Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
3802
BLOG

MEDIALNY ZAMACH STANU

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 11

Dla medialnej machiny w III RP nie stanowi problemu „wykończenie” marszałka Sejmu, wojewody, ministra. Nieważne, że po latach negatywni bohaterowie medialnej nagonki okazują się czyści. Do życia publicznego drogę mają zamkniętą. Układ, który za pomocą mediów dokonuje kolejnych zamachów stanu, ma się dobrze.

Andrzej Kern był wicemarszałkiem Sejmu z ramienia Porozumienia Centrum, jedną z najważniejszych postaci polskiej prawicy. Na początku lat 90. jego kariera się załamała, gdy padł ofiarą nagonki medialnej na niespotykaną wcześniej skalę. Posła Gabriela Janowskiego do dziś na skutek manipulacji uważa się za wariata. Wiceminister obrony narodowej Romuald Szeremietiew i wojewoda Śląski Marek Kempski odeszli po kompromitujących ich materiałach prasowych. Po latach okazało się, że są niewinni, jednak drogę do życia publicznego mają zamkniętą. Ostatnim rozjechanym przez medialny walec zdaje się wiceminister zdrowia w rządzie Donalda Tuska – Krzysztof Grzegorek. Jego sprawa ciągle trwa. Przykłady można mnożyć. Jak zauważył w „Nowym Państwie” Leszek Misiak, dziennikarstwo śledcze w Polsce toczy trąd. Z jedną różnicą – trędowatych w krajach tropikalnych zamyka się w miejscach odosobnienia. W III RP daje się im nagrody. Swoisty to trąd, który pozwala wpływać na sytuację polityczną w kraju. Zawsze w czyimś interesie. Dziwna to choroba, dzięki której można zyskać miano autorytetu i poklask „elit”. Że komuś złamało się życie? To dla demiurgów naszej rzeczywistości nie ma najmniejszego znaczenia. The show must go on.

Polityczna śmierć Andrzeja Kerna

Porwanie „z miłości” nieletniej córki znanego polityka, zakończone po paru miesiącach ślubem młodych we wspaniałej oprawie, to rzecz jasna doskonały temat dla mediów, a nawet filmu. Sprawa jednak wygląda zgoła inaczej, gdy spojrzeć na nią jako na sprytną (i skuteczną) próbę wykorzystania porywów serca do trwałego wyeliminowania z życia publicznego przeciwnika przez jego wrogów. Okazała się w istocie mistyfikacją, w której jedną z głównych ról zagrała teściowa córki polityka, mająca na swoim koncie kilka oszustw finansowych. Stanowi także jeden z najbardziej spektakularnych przyczynków do historii niesławnej roli mainstreamowych mediów III Rzeczpospolitej w niszczeniu ludzi obozu niepodległościowego.

Andrzej Kern (1937–2007), znany łódzki adwokat, obrońca w procesach przywódców łódzkiej „Solidarności”, sam internowany w stanie wojennym, na przełomie lat 80. i 90. poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, a w latach 1991–1993 wicemarszałek Sejmu z ramienia Porozumienia Centrum, nadawał się jak mało kto jako cel ataku. Okazja nadarzyła się w czerwcu 1992 r. Jedyna córka polityka, niespełna 17-letnia Monika, została wywieziona z podwarszawskiego domu jej babci. Od samego początku w kręgu podejrzanych o porwanie znaleźli się jej ówczesny chłopak, 21-letni Maciej Malisiewicz oraz jego ojczym i matka Jan i Izabela Gąsiorowie. Mimo zawiadomienia prokuratury przez Kerna Monika się nie odnalazła. Pod koniec czerwca głośnym echem w całym kraju odbił się jego dramatyczny apel w TVP o pomoc społeczeństwa w odnalezieniu córki. Fakt ten stał się jednocześnie sygnałem dla ówczesnej czołowej prasy (w tym „Gazety Wyborczej” i „Nie”) do ataku na Kerna. Znany reportażysta „GW” Jacek Hugo-Bader w tekście „Mezalians” wykazywał, że racja jest po stronie zakochanych młodych oraz rodziców Malisiewicza, a marszałek Kern zupełnie niesłusznie próbuje przeciwstawić się uczuciu łączącemu Monikę i Maćka. A także, że ojciec walczy o odzyskanie córki rzekomo ze względu na to, że uważa Malisiewicza i Gasiorów za rodzinę jej niegodną (21-letni Maciek skończył tylko podstawówkę, a jego rodzice prowadzili bar fast-foodowy). W dodatku w innych tekstach ówczesnej prasy (m.in. „Trybuny”) pojawiała się sugestia matki Maćka, że Kern wykorzystuje swoje wpływy polityczne do rzekomego gnębienia jej i jej rodziny przez organy ścigania.

Urban i Lesiak dla dobra „miłości”

Cała prawda wyszła na jaw dopiero po długich miesiącach. I to mimo (a może właśnie przez), przytaczanego m.in. w 2007 r. przez „Rzeczpospolitą”, zajęcia się sprawą przez specjalną grupę UOP powołaną przez ówczesnego szefa MSW Andrzeja Milczanowskiego, pod kierownictwem znanego z inwigilacji prawicy płk. Lesiaka. Okazało się, że pozostająca pod wpływem Maćka i jego rodziców niepełnoletnia córka wicemarszałka uciekła i była ukrywana m.in. przez częstochowskiego biznesmena Janusza Baranowskiego za wiedzą ówczesnego posła Kongresu Liberalno-Demokratycznego Dariusza Kołodziejczyka. Rok później wzięła ślub z młodym Malisiewiczem w łódzkiej katedrze (jednym z ok. 300 gości na weselu był sam Jerzy Urban). Rodzice Moniki zbojkotowali uroczystości. Idylla młodych trwała jednak stosunkowo krótko. Monika wróciła w końcu do rodziców, choć jeszcze kilkakrotnie próbowała ułożyć sobie życie z Maćkiem. Kiedy rozstała się z nim ostatecznie, skończyła liceum i studia, a od kilku lat pnie się po szczeblach kariery w łódzkim magistracie. Najbardziej poszkodowany okazał się marszałek Kern. Jeszcze w lecie 1992 r. koalicja postkomunistów z SDRP i UW próbowała (bezskutecznie) zdymisjonować go z pełnionej w Sejmie funkcji. Rok później, już po otrąbionym przez ówczesne media „ślubie stulecia” Moniki i Maćka, Jarosław Kaczyński, szef PC, nie zgodził się na wpisanie Kerna na listę kandydatów partii w wyborach do Sejmu. „Ponoć obawiał się, że trwający na mnie polityczny napad może ujemnie odbić się na wyborczych losach partii” – pisał Kern w książce „Michnikourbanowy napad stulecia”. Cała sprawa z pewnością była jedną z przyczyn klęski wyborczej całej prawicy (i triumfu postkomunistów) w wyborach parlamentarnych z 1993 r. Kariera polityczna samego Kerna legła w gruzach, choć jeszcze na początku obecnej dekady był przez jedną kadencję radnym Łodzi. Mimo kilku wygranych w sądach spraw, oczyszczających wicemarszałka z padających w mediach zarzutów o rzekomym nadużywaniu stanowiska do prywatnych celów, czarna legenda wokół jego osoby nie zniknęła do tej pory. Przyczynił się do tego w dużej mierze film Marka Piwowskiego (zarejestrowanego jako TW „Andrzej Krost”), nakręcony w rekordowo krótkim czasie (44 dni zdjęciowe), mający premierę krótko po ślubie Moniki i Maćka. Dzieło, o wątpliwych walorach artystycznych, choć oparte „na kanwie” sprawy Moniki Kern, miało dowodzić, że naszym krajem rządzą fanatyczni politycy, którzy próbując utrzymać w ryzach swoje dzieci, nie cofają się przed żadnymi metodami. I to w imię miłości do nich. Rzecz jasna, czołowym czarnym charakterem w filmie, z ujmującą muzyką Seweryna Krajewskiego, był wzorowany na Kernie polityk grany przez popularnego Jerzego Stuhra. Warto przypomnieć, że „Uprowadzenie Agaty” zostało sfinansowane pospołu m.in. przez firmę Budimex, kierowaną przez postkomunistę Grzegorza Tuderka oraz przez Heritage Films, spółkę producencką samego Lwa Rywina (był producentem filmu).

W 2005 r. Kern wrócił do parlamentu, został senatorem. Zmarł dwa lata później. Nigdy nie odzyskał dawnej pozycji.

Niewinne ofiary Bertholda K.

Sprawa Andrzeja Kerna była początkiem „odstrzeliwania” przez media niewygodnych urzędników państwowych. Często tych z najwyższej półki. Szczególne „zasługi” ma w tym względzie Berthold Kittel. Ten były autor „Rzeczpospolitej”, obecnie współpracownik TVN, ma opinię najlepszego dziennikarza śledczego w Polsce, jest laureatem wielu prestiżowych nagród. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że ofiary Kittela po latach okazują się... niewinne. Przed miesiącem Leszek Misiak opisał m.in. bulwersujące sprawy Romualda Szeremietiewa i Marka Kempskiego. Przypomnijmy:

Romuald Szeremietiew był wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka. 7 lipca 2001 r. w „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł Anny Marszałek i Bertholda Kittela „Kasjer z Ministerstwa Obrony”. Według dziennikarzy asystent Szeremietiewa – Zbigniew Farmus miał żądać łapówek od koncernów zbrojeniowych. Urzędnik został zatrzymany, jego zwierzchnik – Romuald Szeremietiew – zawieszony. Był to koniec kariery tego polityka. W 2008 r. sąd oczyścił byłego wiceministra i jego asystenta z zarzutów. Kariera polityczna Szeremietiewa jest jednak skończona.

Podobnie jak Marka Kempskiego. Wojewoda śląski w czasach AWS znany był głównie jako zwolennik ostrej walki z korupcją. Sensacją była więc ujawniona w grudniu 2000 r. przez parę Marszałek–Kittel gigantyczna korupcja w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim. Po latach okazało się, że żadnej afery nie było, Kempski był niewinny. „Rzeczpospolita” i autorzy tekstów musieli w wyniku wyroku sądu przeprosić negatywnych bohaterów artykułu. Nie zmienia to faktu, że Kempski do działalności publicznej już nie wrócił. Marszałek i Kittel za teksty o nieistniejących aferach w MON i Śląskim Urzędzie Wojewódzkim, otrzymali prestiżowe nagrody, zostali m.in. laureatami tytułu „Dziennikarz Roku” miesięcznika „Press”.

Autorytet „wali z bańki”

Kittel stał się autorytetem polskiego dziennikarstwa śledczego. W 2007 r. napisał tekst, w którym krytykował politykę nowego kierownictwa „Rzeczpospolitej”: „Zawsze staraliśmy się pozostawać wierni ideałom dziennikarstwa z najwyższej półki: dokładnego sprawdzania, ale walenia z bańki w słusznej sprawie. Robiliśmy to w poczuciu obrony praw najsłabszych: zwykłych ludzi, naszych czytelników. W to wierzyliśmy, nie w cytowalność, nie w dochody z reklam, nie nakład”.

„Walenia z bańki” doświadczył wiceminister zdrowia w rządzie Donalda Tuska – Krzysztof Grzegorek. W czerwcu 2008 r. Superwizjer TVN wyemitował program autorstwa Bertholda Kittela i Jarosława Jabrzyka. Wynikało z niego, że Grzegorek w czasie, gdy był dyrektorem szpitala w Skarżysku Kamiennej, przyjął od firmy Johnson&Johnson łapówkę w wysokości 10 tys. zł. Wiceminister stracił stanowisko. Nigdy nie przyznał się do winy. Sąd pierwszej instancji wydał wyrok skazujący. Jest on jednak nieprawomocny, a w sprawie jest wiele niejasności. Główny świadek oskarżenia Andrzej G. podczas procesu zmieniał zeznania kilkakrotnie. Raz twierdził, że były wiceminister wziął łapówkę, innym razem utrzymywał, że do zeznań obciążających Grzegorka zmusili go prokuratorzy i... dziennikarze TVN. Podczas ostatniej rozprawy ze łzami w oczach przepraszał byłego wiceministra za wyrządzoną mu krzywdę. Wszystko wskazuje więc na to, że sprawa będzie miała swój dalszy ciąg. Nie można wykluczyć, że sąd drugiej instancji uchyli pierwszy wyrok. Prawdę poznamy za kilka lat. Grzegorek do polityki raczej już nie wróci...

Gabriel Janowski – z tata wariata

W inny niż w przypadku Kerna czy Grzegorka sposób wyeliminowano z życia politycznego ministra rolnictwa w dwóch rządach III Rzeczypospolitej.

62-letni obecnie Gabriel Janowski to działacz opozycji w PRL, potem minister rolnictwa, poseł. W swoich wystąpieniach publicznych sprzeciwiał się prywatyzacji sektora bankowego, energetycznego oraz PZU, występował m.in. na rzecz wzmocnienia własności państwowej w branży cukrowniczej. Jego zachowania, takie jak wielogodzinna okupacja mównicy sejmowej, śmiało można określić jako niekonwencjonalne bądź ekscentryczne. Można też nie akceptować poglądów byłego ministra. Mimo to media – zamiast merytorycznej polemiki – uczyniły z Gabriela Janowskiego osobnika niespełna rozumu.

Z pewnością przyczyniła się do tego dziwna sytuacja z 16 stycznia 2000 r. W dniu, w którym miała się odbyć debata nad odwołaniem ministra skarbu Emila Wąsacza, poseł Janowski zachował się, delikatnie mówiąc, „ekscentrycznie”. W zachowanych z tego czasu nagraniach widać, jak na korytarzach sejmowych, podtrzymywany prawdopodobnie przez współpracowników, Janowski „tańczy” czy też całuje po rękach zaskoczonych tym mężczyzn, wydając z siebie jakieś niezrozumiałe okrzyki. Jak sam wspominał w kwietniu br. w TVN 24: – Chciano mnie fizycznie wyeliminować z polityki. Dosypano mi narkotyków, które mogły mnie zabić. Byłem autorem wniosku o odwołanie ministra Wąsacza, który prywatyzował wszystko, co było pod ręką, na pniu i za bezcen. Dlatego chciano mnie fizycznie wyeliminować z polityki. Gdybym wsiadł wtedy do samochodu, byłoby po Janowskim.

Nagrania zrobiły swoje. W mediach Gabriel Janowski opinię wariata ma do dziś. Charakterystyczny był ton wywiadu Konrada Piaseckiego z RFM FM z Adamem Bielanem w ramach kampanii przed tegorocznymi wyborami do europarlamentu (Janowski kandydował z listy PiS). Redaktor zaczął: – Naprawdę pan chce, żeby Gabriel Janowski też poskakał w Brukseli? Bielan: – Panie redaktorze, mówimy o byłym ministrze rolnictwa, osobie kompetentnej, jeżeli chodzi o sprawy polskiej wsi... –... i skoczku też świetnym (Piasecki). – To zabawne jest – stwierdził dziennikarz. – Dlaczego? – spytał Bielan. – Człowiek, który skacze, krzyczy, okupuje mównicę sejmową, je flaki na mównicy, potem kandyduje do europarlamentu – ciekawy pomysł – zauważył Piasecki.

Czy w przypadku tego typu „wywiadu” można mówić o choćby pozorach zachowania obiektywizmu przez mainstream owego dziennikarza?Pytanie pozostaje retoryczne.

Przemysław Harczuk, Maciej Pawlak

 

Przeprosiny za kłamstwa

 

27 października na pierwszej stronie „Dziennika Gazety Prawnej” wydawca tej gazety przeprosił Piotra Woyciechowskiego i Tomasza Macierewicza. Stawiane wówczas „ludziom Antoniego Macierewicza” zarzuty podchwyciły ochoczo inne media. Teraz sąd uznał je za nieprawdziwe.

W 2008 r. wobec Piotra Woyciechowskiego i Tomasza Macierewicza ruszyła machina pomówień. Zbigniew Chlebowski, ówczesny szef klubu parlamentarnego PO, w programie Moniki Olejnik w Radiu Zet i w telewizji Polsat stwierdził, że Woyciechowski i Macierewicz jako członkowie zarządu spółki Naftor kradli publiczne pieniądze, nadużywali pełnionych funkcji oraz pochodzili z partyjnego nadania. We wrześniu br. Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził od Chlebowskiego na rzecz Piotra Wojciechowskiego i Tomasza Macierewicza po 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia i opublikowanie na własny koszt przeprosin w Radiu Zet oraz dwukrotnie w telewizji Polsat.

Teraz uznał też, że teksty autorstwa Tomasza Butkiewicza i Wojciecha Cieśli pt. „Naftowy milion dla ludzi Macierewicza”, „Afera. Wyłudzenia w spółce Naftor. Minister wstrzyma odprawy dla ludzi Macierewicza” oraz „Afera w Naftorze. Woyciechowski i Macierewicz wzięli też premię”, zawierają nieprawdziwe informacje i nakazał przeprosiny. Autorzy w swoich tekstach podkreślali m.in. związki rodzinne Tomasza Macierewicza z politykiem Antonim Macierewiczem (m.in. twórcą SKW, wiceministrem obrony narodowej) oraz fakt, że Piotr Woyciechowski zasiadał w komisji likwidacyjnej WSI.

Podczas przesłuchania przed Sądem Okręgowym w Warszawie Tomasz Butkiewicz ujawnił nazwisko jednego ze swoich informatorów – Andrzeja Madery, prokurenta spółki Naftor.

24 czerwca 2009 r. Butkiewicz zeznał: „Informacje czerpałem z różnych źródeł osobowych – rozmów z informatorami, z których nie wszystkich mogę ujawnić, gdyż zastrzegli sobie anonimowość. Informację czerpałem również z kwerendy prasowej, internetowej, rejestrów sądowych. Przed publikacją ostatniego z artykułów rozmawiałem z panem Maderą, który pełnił funkcję prokurenta. Dostałem od niego informację, iż w spółce Naftor przyznano dość wysokie odprawy niektórym osobom. (...) Pan Tomasz Macierewicz współpracował z panem Piotrem Woyciechowskim, który z kolei współpracował z panem Antonim Macierewiczem, poza tym między Antonim Macierewiczem a Tomaszem Macierewiczem jest stosunek rodzinny. Dlatego uznaliśmy, że Antoni Macierewicz jest powiązany z Tomaszem Macierewiczem. (...) Nikt wprost mi nie powiedział, że taka współpraca istniała. Ich powiązania uznaliśmy za logiczną konsekwencję związku rodzinnego i związku poprzez pana Woyciechowskiego. (…) była powtarzana w Sejmie obiegowa wiedza, że Nafta przypadła »ludziom Macierewicza«”.

Podczas przesłuchania Butkiewicz przyznał, że nigdy nie rozmawiał z jednym z bohaterów swojego teksu – Tomaszem Macierewiczem.

„Nie próbowałem się z nim kontaktować. Kiedyś może dzwoniłem ale bezskutecznie. Próbowałem kontaktować się tylko z panem Woyciechowskim, gdyż intensywnie funkcjonował w życiu politycznym” – zeznał Butkiewicz.

Tymczasem świadek Andrzej Madera, który według Butkiewicza miał być jednym z jego informatorów, zeznał przed sądem: „Nie udzielałem informacji, które posiadam, autorom artykułu. (…) W późniejszym okresie po opublikowaniu artykułów panowie Cieśla i Butkiewicz również ze mną nie rozmawiali”.

Także Wojciech Cieśla zeznał, że nie kontaktował się przed publikacją z Andrzejem Maderą. Stwierdził również, że: „Rok przed publikacją wiedziałem, że panowie odbywają egzotyczne podróże. Była to głośna sprawa w środowisku pracowników „Naftora”, bo te podróże były puste – nie przynosiły korzyści”.

W trakcie procesu okazało się, że Wojciech Cieśla nie znał oficjalnej korespondencji, która w tej sprawie trafiła z Naftoru do Tomasza Butkiewicza. Okazało się również, że podróże były oficjalnie udokumentowane korespondencją z MSZ i stronami zapraszającymi, czyli zagranicznymi konsorcjami.

Przełożoną Cieśli i Butkiewicza w „Dzienniku” w czasie publikacji artykułów była Anna Marszałek. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że 21 lutego 2006 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał prawomocny wyrok nakazujący Annie Marszałek i Bertoldowi Kittelowi opublikowanie na swój koszt oświadczenia przepraszającego Piotra Woyciechowskiego za insynuacje dotyczące jego osoby zawarte w artykule zatytułowanym „Fundusz Przyjaciół” opublikowanym w dzienniku „Rzeczpospolita” 30 marca 2001 r. Jednak oświadczenie to zostało opublikowane przez dziennikarzy na pierwszej stronie dziennika „Rzeczpospolita” dopiero 4 maja 2007 r. na skutek wszczęcia egzekucji przez Piotra Woyciechowskiego przeciwko Annie Marszałek i Bertoldowi Kittelowi.

Aktualnie Wojciech Cieśla pracuje w tygodniku „Wprost”. Tomasz Butkiewicz nie wykonuje już zawodu dziennikarza. Od listopada 2009 r. jest wiceprezesem agencji PR „High Profile Strategic Advisors”.

„High Profile Strategic Advisors to spółka utworzona przez byłych dziennikarzy śledczych z wieloletnim doświadczeniem w największych i najbardziej prestiżowych polskich mediach, której celem jest doradztwo strategiczne, a także zarządzanie wizerunkiem klienta w sposób sprzyjający jego działalności biznesowej, społecznej lub politycznej” – czytamy na stronie internetowej firmy Tomasza Butkiewicza.

MP

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka