Jak sobie patrzę na pomrukiwania z bocznego toru, na który odstawiona została pseudo-endecja spod znaku LPR, to się nadziwić nie mogę. Jakim cudem zbieranina złożona z orłów w rodzaju Chruszcza i Orzechowskiego, a dowodzona przez Koniogłowego, mogła cieszyć się poparciem 15% wyborców? Z drugiej strony, ponad cztery razy tyle ludzi popierało Aleksandra Filipińskiego przez większą część jego dekady...
Dzielny scenarzysta Mirosław O. podzielił los swoich kolegów spod sztandaru Ligi – uzyskawszy 1992 głosy, nie dostał się biedaczyna do Sejmu. Jeśli ktoś liczył, że to oszczędzi nam słuchania przemyśleń siwobrodego, to się bardzo mylił – kolejne notki na onetowym blogu pojawiają się z godną pozazdroszczenia regularnością. Też bym tak chciał – no, ale ja nie jestem politykiem i jako że muszę zarabiać na życie głową, a nie kłapaniem dziobem w mediach, to i czasu na blogowanie mam mniej.
Jak wiadomo, czasy się zmieniają, ekipy u władzy też – a techniki PR nie. Konkretnie, to jeśli polityk chce się przebić medialnie, musi poruszyć jeden z dyżurnych tematów: mniejszości (geje lub Żydzi to najpopularniejsze opcje), aborcja/kara śmierci i religia w szkole. Siwobrody scenarzysta wybrał odpowiedź numer trzy i wywnętrzył się na ten temat pod hasłem „Diabły zbiegły się do MEN”.
Na początek, poucza duchownych „Kościół ma obowiązek komentować życie Narodu i wytykać błędy” - a ponieważ wierchuszka nie wywiązuje się z tej misji, Siwobrody (jako katolik też jest Kościołem) postanawia ich wyręczyć. Otóż „”Rzeczpospolita” napisała, że wiceminister edukacji Krystyna Szumilas zapowiedziała, że resort nie będzie prowadził prac nad wprowadzeniem matury z religii, co miało nastąpić w 2010 roku.”. Jedna baba drugiej babie... I tak dalej – ale ta wiadomość z trzeciej ręki już wystarcza do wszczęcia rabanu, że następuje kolejna próba zamachu na religię w polskiej szkole. Przy okazji obrywa się też Legutce – przyboczny Koniogłowego po prostu nie może się dobrze wypowiedzieć o następcy swojego ukochanego Wodza.
„Diabły się cieszą, bo na zamierzenia obecnych władz MEN nie reaguje nikt” - kto nie z nami, ten z całą pewnością satanista, gej i komuch, a co najmniej liberał. Nie żebym negował istnienie Złego – jak wiadomo, najlepszy numer Szatana to przekonanie ludzi, że nie istnieje. Ale żeby zaraz wplatać taki temat w zagadnienie religii na maturze? Co właściwie reprezentuje ocena z takiego przedmiotu? Z teologii, etyki, filozofii – to jeszcze rozumiem. Ale z religii? Jak można wtłaczać w ramy szkolnej skali ocen coś, co z definicji nie może być do końca poznane rozumem? Czy takie kmioty nie rozumieją, że pchając na siłę katechezę do szkół, robią nauczaniu Kościoła niedźwiedzią przysługę?
Oj Banachewicz, stare toto a głupie... W łódzkiej filmówce takich rzeczy jak logika nie uczą – a podobnie jak jego ziom Chruszcz, pan Orzechowski postanowił wykroczyć poza wyuczony zawód. To nie kryzys, to rezultat. Uroczo scharakteryzował postawę takich ludzi (w komentarzach pod blogiem) niejaki ~wilk: Pan uważa,ze jak zdejmie portrety to komuny nie ma a jak powiesi krzyz to katolicyzm jest. Nic dodać, nic ująć – Bóg, Kościół i JP II na każdym kroku, a pod spodem ochrzczony homo sovieticus szczerzy dziurawe zęby.
„On nie tylko wyjdzie na ubita ziemię w walce z religią, ale jak sam zapowiedział, będzie finansował z kasy państwa zapłodnienia in vitro” - a ten fragment to mnie szczerze mówiąc rozbawił. Raz, że Tusk jest facetem bez kręgosłupa – pomysł, że otwarcie zadeklaruje się w jakimkolwiek sporze, jest równie realistyczny, jak wizja trzeźwego Kwaśniewskiego. Dwa, na miejscu Scenarzysty nie przyczepiałbym się do zapłodnienia in vitro, bo ludzie chcący płacić (becikowym) za rodzenie dzieci naprawdę nie powinni zabierać w takich kwestiach głosu. Już dość się zbłaźnili.
„A faktom proszę nie dyskutować” - kolejna językowa perła. Ja już naprawdę nie wiem: czy w tym całym pseudo-endeckim kabarecie nikt nie potrafi się poprawnie wysłowić w języku ojczystym?
Z której strony nie czytać onetowych wynurzeń Mirosława O., katastrofa jakaś po prostu – histeria, manipulacja, a do tego patos na każdym kroku. Może pan O. powinien wrócić do wyuczonego zawodu? „Księga Wielkich Życzeń” to był naprawdę fajny film – i wnosił więcej, niż wypociny z okresu politycznej kariery Scenarzysty.
Z upływem czasu, coraz bardziej cieszę się z porażki LPR – jeśli katolicyzm w Polsce ma takich orędowników i sojuszników, to doprawdy...
Jak to mówią: uchowaj mnie Panie od przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)