Trzeba powiedziec, ze podobienstwa miedzy "GazWyb" a "Koszernikiem Powszechnym" ida coraz dalej. Ideologia - wiadomo: przeciw lustracji, przeciw dekomunizacji, bp. Życiński co chwila i wycieranie sobie gęby JPII. Ale teraz doszedl jeszcze warsztat dziennikarski: Michnik czekal pól roku z opublikowaniem rozmowy z Rywinem, bo "prowadzil śledztwo dziennikarskie". "TP" publikuje rozmowę z ks. Malińskim póltora roku po jej przeprowadzeniu, bo wtedy jakoby cofnięta zostala zgoda na druk.
Jak na środowisko broniące M. Czajkowskiego do ostatniego śmierdzącego oddechu, zaskakujące jest, że Malińskiego wywalono na podstawie "poglosek". Moim zdaniem, ktoś po prostu wie o calej sprawie więcej niż mówi.
Trudno nie zauważyć, że moment wypuszczenia tekstu zostal wybrany perfekcyjnie. Wszyscy ekscytowali się ilością stolków, które zdobędzie "koalicjant uniwersalny" - kto by mial glowę do wynurzeń jakiegoś księdza? A szkoda, bo rzecz jest kolejnym przyczynkiem do lustracji w kurii krakowskiej wg. bp. Dziwisza.
Na początek oczywiście standardowa inwokacja "Chcę powtórzyć, że – niezależnie od tego, co znajduje się w "teczce" – nigdy nie chciałem nikomu szkodzić, uczynić jakiejkolwiek krzywdy." Wszystko jasne: nikt z ujawnionych TW nie chcial, tak im jakoś wyszlo. Czajkowski też pewnie kapowal na księdza Popieluszkę, bo takie byly czasy.
Na ile rozumiem relacje księży inwigilowanych przez SB za komuny, standardową procedurą bylo zglaszanie każdej rozmowy ze szczególami przelożonemu zakonu lub biskupowi. Co mówil JPII ksiądz Maliński?
"Ja mówiłem Wojtyle tyle, że spotykam się, że rozmawiam."
Kiedy Karol Wojtyla zostal Janem Pawlem II, czy dzielny ksiądz Mieczyslaw uznal za stosowne podzielić się wiedzą z kard. Macharskim?
"Nie wiedział. Ograniczyłem się tylko do relacji składanych Wojtyle."
Tak po prostu. Następca już nie musi o niczym wiedzieć, bo na pewno poprzednik przekazal mu wszystkie informacje ze szczególami. I przewidzial, że MM będzie rozmawial dalej. Bo przecież
"Wtedy to kard. Wojtyła zaczął mi zlecać różne zadania". I wyjeżdżając do Watykanu zostawil mu samodzielność operacyjną.
Żenada.
"A kontaktów w sensie rozmów nie odmawiałem, bo nigdy nie odmawiam ludziom możliwości rozmowy ze mną. Jestem księdzem." - poruszające, prawda? Malo się nie poplakalem ze wzruszenia. Ale to jeszcze nie jest najlepsze. Zapytany o swój stosunek do esbeków, dzielny apostol prawdy Mieczyslaw mówi "W funkcjonariuszach SB widziałem ludzi zagubionych".
Dużo rzeczy można próbować zrozumieć. Czlowieka zlamanego szantażem - bo nikt z nas nie wie na pewno, jak zachowalby się w takiej sytuacji. Torturowanego - bo przy odpowiednio zmotywowanym oprawcy, każdy w końcu pęknie. Ale czlowiek, który opowiada z kamienną twarzą takie bzdury? Po "pobiciach przez nieznanych sprawców", "ścieżkach zdrowia" i innych pomyslach wladzy ludowej na przekonanie ludzi do socjalizmu - ten pajac z koloratką widzi w esbekach ludzi zagubionych? Potrzebujących pomocy?
Wiele lat temu Marian Hemar napisal o swoim bylym przyjacielu, prototypie Michnika A. Slonimskim "co za szmata pod pozorami literata". Chcialem do tego nawiazac, ale nie umialem znalezc rymu.
Zatkalo mnie.
Konrad Banachewicz




Komentarze
Pokaż komentarze (5)