"A jednak gdy wyobrażę sobie warszawskiego inteligenta z roku, dajmy na to, 1965 - i pomyślę, jak idzie do kina na film "Faraon" czy "Popioły", do teatru na "Tango" Mrożka, w telewizji ogląda "Wojnę domową", a w księgarni kupuje świeżutką "Cyberiadę" Lema (wymieniłem tu same premiery z jednego roku), to napada mnie wywrotowa myśl, że chętnie bym mu podarował wagon pomarańczy w zamian za trochę takiego życia kulturalnego. Przecież jeden rok z dorobku kina PRL jest wart tyle, ile cała filmowa produkcja III RP."
aż szkoda Orlińskiego komentować.
i nawet milion "fajnych" rzeczy z zasranego PRL-u nie zrównoważy tego całego syfu, w którym trzeba było żyć.
Operacja "nadawanie PRL-owi ludzkiej twarzy" trwa!




Komentarze
Pokaż komentarze (6)