Contra
Uprzednie „Odcinki” były pisane emocjonalnie. Przez krótki czas nawet sądziłem, że przesadnie emocjonalnie. Bo nawet znając dobrze sytuację w Polsce, nie sądziłem, że tak szybko, tak powszechnie zacznie być formułowana opinia, że wszystkiemu winien jest Jarosław Kaczyński. Że niemal błyskawicznie stanie się wręcz banałem. Co najwyżej poniektórzy, nieco odważniejsi, zaczną operować frazą o równoważności winy. Jeśli atakowi na siedzibę PiS winien jest jego prezes, to pomyślmy, co by się działo, gdyby ktoś wybił dwa zęby pracownikowi biura PO? W trybie nadzwyczajnym, przy poklasku wielkich przekaziorów zarządzono by likwidację największej partii opozycyjnej. A redakcję np. „GP” – opieczętowano. To już nie są jakieś fantazje. O delegalizacji PiS już się, co prawda ogólnikowo, pokrętnie, rozmyślnie niejasno, ale jednak napomyka. Ludzie sprzyjający temu ugrupowaniu boją się o pracę i nie chodzi tylko o tę w mediach. Zagrożenie wolności (oczywiście przez tych, którzy bezpośrednio lub pośrednio trzymają wszystko w swoich łapach) jakoś mało kogo bulwersuje, interesuje czy wręcz obchodzi. A może przymiarki do monolitycznej „obywatelskości” ą la PZPR budzą uznanie? Może wielu dziś niby-neutralnych za nią tęskni? Bo przecież są na tyle rozgarnięci, że muszą rozumieć, iż perspektywicznie chodzi o coś więcej niż o J. Kaczyńskiego, którego można nie lubić. Polska nie kończy się jutro. A autokratyzm to autokratyzm. Chciałem poruszyć niezmiernie poważną kwestię – zmasowanej kampanii wymierzonej w naszą religię. I także zupełnie nieadekwatną na to reakcję. Ale to też jest część naszej polskiej wolności. Piszę więc o wolności raz jeszcze. Właśnie dlatego, że jak się wydaje, bardzo nieliczni są jej stanem zaniepokojeni
Odcinki
Niepoprawność
Powiedziano mi, że zeszłotygodniowe „Odcinki” były zbyt emocjonalne. Były. Dlatego, że rozmyślnie pisałem je niemal „na gorąco”. Wiedząc, co zrobi czas – zwłaszcza gdy mu się pomoże – w trywializowaniu problemów. Zalew zakłamania zupełnie mnie przytłoczył. Ten zalew trwa. Teraz mamy przede wszystkim „opinie socjologów”. Fanatycznie nieobiektywnych. Przykro mi wobec rzetelniejszych, ale za tą specjalnością nigdy nie przepadałem.A tonu rubryki z poprzedniego numeru absolutnie nie żałuję.
Putin forever
Jarosław Kaczyński zacytował prezydenckiego coś-tam T. Nałęcza: „Nie ma takiej ofiary, której nie warto złożyć, by się spotkać z Putinem”. Brak mi jakichkolwiek podstaw, by sądzić, że cytował błędnie. Nie było sprostowania. Nie było też żadnego zainteresowania ze strony mediów. Myślę, że już to wystarczy, aby ocenić ich kondycję.
Czujność, obywatelska
Zeszłym razem świadomie wyeksponowałem notkę o tym, jak Halina Flis-Kuczyńska stwierdziła, że nie jest pewna, czy krew przelana w Łodzi nie powinna spaść na głowę Jarosława Kaczyńskiego. Notatka uległa zniekształceniu. Bo po tym były słowa, że jeśli chcemy trzymać się tej poetyki, to nie jestem pewien, czy ta krew nie powinna spaść m.in. na głowę męża tej pani. Ale dziś już nie o to chodzi. Bo dziwiłem się też, czemu Waldemara Kuczyńskiego zabrakło w „Rzeczpospolitej”. I przepowiadałem, że rychło się tam pojawi. Już się pojawił. Z tekstem „Jak ze sprawcy zrobić ofiarę”. „Obowiązuje nas obywatelska czujność, aby swoboda tej partii [PiS-u] nie zmieniła się w rządzenie” – obwieścił, bezprawnie używając liczby mnogiej. A gazeta tę deklarację wyeksponowała. Deklarację zaiste dialektycznie pojmowanej demokracji. Odtąd–dotąd. Jak ze 100-proc. pewnością zachować „obywatelską czujność”? Oczywiście odbierając prawa wyborcze milionom Polaków. Niewłaściwych. Cenny i, by użyć terminologii Kuczyńskiego, antyustrojowy i wywrotowy apel. Nawiązujący do pamiętnych haseł o „reakcji” bądź „kułakach”. Warto podziękować „Rzeczpospolitej”, że swoim czytelnikom go udostępniła. Bo skoro nie mamy żadnych TVN-ów, demokrację i praworządność trzeba upowszechniać gdzie indziej.
Na dnie
Zachowanie obecnych władz RP wobec Smoleńska doprawdy przechodzi pojęcie. Odpowiedzi-nieodpowiedzi ministra Millera w Sejmie były przeraźliwie kompromitujące. A to, było nie było, jest mój i twój minister, mój i twój rząd. Straszne.
Zagrywka
Z miłości do PiS przyszedł do Niesiołowskiego. Atoli nawet szyby nie wybił. I błyskawicznie mu się odmieniło. Poszedł do siedziby PiS i pomstując na J. Kaczyńskiego, zamordował. Przeczytałem, że ktoś strzelił sobie w stopę, pompując tego newsa. Ależ nie. Przede wszystkim nie żaden „ktoś”. A Niesiołowski stał się jeszcze większą gwiazdą medialną. Przede wszystkim opowiada, jak to cudem uniknął śmierci. Ten „news” to było pierwszorzędne zagranie PR. By wszystko zamazać do reszty. No i udało się. Kompletny szaleniec. Nie ma o czym gadać. Parę gestów i sprawa skończona.
Tygodnik Niepodległej
Chodzi mi nie tyle o postać Baczyńskiego, ile o „Politykę”. Dla mnie chyba większy symbol PRL niż „Trybuna Ludu”. Bo perfidny, oszukańczy. Nie było nic ohydniejszego niż wypisy K.T. Toeplitzów i Passentów. W tygodniku niezwykle użytecznym dla komunistów. „Intelektualnej” i „liberalnej” strawie półinteligentów. Wredny pozostał. A więc zaiste, godny jest lauru w RPRL. Genialnie opisał „Politykę” i jej rolę Leopold Tyrmand w tekście „Fryzury M.F. Rakowskiego”. Kto by pomyślał, że tylko nieco podmieniając realia, tamten esej pozostanie w zasadzie aktualny. W niepodległej Polsce. PS. Nie tak dawno w „Rzeczpospolitej” napotkałem nieprzytomny atak na Tyrmanda (nawet znajomości jazzu mu odmówiono). To też temat.
„Nowy system bezpieczeństwa”
Nawet Jarosław Kaczyński twierdzi, iż dzisiejsza Ameryka jest zaniepokojona poczynaniami Rosji. Wyrażę swoje zdanie: obecne „gesty” USA są powierzchowne, pozorowane, koniunkturalne. Jasne, że nowy trójkąt: Rosja–Francja–Niemcy dąży do rozmiękczenia NATO i usunięcia USA z Europy (J.F. Revel, i nie tylko on, uważał, że antyamerykanizm był i pozostaje podstawowym elementem oblicza politycznego Republiki Francuskiej). Ale – co mogłoby uchodzić za paradoks – obecne władze Sojuszu zdążają absolutnie w tę samą stronę. W USA (o czym u nas zadziwiająco mało się mówi) ogłoszono, że budowa tarczy antyrakietowej będzie miała trzy fazy. A w drugiej (2014 czy też 2016 r.), choć podstawowa „tarcza” znajdzie się w Rumunii, radar ma być w Polsce. Jasne, że potencjalne „coś” jest lepsze niż nic. Ale mój sceptycyzm nie gaśnie. Głównym tematem zaprezentowanych wywodów była przemożna chęć namówienia Rosji do udziału w tym projekcie. A ta chce pełnić w nim „odpowiednią rolę”. By owo niezłomne pragnienie Obamy spełnić, najprostsza byłaby rezygnacja z czegokolwiek w Polsce. Albo partycypacja Moskwy w polskiej części projektu (bazy rosyjskie u nas). Dodam, że Obamie nie ufam całkowicie. PS. Musi to być także projekt całego NATO, a europejskie państwa Sojuszu przeznaczają – jak wiadomo – wielkie sumy na obronę. Ponadto w razie „poprawy” Iranu żadna tarcza nie będzie podobno miała sensu (bo jakiekolwiek inne zagrożenie, skądkolwiek, jest wykluczone). To zachęcające, n’est ce pas?
Ogłuszająca cisza
Często związane z czynnikami oficjalnymi media rosyjskie wyżywają się w antypolskości, przewyższając znacznie Frau Steinbach. Ostatnio można się było dowiedzieć, że II wojna to pokłosie 1920 r. I że miliony pomordowanych oraz łagierników to właściwie ofiary nie Lenina–Stalina z pomagierami, lecz Józefa Piłsudskiego. A u nas – uszy po sobie. Ale co tam. Do Polski przybył Ławrow. Sam Ławrow. Na spotkanie „Komitetu Strategii Polsko-Rosyjskiej”. Alians zwany czemuś, a bez sensu, „pojednaniem” (konia z batem) rozwija się imponująco.
„Różne głosy”
O właśnie. To jest przykład. Bo nie chodzi o żadną politykę. Pytam: po co, w jakim celu, dla kogo, ze względu na jakie treści poznawcze, „Rzeczpospolita” pomieściła wywiad z patologicznie wrogą religii Agatą Bielik-Robson? Powtarzam: po co? W czasie totalnej nagonki na chrześcijaństwo, katolicyzm, Kościół. To jest przykład „pluralizmu” wyzbytego łuta sensu. Pogłębiającego totalny misz-masz pojęciowy, rozchwianie, rozmazanie wszystkiego. Wspomagającego podkopujących polską tożsamość.
Po/przed wyborami
Już widać, jak przedstawiać się będzie wybory amerykańskie. Sugeruje to londyński „The Times”, o którym mam nadzwyczaj złą opinię. Będzie to refren: a proszę, Obama wcale tak nie przegrał. W tekście z „Timesa”, gdzie przywołuje się (to normalka) głosy tylko jednej strony, raptem wysunięto tezę, że niewygranie przez Republikanów także i Senatu będzie „kolosalną klęską”. Bo „jeszcze 4–5 miesięcy temu Republikanie pewni byli zwycięstwa w obu izbach”. To całkowity fałsz. Najpierw, po 2008 r., wszyscy zgoła wieścili im kolejną klęskę, dużo później ew. malutkie zyski. O możliwości nadrobienia i tam kolosalnego deficytu mandatów mówi się (i tylko mówi) od dosłownie paru tygodni. Teraz wiadomo, dlaczego. Tymczasem, mimo iż w wyborach międzykadencyjnych partia prezydencka (z wyjątkiem Busha 2002 r.) zawsze trochę traci, ewentualne oddanie po czterech latach ogromnej większości w Kongresie to „kolosalna klęska”. Osobista Obamy, bo te wybory są w istocie referendum nt. jego rządów. Jeszcze niedawno Demokraci twierdzili, że będą rządzić niepodzielnie przez 40 lat. Próbuje się zrobić ludziom wodę z mózgu. Oczywiście, nie tylko w sprawach amerykańskich.
Ameryka cd.
Obama i jego ludzie zarywają noce, wręcz szaleją, by przynajmniej coś w wyborach uratować, a p. Przybylski pisze w „Rzeczpospolitej”, że jego ulubieńcowi sen z powiek spędzają wyłącznie... talibowie. Przypomina to opinię sławnego znawcy ekonomii p. Lisickiego: „Obama poradził sobie z gospodarką”. W tejże „Rzeczpospolitej” MoveOn.org, grupującą skrajnych lewaków, określono mianem „liberalnej organizacji”. To podobnie trafne (i urocze) jak sformułowanie PAP: „bojownicy al-Kaidy”. Natomiast Partia Demokratyczna też zasilana jest obfitymi datkami rozmaitego biznesu, grup interesów, majętnych związków pracowników państwowych, Hollywoodu, Sorosa i „rozmaitych organizacji”. W 2008 r. przypadkowo odkryto, że datki dla Obamy pochodziły z Gazy. Clinton (ujawnione poniewczasie) był bogato subwencjonowany z ChRL. Ale to tematy tabu. Sami zrośnięci z korporacjami różnego typu Demokraci rozpętali hecę z datkami, gdy okazało się, że obciążanie Busha także epidemią dżumy w średniowieczu nie skutkuje.
Odpowiadam, zwięźle
Jacek Kurski: „Potrzebujemy swojego Majewskiego i Wojewódzkiego”. Nie. * Marcin Król: „Strzeżmy się polityków, którzy wszystko rozumieją”. A Marcinów Królów, którzy zawsze mają rację, strzec się nie należy? * Tygodnik „Polityka”: „Polska polityka potrzebuje psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów”. A tygodnik „Polityka” ich nie potrzebuje? (swoją drogą owych speców od trzech „p” jest grubo za dużo). * Programy: „Prawda czy fałsz”. Fałsz. * Audycje: „Wierzyć, nie wierzyć”. Nie wierzyć. * „Diana – królowa ludzkich serc”. Nie mojego. Dlaczego miałbym wielbić półinteligentną nimfomankę? * „Skandalistka czy artystka mierząca się z problemami egzystencjonalnymi? Wielka wystawa Katarzyny Kozyry w Zachęcie” – Artystka przez duże A. Sztuka przez dwa duże S. Prezentująca samą istotę naszej egzystencjonalności.
W oparach absurdu
Gdy Michnik mówi wspaniałemu „Wprost” (Lisa, Najsztuba itd.), że PiS przypomina KPP, kontynuuje sławną (choć uboczną) twórczość Słonimskiego–Tuwima. Bo rzeczywiście, PiS przypomina żydowsko-gestapowskich komunistów, bogoojczyźnianych enkawudzistów, antysemickich cyklistów, gomułkowsko-pinochetowskich masonów. Michnik stał się pewną odmianą antysemity. Klasycznym antysemitom wszystko kojarzy się z Żydami. Michnikowi z partią, którą publicznie zapowiedział zniszczyć (tak głoszą plotki i je podaję, nie ręcząc, że „p. Michnik tak powiedział”). PS 1. Niektórzy zauważyli, iż mówiąc źle o KPP (jej stosunek do państwowości polskiej był zadziwiająco podobny do tej, którą prezentuje J. Kaczyński), oczernił nieoczekiwanie idealistów. Ale wobec Michnika trzeba być pobłażliwym. Przygotowuje dwa monumentalne dzieła: „Z dziejów podłości w Polsce” i „Z dziejów hipokryzji w Polsce”. A mimo dzisiejszych udogodnień i pomocy wielu swoich uczniów, zapoznanie się z ogromnym, wieloletnim dorobkiem „WybGazety” to zaiste mrówcza praca. PS 2. Jak Michnik coś powie... Piotr Zaremba napisał duży artykuł o KPP. Niby „zasadniczy”, w istocie wielce niepełny i mało spójny. Komunizm i anty-antykomunizm to wciąż za poważne kwestie, by zbyć je okazjonalnymi tekstami.
Za bezcen
Jestem właścicielem górnej części muszli klozetowej, której używał Lennon. Cena wywoławcza – 900 tys. funtów szterlingów.
Masowe użycie
Przykro mi, ale w tej rubryce nikt nie będzie nigdy „grzmiał”. Nie pojawią się też „złe emocje”. Nawet w takich drobiazgach nie lubię dołączać do stada.
Supermistrz
Dla odpędzenia czarnych myśli piszę o tym drobiazgu. I będę się starał, aby się zmieścił. Na ekrany w USA wszedł film „Sekretariat”. Zapowiedzi: „specjalne efekty”, „ukazanie starań o zachowanie farmy” nie wyglądają obiecująco? Ale co tam. Czy wiedzą Państwo, czym był Sekretariat? Naprawdę najwspanialszym koniem wyścigowym w historii. Podobnego nie będzie nigdy. W najsłynniejszym cyklu wyścigów (tzw. Triple Crown) wygrywał, bijąc wszystkie rekordy. Lub o 20 długości, prowadząc cały czas („z miejsca do miejsca”). A styl! Nieco gonitw, na żywo i nie, w życiu widziałem. Ale nigdy czegoś takiego. Ten wierzchowiec jest dla mnie jednym z największych herosów sportowych wszech czasów.
Brak miejsca
Państwo najlepiej wiedzą, jakie tematy tu planowałem. I znowu się nie zmieściły. O niczym nie zapominam. Ale chyba nie będę już nic z góry zapowiadał.
Freedom
Mimo że gadanie o wyjeździe z pobudek politycznych to specjalność lewicy, muszę przyznać, że nawet na stare lata poczynam myśleć o emigracji.Np. do Zimbabwe. By zaczerpnąć łyk wolności.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze (5)