Konrad Banachewicz Konrad Banachewicz
14
BLOG

Premia za cierpliwość

Konrad Banachewicz Konrad Banachewicz Polityka Obserwuj notkę 0

Nie wiem jak szanowni Czytelnicy, ale ja miałem pewne nadzieje podczas wyborów parlamentarnych w 2005. Osobiście głosowałem wtedy na PiS, gros moich znajomych na PO – więc oczywiście było między nami nieco sporów. Ale w jednym sie na ogół zgadzaliśmy: jak już dojdzie do PO-PiS (przejście ze stadium prawie ugadanej koalicji do obrzucania się szlamem jeszcze nie mieściło się w głowie), to nastąpi rozliczenie rządów czerwonych. Rywingate, Orlen, PZU... Było w czym wybierać, ale nadzieja była jedna: wreszcie ktoś tej czerwonej hydrze skręci łeb – iprzypali truchłu szyję tak, żeby nic nie odrosło.

 

Wiadomo czyja matka jest nadzieja, ale jak sie okazalo – wystarczylo poczekac. W przeciwienstwie do PO (która dwa lata opozycji przetrwała w lepszym stanie, niż można było oczekiwać), SLD zaczął się sypać. Najpierw Józef “Olin” Oleksy, ktory po pijaku przejechał się po swoich kolegach nie przewidując, że wódczany kompan puści wszystko do mediów. Biedny Józuś... Z premierostwa go wysiudali oskarżeniami o biesiadowanie, potem był czołgany był przed sądem lustracyjnym – i już, już była obawa, że wstanie... Ale jednak nie. Wygląda na to, że nagranie popisów jego elokwencji było osikowym kołkiem tego zombie.

 

I jak dla mnie, to jest bardzo dobra wiadomość – wykręcił się ze znajomości z Ałganowem i kłamstwa lustracyjnego, aż w końcu załatwił się sam. I jak tu gościa nie lubić? Zwłaszcza za teksty w rodzaju „dużo czytam, ćwiczę umysł i będę, k@#$a jak brzytwa”...

 

Zasadniczo nie kopie się leżących, ale w tym konkretnym przypadku zrobię wyjątek od reguły. Pamiętacie Leszka Millera? Speca od identyfikacji prawdziwych mężczyzn? Ku mej radości, „żelazny premier” dołączył do grona postaci przyspieszających dziarski kłus SLD w ślepy zaułek. Najpierw pokłócił się z towarzyszami o miejsce na liście – uważał, zdaje się, że mimo afery Rywina należy mu się start z „jedynki”. Potem, przykleiwszy się do Samoobory, dostał w trakcie wyborów straszliwy łomot w swoim czerwonym mateczniku. A na deser postanowił założyć własną partię, w zamierzeniach – jedynie słuszny przetrwalnik lewicowych wartości (jeśli ktoś wie co to w ogóle jest za dziwny zwierz).

 

Jak dla mnie, Miller dał w ten sposób ostateczny dowód utraty kontaktu z rzeczywistością. Wolałbym oczywiście, żeby wylądował przed sądem za swoje premierowanie, ale skoro prokuratura uparcie zaprzecza istnieniu GTW – dobre i to. Taka autoizolacja daje szansę, że Miller podzieli los Kononowicza i Wrzodaka.

 

Spieprzaj, dziadu, na śmietnik historii – tam twoje miejsce. Styl zakończenia politycznej kariery najlepiej podsumowuje twoją osobę.

 

O filipińskiej chorobie Disco-Olka napisano całe szpalty, więc nie będę papugopwał. Przez dwie kadencje popierało tego pijus ze dwie trzecie elektoratu (pod koniec ponoć trochę mniej), a matka boska eseldowska uczyła lud pracujący miast i wsi „jak jeść beza”. Kontuzję goleni w Charkowie udało się zamieść pod dywan, podobnie jak wsiadanie do bagażnika na Białorusi i owijanie się we flagę w ONZ. Ale odezwa do psa Saby poszła niestety w Polskę – i nawet co ciężej myślący rodacy poczuli, że prezio przegiął. Ba, dotarła ta prawda do towarzyszy pod wodzą gładkolicego Wojciecha.  Podobnie jak z ML – rozmowa o aferze Orlenu w sądzie byłaby lepsza, ale lepszy strzał w jego własne nogi, niż ciąg dalszy „prezydenta wszystkich Polaków”.

 

Won, pijacka gębo, do twojego druha Millera. Ćwiczcie sobie swoją szorstką przyjaźń z daleka od kamer, splendorów – a przede wszystkim od publicznych pieniędzy.


I tak bez prawicowej prowokacji, przy dwuletniej bezczynności antykomunistycznego podobno PiS, postkomunistyczna lewica wykańcza się sama – do rytmu bredni wygłaszanych do kamery przez posłankę Senyszyn, specjalistkę od pejczy. Przy takiej prezencji i umyśle to faktycznie, w normalnym kraju wylądowałaby na stoisku z dziwolągami – a w Polsce siedzi w parlamencie, ale prawdziwa natura daje o sobie znać.

 

Jak nie patrzeć, samobójstwo czerwonych to dobra wiadomość na początek roku. Może to dopiero początek dobrych wieści?  Życzmy sobie tego!

table.lfmWidget20070724123544 td {margin:0 !important;padding:0 !important;border:0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmHead a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/header/chart/recenttracks_regular_red.png) no-repeat 0 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmEmbed object {float:left;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmConfig a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat 0px 0 !important;;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmView a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -85px 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmPopup a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -159px 0 !important;}

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka