0 obserwujących
4 notki
3098 odsłon
  224   0

Między sacrum a profanum

Być może nie każdy o tym wie, ale „Rota”, pieśń hymniczna napisana przez Marię Konopnicką, nie tylko była przez pewien czas konkurentem dla „Mazurka Dąbrowskiego” by zostać hymnem narodowym, ale cały czas jest hymnem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Każda z czterech zwrotek kończy się słowami Tak nam dopomóż Bóg! Nie oznacza to, że mamy do czynienia z pieśnią religijną, choć trzeba pamiętać, w jakich warunkach „Rota” powstawała: silnych prześladowań Polaków w zaborach (zwłaszcza pruskim), gdy jednym z najsilniejszych czynników wzmacniających tożsamość narodową Polaków, pozwalającym oprzeć się m.in. germanizacji, była właśnie wyznawana religia: katolicyzm. Polskie Stronnictwo Ludowe jest jedyną partią, która w ten sposób, oficjalny wręcz, przyznaje się do chrześcijańskich korzeni. To oczywiste; PSL jako partia od początku istnienia skupiona na elektoracie wiejskim, nie mogła tego aspektu (czyli religii) pomijać i nie pomija, co obecnie jest często widoczne przy różnego rodzaju uroczystościach związanych ze świętami kościelnymi lub rocznicami ważnymi dla Ludowców, które często obchodzone są właśnie w kościołach, z udziałem duchownych. PSL nie jest partią nietolerancyjną - w jej szeregach znaleźć można ateistów, agnostyków i innowierców, jak niżej podpisany. Należy jednak w takiej sytuacji godzić się z tym, że mając konserwatywne poglądy i wstępując do konserwatywnej partii, nie uniknie się ani wizyt w kościele ani Boga w „Rocie” śpiewanej przy każdym ważniejszym spotkaniu tej formacji.

Dlaczego taki przydługi wstęp ? Ponieważ Polskie Stronnictwo Ludowe, jako partia o korzeniach wiejskich, dbająca o ludzi wsi, którzy to ludzie są w zdecydowanej większości ludźmi wierzącymi, partia, która chce być nowoczesną chadecją, ma bardzo poważną rolę do odegrania. Rolę mediatora pomiędzy skrajną prawicą, reprezentowaną przez obóz Zjednoczonej Prawicy, Konfederację, a także księży i zakonników silnie wspierających PiS z jednej strony, a antyklerykalną dążącą do tzw. świeckiego państwa Lewicą. Postulaty obu tych sił czasami wprowadzają ludzi o umiarkowanych poglądach w zdumienie, ale o ile twierdzenia Lewicy są wciąż tylko postulatami (bo Lewica nie rządzi) i z tego powodu póki co nie ma szans na ich wprowadzenie w życie, o tyle Prawo i Sprawiedliwość bez problemu wprowadza w życie swoje plany, ze względu na dosyć stabilną większość sejmową i przyzwolenie własnego elektoratu. Własnego, ponieważ PiS nie raz udowodnił, że nie interesuje go zdanie elektoratu opozycji, traktowanego jako tzw. gorszy sort, no chyba że jak w przypadku Czarnych protestów kobiet, przestraszy się skali przedsięwzięcia, nie uważam jednak by w najbliższym czasie miało się wydarzyć cokolwiek co wyprowadziłoby ludzi tak tłumnie na ulice.

Zacznijmy od postulatów Lewicy, programu tzw. świeckiego państwa. Nazwa myląca już w samym założeniu, ponieważ sugeruje, że w świeckim państwie nie żyjemy, jak twierdzą działacze lewicowych ugrupowań. Polska nie posiada wpisanej do Konstytucji religii państwowej, jak ma to miejsce w Grecji, gdzie religią państwową jest Kościół Prawosławny. Nie jesteśmy teokracją na wzór Iranu, gdzie każdy obywatel ma do wyboru pięć religii i musi mieć jedną z nich wpisaną w dowód osobisty. Nie, u nas każdy może sobie wyznawać co chce, a założenie związku wyznaniowego nie jest specjalnie skomplikowane, zaś limit 100 wymaganych notarialnie podpisów to dobre zabezpieczenie przed powstawaniem związków wyznaniowych efemeryd, legalnych sekt czy religii – parodii.

Według Spisu Powszechnego z 2011 roku katolicy to niemal 34 miliony osób co daje wynik ponad 87% społeczeństwa. Trzeba tu wyraźnie podkreślić: mówimy o deklaracjach w Spisie Powszechnym, nie o liczbie ochrzczonych według ISKK. To że w wyniku ujawnionych afer pedofilskich w polskim Kościele, wzmocnionego sojuszu „tronu z ołtarzem” (co nie wszyscy przyjęli negatywnie!) i zachowania niektórych księży (luksusy i bogactwo nijak się mające do apeli Franciszka o życiu w ubóstwie) atmosfera wokół Kościoła w Polsce się zmieniła, zaś duża grupa młodych ludzi deklaruje poglądy lewicowe, wręcz antyklerykalne, to fakt. Nie mamy jeszcze wyników za wciąż trwający aktualny Spis Powszechny, będę jednak pod ogromnym wrażeniem, jeśli liczba katolików w najnowszym Spisie spadnie poniżej 85%. Dlaczego? Ponieważ nie da się zmienić światopoglądu ludzi, bardzo dużej grupy ludzi, w ciągu dekady. Liczba katolików czy ogólnie chrześcijan, będzie pewnie mniejsza o kilka, może nawet kilkanaście tysięcy osób, jednak w skali całego kraju wciąż jest to ułamek procenta. Można więc zadać pytanie: do kogo Lewica kieruje swój program ? A dokładniej: który postulat ? Wypowiedzenia konkordatu ? Tak naprawdę nie ma on specjalnego wpływu na życie zwykłych obywateli bez względu na to czy są katolikami czy nie. Jedynym momentem kiedy owa umowa ma znaczenie jest...ślub. Ślub konkordatowy. Jak wiadomo jest on automatycznie uznawany przez państwo. W czasach ustroju słusznie minionego trzeba było najpierw wziąć formalny ślub cywilny w urzędzie, by potem, zazwyczaj tego samego dnia, biegać do kościoła by wziąć ślub kościelny. W 2016 roku (nie znalazłem nowszych danych, ale też nie jest to zbyt odległy czas) zawarto 136 000 małżeństw tj. 63% wszystkich w danym roku zawartych. Konkordat ułatwia więc życie około 136 000 par. Brak konieczności zawierania dwóch ślubów to oszczędność czasu, a co za tym idzie: pieniędzy.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka