Konrad Banachewicz Konrad Banachewicz
28
BLOG

FFWW: To nie jest kraj dla starych ludzi

Konrad Banachewicz Konrad Banachewicz Kultura Obserwuj notkę 0

Tak zasadniczo to nie przepadam za braćmi Coen, więc szedłem na "To nie jest kraj dla starych ludzi" z dość mieszanymi uczuciami - po stronie plusów dodatnich była głównie obsada (z Tommy Lee Jonesem na czele) i westernowy klimat charakteryzujący trailer. W dodatku poprzedniego dnia świętowaliśmy urodziny kumpla i "syndrom dnia następnego" potęgował moją skłonność do marudzenia. No, ale koniec końców dotarłem do kina i zaczął się film.



Wzgórze na skraju pustkowia, ludzkie sylwetki i głos szeryfa Bella (Tommy Lee Jones) opowiadającego o tradycji w jego rodzinie: dziadek, ojciec i on sam byli szeryfami. Ale świat się zmienia: z przytoczonej historii czternastoletniego degenerata, którego szeryf Bell posłał na krzesło elektryczne, wyłania się obraz absurdalnego zła. Zła, które nie wynika z czyichś zranionych uczuć, żądzy zysku czy chęci odwetu... Ono po prostu jest.



Kiedyś świat był lepszy: też popełniano zbrodnie, ale takie, które da się ogarnąć rozumem twardego szeryfa z pogranicza. Brzmi to trochę jak nostalgiczne marudzenie elokwentnego starszego pana u progu emerytury, prawda? Nic bardziej błędnego.



Myśliwy Llewelyn Moss (grany przez Josha Brolina) włócząc się przez pustynię znajduje kilka rozwalonych samochodów, sporo podziurawionych ludzi, walizkę dolarów i dużą porcję heroiny. Ewidentnie miało dojść do transakcji, ale coś poszło nie tak. Rozmawia chwilę z jedynym uczestnikiem zajścia, który przeżył, zabiera pieniądze i wraca do domu. W nocy ma atak wyrzutów sumienia, więc wraca na pustynię żeby przynieść cierpiącemu Meksykaninowi wody. Jak to mówią starzy mądrzy ludzie, żaden dobry uczynek nie pozostaje bez kary - i tak też dzieje się tutaj. Gdy Moss niesie wodę do samochodu konającego, nagle pojawia się towarzystwo nieprzychylnie nastawione do intruza: szefowie kartelu wysłali ludzi w celu odzyskania łupu. I od tego momentu myśliwy Moss staje się zwierzyną.



Gangsterska wierchuszka wysyła zawodowego zabójcę Antona Chigurha w celu odzyskania narkotyków i pieniędzy (absolutnie rewelacyjny Javier Bardem, w pełni zasłużenie nagrodzony Oscarem). Chłop jak dąb, kretyńska grzywka, nieludzko zimne oczy, głos monotonny jak komunikat o stanie dróg krajowych - i dziwaczna broń w ręce... Od czasu Hannibala Lectera nie było w kinie tak przerażającego psychopaty - bohater grany przez Hopkinsa przejawiał czasem jakieś ludzkie cechy: czarny humor, gniew, ironię, złość. A tutaj nic: emocjonalna pustka, ludzie mordowani wręcz od niechcenia przy okazji najmniejszej przeszkody i co najstraszniejsze: właściwie nie wiadomo dlaczego Chigurh jest właśnie taki. W pewnym momencie dwóch bohaterów rozmawia na jego temat:


- Jak bardzo niebezpieczny jest ten facet?

- W porównaniu z czym? Z epidemią dżumy?


I to wcale nie jest przesada. Tak wygląda zawiązanie akcji: zwykły człowiek, który przywłaszczył sobie kasę gangsterów i teraz ucieka jak ścigane zwierzę. Psychopatyczny morderca na jego tropie, upostaciowione zło bez ludzkich cech. I stary szeryf, który podąża krwawym śladem próbując zatrzymać serię zbrodni - a równocześnie zrozumieć zmieniający się, za szybko jak dla niego, świat.



Fabuła jest dosyć liniowa - Moss ucieka, Chigurh go goni, szeryf Bell próbuje dopasować kawałki układanki do siebie (jego dialogi z tępawym zastępcą to perełki czarnego humoru)... Ale też i nie o nagłe zwroty akcji tu idzie, bo pościg jest okazją do refleksji na temat wolnej woli, przypadku i ludzi postawionych w ekstremalnej sytuacji. Kibicujemy Mossowi, choć przecież wplątał się w kabałę na własne życzenie: czy ktoś mu kazał zabierać pieniądze? Czujemy lęk przed Chigurhem, bo jego nieuchronna obecność ma w sobie coś ze złowrogiego zjawiska przyrodniczego: jeden z widzianych przeze mnie plakatów do filmu miał wielki napis "You can't stop what's coming". I razem z szeryfem Bellem próbujemy zrozumieć "dlaczego? co się takiego stało, że świat po prostu oszalał?". Powracam do motywu trzech postaci, bo lwia część filmu właściwie jest o nich - choć z udziałem sporej ilości statystów, którzy potrafią zapaść w pamięć (znakomity epizod Woody Harrelsona jako aroganckiego Wellsa).



To nie jest film na walentynkową randkę albo relaksujący piątkowy wieczór po ciężkim tygodniu: przytłaczająca atmosfera, mistrzowsko wykorzystane krajobrazy - od pustyni, poprzez dzikie rzeki pogranicza, po rozgrywający się w mieście finał, do tego ascetyczny podkład dźwiękowy... To wszystko zostaje z widzem i nie pozwala łatwo zapomnieć o obejrzanym przed chwilą dramacie na trzech aktorów.



Z prostego zawiązania akcji bracia Coen konstruują moralitet o roli dobra, zła i ślepego trafu w naszym życiu, wciągający od pierwszej sceny i zmuszający do śledzenia akcji z zapartym tchem - choć nietrudno poczuć już w połowie, jak się to wszystko skończy. Po części z racji westernowej stylistyki, przychodzi mi tu na myśl "Bez przebaczenia": tam mieliśmy opowieść o człowieku, który próbuje uciec od swojej przeszłości - bezskutecznie, bo jego prawdziwa natura dochodzi w końcu do głosu, unieważniając jego próby poprawy. Tutaj upostaciowione, pozbawione ludzkich cech zło wisi jak fatum nad zwykłym człowiekiem, który zrobił jeden błąd. W którymś momencie pada w filmie zdanie "You can run, but you can't hide"...



Mówili Wam, że western umarł? To nieprawda. Póki ludzie będą chcieli jak skupić jak w soczewce dramaty wyrastające z prostych w sumie sytuacji, póty pogranicze USA i Meksyku będzie do takich rozważań idealną scenografią.



I tylko jedno mnie martwi: wybieram się na "Miłość w czasach zarazy" i boję się, że zamiast romantycznego Florentino, będę widział koszmarną grzywkę Chigurha. Z drugiej strony, Anthony Hopkins nie wpadł w szufladkę z napisem "Hannibal Lecter" - więc jest nadzieja, że Javier Bardem też sobie poradzi.



Trailer: http://www.apple.com/trailers/miramax/nocountryforoldmen/trailer/


table.lfmWidget20070724123544 td {margin:0 !important;padding:0 !important;border:0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmHead a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/header/chart/recenttracks_regular_red.png) no-repeat 0 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmEmbed object {float:left;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmConfig a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat 0px 0 !important;;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmView a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -85px 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmPopup a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -159px 0 !important;}

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura