Dedykuję uroczej Dominice ze Stanfordu, która ponoć czyta (i lubi!) moje teksty.
Jak człowiek trochę poogląda wiadomości i poczyta przekazy medialne, to można dojść do wniosku, że geje to jakaś banda dewiantów w ażurowych pończochach – pół na pół z kretynami typu Biedronia (który czuje nadchodzącą atmosferę pogromów) i Niemca (dla którego homosie przejęli rolę Żydów jako prześladowanej mniejszości). No kanał jakiś ogólnie. Zetknięcie z przedstawicielami tej mniejszości leczy ze stereotypów dość skutecznie – no, ale nie każdemu jest to dane. Mnóstwo ludzi bazuje na tym, co powiedzą „przekaziory”.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy wyłowiłem w informacyjnej sieczce ludzki głos – i to obcy mi podwójnie... Raz – facet jest gejem (to akurat mniejszy problem), dwa – jest czerwony (z SDPl: i tu już mnie trochę odrzuciło). Łukasz Pałucki, bo o nim mowa, udziela się na platformie bloggerskiej „dobrych czerwonych” i o dziwo, pisze tam zupełnie do rzeczy.
Temat gejowskich związków / małżeństw / partnerstw / czy jak tam to nazwać przesadnie kontrowersyjny właściwie nie jest... Z dokładnością do nazewnictwa, nikomu chyba nie przeszkadza sytuacja, gdy mamy dwóch facetów żyjących ze sobą i jeden może po drugim dziedziczyć jak rodzina lub odwiedzać chorego w szpitalu poza godzinami dla „zwykłych” gości. Ale adopcja dzieci? Uuuu... Najbardziej tolerancyjni z moich znajomych krzywią się na takie hasło – nie, bo nie. I to zaraz po tym, jak zdążą mnie objechać za nietolerancję bo, podpuszczając ich, krytykuję prawa dla związków homo. No co ja poradzę, że lubię ludzi prowokować jako advocatus diaboli...
W każdym razie, pan Łukasz bierze się z tematem za rogi od pierwszego akapitu: „w Polsce społeczny strach związany z adopcją dzieci przez homoseksualistów wynika z mrocznego przekonania, że gej to pedofil.” Brawa za odwagę i uczciwość w nazwaniu problemu. Nie wiem, czy ktoś prowadził badania na temat korelacji pedofilii z rozkładem płci wśród rodziców wychowujących dziecko – bo bez tego ciężko o czymkolwiek wyrokować. Lewica wrzeszczy o dyskryminacji, prawica – o zaburzeniu porządku naturalnego... A rzetelnych badań naukowych nikt nie robi, bo albo wie lepiej, albo boi się oskarżenia o dyskryminację.
Trzeba sobie powiedzieć jedno: ten problem nie zniknie jak będziemy na siebie wrzeszczeć.
„Jeden z moich kolegów żyje w związku z mężczyzną, ale ma czteroletniego syna ze swojego poprzedniego małżeństwa. Niedawno opowiadał mi jak dziwnie się czuje biorąc swojego własnego syna na kolana w towarzystwie dalszej rodziny.” – znowu, wyrazy uznania za napisanie „cyrk i paranoja w naszych własnych głowach” ... Skoro sami geje poddają się stereotypowi, to może nie są aż tak pewni, że jest on fałszywy? Kiedy mamy do czynienia z kryzysem tożsamości, to może najpierw wysprzątać zawartość własnej głowy a dopiero potem brać się za wstawianie czegoś do cudzej?
Jest oczywiście w tym tekście spora ilość standardowych narzekań na homofobiczną Polskę i siłę stereotypów, ale może to po prostu taka stylistyka – gdyby zwrot się nie pojawił, wierchuszka by tego tekstu nie puściła? Jak na standardy debaty na temat gejów w Polsce, ten tekst i tak jest jak łyk świeżego powietrza.
A potem jest akapit, który umiem skomentować tylko na modłę środowiska hip-hopu:
Panie Łukaszu Pałucki, szacun. Wielki szacun.
Pozwolę sobie przytoczyć w całości:
Polskie środowisko lgbt (czyli świadomych siebie i wyemancypowanych osób homo, bi i transgenderycznych) to jeszcze grupa głównie młodych i bardzo młodych dzieciaków. Wielu z nich zostało wyrzuconych z domu po ujawnieniu swojej orientacji seksualnej. Część sobie poradziła, ale wielu skończyło na ulicy. Homo-adopcja jest tu potrzebna ale w drugą stronę.Wysuwanie postulatu adopcji w tym czasie i w tej sytuacji uważam za ABSURD, który co najwyżej pomaga Robertowi Biedroniowi skupić na sobie uwagę mediów.
Nie wiem, jak to jest z tym kończeniem na ulicy i mam podejrzenia, że ktoś tu dramatyzuje – ale fakt jest faktem, że wielu ludziom bardzo ciężko się pogodzić z tym, że syn czy córka preferują własną płeć. Mówi nam się, że Kościół zaleca podejście z miłością i troską do homoseksualistów – ale ilu z nas umie to rzeczywiście zrobić, nie zbywając ich zachowania pogardliwymi hasłami „pedał” czy „lesba”? Nie żebym tu rzucał kamieniem jako bezgrzeszny, ale bądźmy szczerzy. Jako prawicowcy, jesteśmy zobowiązani pewnym zestawem zasad – a ich stosowanie trzeba zacząć od siebie.
A już zdanie o postulacie i absurdzie uważam za delikates – długie lata uważałem, że gejom dobrze zrobiłoby kopnięcie w cztery litery wszystkich pajacujących na łamach „GW” przywódców ruchu. Krzykacze porównujący się do prześladowanych w III Rzeszy Żydów i paradujący w ażurowych pończochach robią niedźwiedzią przysługę wszystkim facetom, którzy poza gustem nt. drugiej połowy są takimi samymi ludźmi jak ja. I patrzcie: wśród gejów też ktoś tak myśli!
Nie jest źle. Więcej: byłoby pięknie, gdyby nie ostatnia linijka. Popieram dojechanie czasem Niesioła za opowiadane przezeń głupoty i hipokryzję – ale pisać o nim per „Bogdan Niesiołowski”? Elokwencja przez cały tekst – i luki w wiedzy na koniec?
Panie Łukaszu, niech Pan zmieni partię. Szkoda byłoby, gdyby Pan zgłupiał od kontaktów z Borowskim i Sierakowską. Że nie wspomnę o tej kanalii Piniorze.




Komentarze
Pokaż komentarze