Posła Senyszyn domaga się usuwania krzyży z miejsc publicznych. Szczególnie z urzędów i szkół jako miejsc "neutralny światopoglądowo". Nazywa to wolnością. Ok, a ja na przykład uważam, że w urzędach powinny być krzyże, a szczególnie w szkołach i też nazywam to wolnością. Tutaj remowiści (czyli zwolennicy usuwania krzyży, od remove - usuwać, analogicznie denialiści, negacjoniści...) powołują się na konstytucję. Dobrze kochani, a jak zmienimy konstytucję specjalnie dla was, to będziecie zadowoleni? Czy chodzi wam o to, by w konstytucji było wyraźnie napisane, że wolno, albo nie wolno wieszać krzyży? Obawiam się, że taką batalię przegracie z kretesem.
Tyle, że ja wcale tego nie chcę! Chcę, żeby p. Senyszyn mogła domagać się, by w szkole do jakiej chodzi/chodziło jej dziecko krzyży nie było. Chcę dla siebie prawa, by w szkole do jakiej będa chodzić moje dzieci krzyże były. Prosze zauważyć, że znajdujemy się tu w konflikcie dwóch wolności, jeśli domagamy się rozwiązania totalnego, przeprowadzenia operacji wieszania lub ściągania w całym kraju. A szkoła jest publiczna, a nie ateistyczna, jest dla obywateli, a bardzo wielu obywateli to katolicy.
Myślę, że o wiele prościej było by, gdyby takimi sprawami zajmowały się samorządy i inne organy kierujące szkołami/urzędami. De facto już się nimi zajmują. Proponuje więc, że jeśli p. Senyszyn ma problem z obecnością krzyży w miejscu publicznym, to powinna udać się z tym do swojego radnego. Z kolei jeśli ja będę miał problem z brakiem krzyży w szkole, to udam się do swojego radnego (radnych) i coś z tym zrobimy. Proste? Możemy żyć w jednym państwiei nie szkodzić sobie nawzajem, żyjąc wg. innych recept. Po to jest właśnie samorząd.
Chyba, że tu nie chodzi o to, by była wolność, tylko odgórnie narzucony ateizm? A, w takim razie to co innego. W tym wypadku się nie dogadamy.


Komentarze
Pokaż komentarze (92)