5 obserwujących
27 notek
25k odsłon
  789   0

Atomowe onuce

Czyli, kto nakłonił Rzeszę Niemiecką do popełnienia w 2022 roku samobójstwa energetycznego?
Czy wiecie, że już w bieżącym roku miała zostać zlikwidowana energetyka jądrowa w Niemczech?


Od kilku lat bronią używaną w walce politycznej jest wzajemne oskarżanie się o agenturę. Bardzo dobrze zastępuje to merytoryczne argumenty, bo wzbudza silne emocje i wyłącza myślenie. Wystarczy udzielić wywiadu rosyjskiej telewizji lub mieć znajomego ruskiego, by pojawić się w kręgu podejrzeń. Jeżeli jakkolwiek miałoby to mieć coś wspólnego z prawdziwymi działaniami KGB lub GRU, to należałoby to zaliczyć do siania dezinformacji. Stawiam tezę, że prawdziwe działania rosyjskiego wywiadu objęte są tajemnicą i dotyczą wielu strategicznych projektów o międzynarodowym znaczeniu.

Wywiad radziecki i rosyjski doskonale opanował sztukę pozyskiwania współpracowników w tych obszarach, w których dzieją się ważne rzeczy i podejmowane są kluczowe decyzje. Ważne rzeczy odbywają się w tajemnicy i bez świadków. Wobec tego internetowe „ruskie onuce” zapewnie nie mają nic wspólnego z prawdziwymi działaniami wywiadu naszego sąsiada. Jeżeli nie jest jasne, o czym mówię to proponuje poznać historię operacji TRUST. Projektu, który do tego stopnia sparaliżował czujność wywiadu drugiej Rzeczypospolitej, że atak ze wchodu w 1939 roku okazał się dla decydentów zaskoczeniem.

Sądzę, że największym problemem, w który angażuje się wywiad rosyjski to surowce energetyczne i wpływy z nim związane. Przedstawię wam teraz teorię spiskową, w którą uwierzycie lub nie. Mam nadzieję że podążanie za moją narracją sprawi wam przyjemność i poznacie ciekawe fakty.

Energia jądrowa to temat, który od początku istnienia był w zainteresowaniu służb specjalnych całego świata. Związek Radziecki, w chwili tworzenia się broni atomowej zadbał o to, by trzymać rękę na pulsie. Służby Stalina miały w otoczeniu prezydenta Franklina Delano Roosevelta, całą siatkę agentów. Henrego A. Wallaca, Harryego L. Hopkinsa - doradcę ds. polityki wobec Sowietów, Elmera Daviesa - dyrektora Biura Informacji Wojskowej, Rubena Markhama - szefa Sekcji Europejskiej Biura Informacji Wojskowej. I innych - jak to się piszę w napisach końcowych filmu. Dość powiedzieć, że jedna z tajemnic, która powinna być najbardziej strzeżona – tajemnica konstrukcji bomby atomowej, za sprawą fizyków Klausa Fuchsa i Theodora Halla oraz koordynującego projekt wywiadowczy małżeństwa Rosenbergów bardzo szybko trafiła w ręce Rosjan.
Pokonane w drugiej wojnie światowej, ale szybko odbudowujące się Niemcy już w latach 60-tych rozpoczęły pozyskiwanie energii z atomu. Monopol na tę technologię uzyskał Siemens pracujący pod czujnym nadzorem General Electric. W tym samym czasie inżynierowie sowieccy wybudowali demokratycznym Niemcom elektrownie w Rheinsbergu. Często wspomina się o wyścigu zbrojeń włączając w to broń nuklearną, jednak był jeszcze jeden wyścig atomowy pomiędzy NRD a RFN. W naszym kraju nie udało się wybudować ani jednej elektrowni atomowej, tymczasem pięćdziesiąt lat temu, w latach siedemdziesiątych elektrownie takie powstawały średnio co dwa lata. W tym wyścigu wygrywała oczywiście Republika Federalna Niemiec. W ciągu dekady wybudowano sześć elektrowni dających ponad 5200 MW energii. DDR-owska konkurencja pozostała daleko w tyle generując ojczyźnie szwargocących robotników jedynie 1600 MW prądu. Jak wiadomo przegrywająca drużyna jest skłonna do faulowania i tak było i tym razem.

Wyhl - tam się zaczęło. To niewielka wieś na południu Niemiec przy granicy z Francją. Miejsce wybuchu pierwszego konfliktu o budowę elektrowni jądrowej. Na początku, jak to w podobnych przypadkach bywa, kilku chłopów kwestionowało wysokość rekompensat za wywłaszczaną ziemię lub utratę wartości gruntu. Tam to również po raz pierwszy podniesiono argumenty o wyjątkowości tamtejszej flory i fauny, która mogła zostać bezpowrotnie utracona. Kiedy w 1975 roku rozpoczęto inwestycję, z całych Niemiec zjechało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi, by wesprzeć blokujących plac budowy autochtonów. Rząd się ugiął i mieszkańcy odnieśli pyrrusowe zwycięstwo. To znaczy nadal pozostali wioską, bez szans na rozwój, za to z rezerwatem przyrody. Pozostaje pytanie skąd się wzięło blisko 30 000 osób, by protestować przeciwko budowie elektrowni i dlaczego tak im na tym zależało? Może właśnie dlatego, by wyrównać szansę w wyścigu energetycznym ze wschodnią częścią Niemiec? Historia pokazuje, że wielkie protesty, to dość kosztowna imprezy i muszą mieć swoich sponsorów. W tamtym czasie była potężna siła, której zależało na spowolnieniu rozwoju zachodu w wyścigu z blokiem wschodnim.
Jednym z narzędzi walki były tak zwane ”ruchy pokojowe”. Wysoki oficer GRU Stanisław Lunew podał kwotę miliarda dolarów wydaną na wspieranie protestów antywojennych. Zaniepokoił również opinie publiczną relacjami o atomowych bombach walizkowych rozlokowanych w różnych miejscach na terytorium Europy Zachodniej. Urządzeń tych nie znaleziono, ale niepokój został zasiany. Ludew wspomniał również, że wielkim sukcesem służb było stworzenie takich agentów, którzy nie byli ukryci w cieniu, ale mieli status otwartych i przyjaznych ludzi. Taki kumpel - gwiazda, mógł spokojnie zebrać 30 000 osób, by ratować ludzi przed hipotetyczną groźbą skażenia terenu lub wykradzenia z elektrowni materiałów mających służyć jako brudna bomba, przy okazji ratując występujący endemicznie na terenie budowy jakiś gatunek kornika.

W 1967 roku wśród organizujących protesty przeciwko różnym sprawom działaczy niemieckich ruchów studenckich pojawił się zgłębiający nauki Marksa, Hegla i Mao młody człowiek. Już rok później został członkiem Walki Rewolucyjnej (Revolutionärer Kampf ) w której działał, aż do 1975. Potem wydoroślał i został ministrem środowiska i energetyki landu Hesja z ramienia partii Zielonych. Nie będę was dłużej trzymał w napięciu i wyjawię, że ta postać to Joschka Fischer. Ponieważ był miłym gościem chodzącym z wytartych tenisówkach otrzymał od Gazety Wyborczej tytuł „Człowieka Roku 2002”. W tym czasie sprawował urząd wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych w rządzie czerwono-zielonej koalicji (SPD - Związek 90/Zieloni) pod przewodnictwem Gerharda Schrödera. Tego Gerharda, który w ostatnich tygodniach urzędowania w 2005 roku podpisał z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnego i objął stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream. Kontynuując karierę biznesową w 2017 roku został szefem rady dyrektorów Rosnieftu. Naprawdę, trudno się dziwić, że w takich warunkach energetyka jądrowa naszego zachodniego sąsiada była bez szans. Czy było to związane z działaniem agentury rosyjskiej – trudno powiedzieć, ale na pewno nie da się nie zauważyć wpływu rosyjskiego biznesu. Bo jak to się mówi: osioł obładowany złotem przejdzie przez każda bramę.

Niemieckie społeczeństwo stresowane przez Zielonych, bardzo nerwowo zareagowało na katastrofę w Czarnobylu (1986). Mimo, że nie było poważnego zagrożenia radiacyjnego dla odległych od miejsca katastrofy landów zachodnio-niemieckich, niszczono plony, „odkażano” przekraczające granicę samochody. Kilka dni później (!) w miejscowości Hamm-Uentrop doszło do niewielkiego wycieku z reaktora THTR-300, a na miejscu projektowanego zakładu utylizacji odpadów w Wackersdorf doszło do zamieszek. (Powstał o tym nawet film)
Tak oto przypieczętowano los niemieckiej energetyki atomowej. W 1990 roku rozpoczęto wyłączanie reaktorów w byłym DDR, mimo, że już wtedy wiedziano, że wypadek w Czarnobylu był wynikiem bałaganu i błędów w eksploatacji, a nie projektu. 1 listopada 1998 roku uruchomiono 440MW reaktor w elektrowni Greifswald - 5 (KGR 5), a 24 listopada tegoż roku przestał działać. Nie pomogła nawet pani doktor fizyki chemicznej, która w 2005 roku została kanclerzem Niemiec. Gdy Angela Merkel zaproponowała, żeby przedłużyć działanie reaktorów atomowych o 60 lat, przez Berlin przeszło 50 000 osób wspartych oddziałem kilkuset traktorów robiących pewnie za T-34. Być może dałoby się jeszcze coś uratować, jednak katastrofa w Fukushimie, która mało miała wspólnego z problemem jądrowym, a dużo z niefrasobliwością inżynierów budowlanych, stała się pretekstem do stworzenia 45 kilometrowego łańcucha zestresowanych. Demonstrowano w kilkuset miastach. Zbadano, że 80 procent potencjalnych wyborców jest przeciwko kontynuowani pozyskiwaniu prądu elektrycznego z atomu. Skutkiem tego, w ostatnich latach wycięto przy polskiej granicy hektary lasów, by pozyskiwać odkrywkowo ekologiczny (bo naturalny) węgiel brunatny i uruchamiać nieczynne elektrownie węglowe.

Tymczasem Francja planuje wybudować w ciągu najbliższych piętnastu lat sześć dodatkowych reaktorów jądrowych. Słowem kluczowym jest tu „planuje” bowiem spółka Areva. odpowiedzialna za budowę reaktorów od wielu lat borykała się z problemami finansowymi wynikającym z niegospodarności i złego zarządzania. W 2016 EDF czyli dostawca energii i operator elektrowni przejął całość operacji związanych z budową i inwestycjami w ten sektor. Czas pokarze czy uda się osiągnąć planowany bilans energetyczny 50% źródeł odnawialnych przy 50% energii atomowej.

A jak to ma się w Polsce? Dobrze! Wydano na ten cel już pół miliarda złotych. Ale, co to jest wobec kontraktu Jamalskiego, który gwarantował stronie rosyjskiej najkorzystniejszą cenę za gaz w znanym wszechświecie. Konieczność odbierania i płacenia za surowiec nawet w przypadku braku zapotrzebowania i brak możliwości odsprzedania nadwyżek. Waldemar Pawlak nie ma sobie nic do zarzucenia. Gerhard Schröder pewnie też.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka