcze mogą tylko marzyć. Uważają także, iż “prawdy religii” mają zupełnie inny status niż, powiedzmy, twierdzenia naukowe, a zatem nie podlegają racjonalnej krytyce."Chociaż z drugiej strony trzeźwieje i usprawiedliwia ich :“Przyczyn takiego stanu rzeczy należy raczej szukać w potędze Kościoła. Nie chodzi przy tym wyłącznie o potęgę społeczno-polityczną, sprawiającą, że obnoszenie się z bezbożnictwem utrudnia karierę, kładzie się cieniem na relacjach towarzyskich i bywa źródłem wielu mniej lub bardziej uciążliwych strapień w życiu codziennym.”Zachodzę w głowę, co mogło zadecydować, że oficyna o dużej i dobrej tradycji wydaje taki “gniot” intelektualny, a redakcja serii “Myśl Współczesna” zgadza się opatrzyć go wstępem równie miałkim umysłowo.Niewątpliwa zapaść intelektualna współczesnego ateizmu chowu zachodnioeuropejskiego i krajowego odbija się w tej publikacji niczym w doskonałym lustrze.Literatura[1] R.Dawkins,Bóg urojony,Warszawa,2007[2]S.Weinberg, Facing Up: Science and Its Cultural Adversaries, Harvard , 2001[3] C.Hitchens,Bóg nie jest wielki,Warszawa,2007[4] S.Harris,The End of Faith, New York,2004[5]M.Onfray,Traktat ateologiczny- Fizyka metafizyki,Warszawa,2008[6]M.Onfray,Contre histoire de la philosophie,t.1-5,Paris,2006-2008[7]Hermiasz Sozomen,Historia kościoła,Warszawa,1980


Komentarze
Pokaż komentarze (307)