4 obserwujących
20 notek
13k odsłon
377 odsłon

Atomowe onuce

Wykop Skomentuj7

Czyli, kto nakłonił Rzeszę Niemiecką do popełnienia w 2022 roku samobójstwa energetycznego?
Czy wiecie, że już w bieżącym roku miała zostać zlikwidowana energetyka jądrowa w Niemczech?


Od kilku lat bronią używaną w walce politycznej jest wzajemne oskarżanie się o agenturę. Bardzo dobrze zastępuje to merytoryczne argumenty, bo wzbudza silne emocje i wyłącza myślenie. Wystarczy udzielić wywiadu rosyjskiej telewizji lub mieć znajomego ruskiego, by pojawić się w kręgu podejrzeń. Jeżeli jakkolwiek miałoby to mieć coś wspólnego z prawdziwymi działaniami KGB lub GRU, to należałoby to zaliczyć do siania dezinformacji. Stawiam tezę, że prawdziwe działania rosyjskiego wywiadu objęte są tajemnicą i dotyczą wielu strategicznych projektów o międzynarodowym znaczeniu.

Wywiad radziecki i rosyjski doskonale opanował sztukę pozyskiwania współpracowników w tych obszarach, w których dzieją się ważne rzeczy i podejmowane są kluczowe decyzje. Ważne rzeczy odbywają się w tajemnicy i bez świadków. Wobec tego internetowe „ruskie onuce” zapewnie nie mają nic wspólnego z prawdziwymi działaniami wywiadu naszego sąsiada. Jeżeli nie jest jasne, o czym mówię to proponuje poznać historię operacji TRUST. Projektu, który do tego stopnia sparaliżował czujność wywiadu drugiej Rzeczypospolitej, że atak ze wchodu w 1939 roku okazał się dla decydentów zaskoczeniem.

Sądzę, że największym problemem, w który angażuje się wywiad rosyjski to surowce energetyczne i wpływy z nim związane. Przedstawię wam teraz teorię spiskową, w którą uwierzycie lub nie. Mam nadzieję że podążanie za moją narracją sprawi wam przyjemność i poznacie ciekawe fakty.

Energia jądrowa to temat, który od początku istnienia był w zainteresowaniu służb specjalnych całego świata. Związek Radziecki, w chwili tworzenia się broni atomowej zadbał o to, by trzymać rękę na pulsie. Służby Stalina miały w otoczeniu prezydenta Franklina Delano Roosevelta, całą siatkę agentów. Henrego A. Wallaca, Harryego L. Hopkinsa - doradcę ds. polityki wobec Sowietów, Elmera Daviesa - dyrektora Biura Informacji Wojskowej, Rubena Markhama - szefa Sekcji Europejskiej Biura Informacji Wojskowej. I innych - jak to się piszę w napisach końcowych filmu. Dość powiedzieć, że jedna z tajemnic, która powinna być najbardziej strzeżona – tajemnica konstrukcji bomby atomowej, za sprawą fizyków Klausa Fuchsa i Theodora Halla oraz koordynującego projekt wywiadowczy małżeństwa Rosenbergów bardzo szybko trafiła w ręce Rosjan.
Pokonane w drugiej wojnie światowej, ale szybko odbudowujące się Niemcy już w latach 60-tych rozpoczęły pozyskiwanie energii z atomu. Monopol na tę technologię uzyskał Siemens pracujący pod czujnym nadzorem General Electric. W tym samym czasie inżynierowie sowieccy wybudowali demokratycznym Niemcom elektrownie w Rheinsbergu. Często wspomina się o wyścigu zbrojeń włączając w to broń nuklearną, jednak był jeszcze jeden wyścig atomowy pomiędzy NRD a RFN. W naszym kraju nie udało się wybudować ani jednej elektrowni atomowej, tymczasem pięćdziesiąt lat temu, w latach siedemdziesiątych elektrownie takie powstawały średnio co dwa lata. W tym wyścigu wygrywała oczywiście Republika Federalna Niemiec. W ciągu dekady wybudowano sześć elektrowni dających ponad 5200 MW energii. DDR-owska konkurencja pozostała daleko w tyle generując ojczyźnie szwargocących robotników jedynie 1600 MW prądu. Jak wiadomo przegrywająca drużyna jest skłonna do faulowania i tak było i tym razem.

Wyhl - tam się zaczęło. To niewielka wieś na południu Niemiec przy granicy z Francją. Miejsce wybuchu pierwszego konfliktu o budowę elektrowni jądrowej. Na początku, jak to w podobnych przypadkach bywa, kilku chłopów kwestionowało wysokość rekompensat za wywłaszczaną ziemię lub utratę wartości gruntu. Tam to również po raz pierwszy podniesiono argumenty o wyjątkowości tamtejszej flory i fauny, która mogła zostać bezpowrotnie utracona. Kiedy w 1975 roku rozpoczęto inwestycję, z całych Niemiec zjechało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi, by wesprzeć blokujących plac budowy autochtonów. Rząd się ugiął i mieszkańcy odnieśli pyrrusowe zwycięstwo. To znaczy nadal pozostali wioską, bez szans na rozwój, za to z rezerwatem przyrody. Pozostaje pytanie skąd się wzięło blisko 30 000 osób, by protestować przeciwko budowie elektrowni i dlaczego tak im na tym zależało? Może właśnie dlatego, by wyrównać szansę w wyścigu energetycznym ze wschodnią częścią Niemiec? Historia pokazuje, że wielkie protesty, to dość kosztowna imprezy i muszą mieć swoich sponsorów. W tamtym czasie była potężna siła, której zależało na spowolnieniu rozwoju zachodu w wyścigu z blokiem wschodnim.
Jednym z narzędzi walki były tak zwane ”ruchy pokojowe”. Wysoki oficer GRU Stanisław Lunew podał kwotę miliarda dolarów wydaną na wspieranie protestów antywojennych. Zaniepokoił również opinie publiczną relacjami o atomowych bombach walizkowych rozlokowanych w różnych miejscach na terytorium Europy Zachodniej. Urządzeń tych nie znaleziono, ale niepokój został zasiany. Ludew wspomniał również, że wielkim sukcesem służb było stworzenie takich agentów, którzy nie byli ukryci w cieniu, ale mieli status otwartych i przyjaznych ludzi. Taki kumpel - gwiazda, mógł spokojnie zebrać 30 000 osób, by ratować ludzi przed hipotetyczną groźbą skażenia terenu lub wykradzenia z elektrowni materiałów mających służyć jako brudna bomba, przy okazji ratując występujący endemicznie na terenie budowy jakiś gatunek kornika.

W 1967 roku wśród organizujących protesty przeciwko różnym sprawom działaczy niemieckich ruchów studenckich pojawił się zgłębiający nauki Marksa, Hegla i Mao młody człowiek. Już rok później został członkiem Walki Rewolucyjnej (Revolutionärer Kampf ) w której działał, aż do 1975. Potem wydoroślał i został ministrem środowiska i energetyki landu Hesja z ramienia partii Zielonych. Nie będę was dłużej trzymał w napięciu i wyjawię, że ta postać to Joschka Fischer. Ponieważ był miłym gościem chodzącym z wytartych tenisówkach otrzymał od Gazety Wyborczej tytuł „Człowieka Roku 2002”. W tym czasie sprawował urząd wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych w rządzie czerwono-zielonej koalicji (SPD - Związek 90/Zieloni) pod przewodnictwem Gerharda Schrödera. Tego Gerharda, który w ostatnich tygodniach urzędowania w 2005 roku podpisał z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnego i objął stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream. Kontynuując karierę biznesową w 2017 roku został szefem rady dyrektorów Rosnieftu. Naprawdę, trudno się dziwić, że w takich warunkach energetyka jądrowa naszego zachodniego sąsiada była bez szans. Czy było to związane z działaniem agentury rosyjskiej – trudno powiedzieć, ale na pewno nie da się nie zauważyć wpływu rosyjskiego biznesu. Bo jak to się mówi: osioł obładowany złotem przejdzie przez każda bramę.

Niemieckie społeczeństwo stresowane przez Zielonych, bardzo nerwowo zareagowało na katastrofę w Czarnobylu (1986). Mimo, że nie było poważnego zagrożenia radiacyjnego dla odległych od miejsca katastrofy landów zachodnio-niemieckich, niszczono plony, „odkażano” przekraczające granicę samochody. Kilka dni później (!) w miejscowości Hamm-Uentrop doszło do niewielkiego wycieku z reaktora THTR-300, a na miejscu projektowanego zakładu utylizacji odpadów w Wackersdorf doszło do zamieszek. (Powstał o tym nawet film)
Tak oto przypieczętowano los niemieckiej energetyki atomowej. W 1990 roku rozpoczęto wyłączanie reaktorów w byłym DDR, mimo, że już wtedy wiedziano, że wypadek w Czarnobylu był wynikiem bałaganu i błędów w eksploatacji, a nie projektu. 1 listopada 1998 roku uruchomiono 440MW reaktor w elektrowni Greifswald - 5 (KGR 5), a 24 listopada tegoż roku przestał działać. Nie pomogła nawet pani doktor fizyki chemicznej, która w 2005 roku została kanclerzem Niemiec. Gdy Angela Merkel zaproponowała, żeby przedłużyć działanie reaktorów atomowych o 60 lat, przez Berlin przeszło 50 000 osób wspartych oddziałem kilkuset traktorów robiących pewnie za T-34. Być może dałoby się jeszcze coś uratować, jednak katastrofa w Fukushimie, która mało miała wspólnego z problemem jądrowym, a dużo z niefrasobliwością inżynierów budowlanych, stała się pretekstem do stworzenia 45 kilometrowego łańcucha zestresowanych. Demonstrowano w kilkuset miastach. Zbadano, że 80 procent potencjalnych wyborców jest przeciwko kontynuowani pozyskiwaniu prądu elektrycznego z atomu. Skutkiem tego, w ostatnich latach wycięto przy polskiej granicy hektary lasów, by pozyskiwać odkrywkowo ekologiczny (bo naturalny) węgiel brunatny i uruchamiać nieczynne elektrownie węglowe.

Tymczasem Francja planuje wybudować w ciągu najbliższych piętnastu lat sześć dodatkowych reaktorów jądrowych. Słowem kluczowym jest tu „planuje” bowiem spółka Areva. odpowiedzialna za budowę reaktorów od wielu lat borykała się z problemami finansowymi wynikającym z niegospodarności i złego zarządzania. W 2016 EDF czyli dostawca energii i operator elektrowni przejął całość operacji związanych z budową i inwestycjami w ten sektor. Czas pokarze czy uda się osiągnąć planowany bilans energetyczny 50% źródeł odnawialnych przy 50% energii atomowej.

A jak to ma się w Polsce? Dobrze! Wydano na ten cel już pół miliarda złotych. Ale, co to jest wobec kontraktu Jamalskiego, który gwarantował stronie rosyjskiej najkorzystniejszą cenę za gaz w znanym wszechświecie. Konieczność odbierania i płacenia za surowiec nawet w przypadku braku zapotrzebowania i brak możliwości odsprzedania nadwyżek. Waldemar Pawlak nie ma sobie nic do zarzucenia. Gerhard Schröder pewnie też.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka