W Rzepie i nie tylko pojawiła się informacja o tym, że koordynator ds. współpracy z Polską, p. Kornelia Pieper (polityk FDP) pozwoliła sobie na bardzo niepolityczne stwierdzenie. Wybór między Kaczyńskim i Komorowski ma być wyborem między "poboczem", albo "motorem reform".
W sumie nie dziwi mnie, że niemieccy politycy wolą polityka, który interesu Polski nie będzie przesadnie forsował. Albo jeszcze inaczej: takiego który interes Polski widzi w potakiwaniu wszystkiemu, co ustalą Berlin i Paryż.
Na to wszystko zareagował Frankfurter Allgemeine Zeitung, przywołując panią koordynator do porządku, że mieszanie się w kampanię wyborczą sąsiedniego kraju jest bardzo mało dyplomatycznym posunięciem. FAZ dodatkowo wyraził opinię, że gdyby ktoś zachował się tak wobec wyborów w NIemczech, to reakcja niemieckiej dyplomacji była by zdecydowana (a właściwie nie FAZ, tylko Cornelius Ochmann, ekspert fundacji Bertelsmanna - dziękuję za zwrócenie uwagi).
A jaka była reakcja polskiej dyplomacji? Nie wiemy o żadnej reakcji. Są dwa wytłumaczenia tej sytuacji: polska dyplomacja jest dyplomacją partyjną i nie ma dla niej znaczenia powaga państwa, tylko wygrana odpowiedniego kandydata. Wypowiedź pani koordynator może być impulsem dla zakompleksionych na punkcie Zachodu polskich wyborców, aby wybrali kogo trzeba.
Drugie wytłumaczenie: dla polskiej dyplomacji dobre stosunki z Niemcami to tak wielki priorytet, że w zasadzie wszystkie takie rzeczy, wszystkie próby mieszania się w wewnętrzne sprawy Polski, puści mimo uszu. Bo nasz strategiczny partner jest najważniejszy.
Tak czy inaczej: sytuacja w której polska dyplomacja nie broni polskiego interesu, a robi to FAZ i niemiecka Partia Zielonych, jest kuriozalna i napawa pesymizmem co do kompetencji naszych władz i ich powagi z traktowaniu własnego państwa. FAZ ma rację: wypowiedź p. koordynator jest silną przesłanką do głosowania na Kaczyńskiego. Zrobię to z ciężkim sercem, bo ostatnie umizgi do elektoratu lewicowego budzą moje obrzydzenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)