1 obserwujący
1 notka
1512 odsłon
  1470   3

Dlaczego nie ma czegoś takiego jak "nietwoje pieniądze"?

Czym jest pieniądz? Otóż nie ma jak dotąd jednej spójnej definicji, która potrafiłaby funkcjonować ponad podziałami. Zwolennicy MMT twierdzą, że jest to dług (np. wobec państwa, czy wobec sprzedawcy, od którego kupujemy towar), zaś neoklasyczni ekonomiści twierdzą, że jest to ujednolicony środek wymiany płatniczej. Żadna z definicji nie uściśla kto jest właścicielem tego pieniądza. Co prawda w MMT dodatkowo podatki służą uwiarygodnieniu pieniądza, tzn. państwa nakłada podatki po to, aby obywatele korzystali konkretnie z państwowego pieniądza, bo tylko za jego pomocą można się rozliczyć z aparatem skarbowym, jednak nadal nie widać w tej definicji wymuszenia egalitarności. Skoro pieniądz nie jest mój to dlaczego za niemój pieniądz mogę kupić inny niemój pieniądz np. Euro, czy Kunę? Czy po zakupie Kuny staję się obywatelem chorwackim, bo mam pieniądze Narodowego Banku Chorwacji?

Zarzuty red. Wosia wobec osób mówiących "moje pieniądze" sprowadzają się do tego, że zostali zindoktrynizowani ideologią zamożności.Wydaje się to o tyle zabawne, że mógłbym posądzić Pana Redaktora o dokładnie odwrotną ideologię, mianowicie ideologię człowieka sowieckiego. Dlaczego? Otóż człowiek sowiecki jest pozbawiony chęci posiadania. Dlaczego? Bo państwo da, nakarmi, wyleczy! Niczym pogłowie w stadzie bizonów. A skoro państwo da to po co się o cokolwiek starać, czy (o zgrozo!) wymyślać innowacje? Ideologia człowieka sowieckiego ma bardzo ciekawą narrację przewijającą się przez sieć. Nieważne co i kto mówi, robi, jaką przeszedł drogię i ile się napracował - ważne, żeby jakkolwiek usprawiedliwić uszczuplienie jego portfela. Droga jest dowolna - czy to przez inflację, z której red. Woś bardzo się cieszył, bo obniża wartość majątku bogaczy, zapominając o tym, że najbardziej uderza ona w biednych. Drożeje głównie prąd i artykuły spożywcze, czyli to, na co biedniejsi przeznaczają większość swoich dochodów. Czy to przez progresywne podatki, bo egalitaryzm. Wszystko sprowadza się do jednego - lepiej, żeby im zabrali niż miałbym sam się wziąć do roboty. Jest to o tyle przykre, że prowadzi to do dalszego pogłębiania rowu pomiędzy osobami uboższymi, a bogatszymi. To kolejna próba wrzucenia kamyczka do ogródka osób bardziej majętnych, co tylko nakręca wzajemną pogardę i niechęć. Jedni i drudzy czują się okradani i napięcie rośnie.

Z jednej strony rozumiem często wyrażane oburzenie red. Wosia, że bardzo bogaci unikają płacenia podatków - jest to złe, niezależnie od modelu państwa. Czy to pańśtwo minimum, czy to państwo opiekuńcze - w każdym z nich istnieją takie instytucje jak policja, wojsko, straż graniczna. Za darmo nie złapią kibola/antifiarza, który dał mu po mordzie czy spalił samochód. Wojsko za darmo nie będzie strzegło jego 12 mieszkań. Z drugiej strony - równanie szans społecznych poprzez obcinanie komuś dochodu jest co najmniej niesprawiedliwe. W mojej ocenie jest nawet przeciwskuteczne. Jest to mentalność złodzieja który podobnie jak zwolennik podatków progresywnych wybiera swoją ofiarę wyłącznie poprzez jedno kryterium - bo ma. Biednego ciężko okraść lub obciążyć wysokim podatkiem, bo podatku nie zapłaci, a okraść go też nie ma za bardzo z czego.

Na koniec mimo wszystko chciałbym pozdrowić red. Wosia. Jako jeden z nielicznych zwolenników egalitaryzmu pozostaje otwarty na dyskusję i konfrontowanie się z osobami o innych poglądach, co bardzo cenię.


Żegota Rottenschwanz

Lubię to! Skomentuj83 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka