Już jako któryś z blogerów odnoszę się do publikacji Polityki, w której komentatorzy starali się krótko zdefiniować polski problem numer jeden. Najbardziej zainteresowała mnie notka p. Sierakowskiego, pod paroma względami symptomatyczna. Napisał mianowicie pan Sierakowski, że polskie społeczenstwo skłąda się z grupy wygranych - tych identyfikuje jako biznesmenów, którzy się dorobili. Poprzednia władza była wyrazem ich interesów, czyli "beneficjentów". Obecną władzę zakwalifikował jako populistów. Następnie przyznaje, że obecna władza nie zrobiła nic innego niż poprzednia, co najwyżej jest mniej cywilizowana. Podsumowuje to tak: "Polska polityka to zamiast partnerskiego sporu różnych wizji rozwoju (np. socjaldemokratycznej z liberalną i konserwatywną) walka jednej wspólnoty z drugą. Przegranych z wygranymi. W III RP tematy w sferze publicznej narzucali beneficjenci, w IV RP wydaje się, że do głosu doszli przegrani". Teraz najlepsze: "W każdym razie barbarzyńcy zaczynają coraz bardziej zagrażać nowej cywilizacji". Na koniec: "Z tych właśnie powodów [że PiS zajmuje się polityką historyczną i społeczną sprawiedliwością] PiS nie spada wcale poparcie, mimo kolejnych kompromitacji, i – jak w ostatnich wyborach – wygrywa on w małych miastach i wsiach, czyli tam, gdzie mieszka większość przegranych, a przegrywa z reprezentującą interesy wygranych PO w dużych miastach".
Diagnoza ta jest nietrafna. Po pierwsze: ja naprawdę nie widzę żadnej znaczącej różnicy pomiędzy rządem PiS i SLD. Pan Sierakowski to przyznaje. Różnice istnieją w sferze symboli i odniesienia do historii. Wypada więc stwierdzić, że poprzedni rząd był równie populistyczny, co obecny. Przecież SLD zdobyło władze nie na tym, że obiecywali reformy - zdobyli władzę na tym, że negowali reformy poprzedników.
Po drugie: podział na wygranych i przegranych. Jest to kolejny model kompletnie nie przystający do rzeczywistości. Owszem są "wygrani" - czyli jakieś 5 % społeczeństwa i są przegrani - czyli jakieś drugie 5% społeczeństwa z durgiej strony wykresu zamożności, ale o wszystkim decyduje szara masa, którą nie można zaliczyć ani tu ani tu. Jak p. Sierakowski widzi swoich przegeranych? W większości mieszkańcy małych miasteczek i wsi , "barbarzyńcy" (jego słowa). Czy na wsi mieszkają przegrani? Jest to kolejny lewicowy mit. Tak się składa, że ja tego nie dostrzegam, a na prowincji jestem regularnie przynajmniej parę razy w roku. W rodzinnej wsi mojej mamy cała ziemia, uprawiana w PRL przez kilkanaście rodzin została skumulowana przez skup i dzierżawę w rękach jednej. Radzą sobie znakomicie. Reszta wymarła, albo wyprowadziła się do miasta. Owszem, jest rodzina "barbarzyńska". Jedna. Cała rodzina pije i bije się między sobą, a kiedyś okradli nawet własną babcię. Tacy ludzie owszem, są przegrani, ale byłbym mocno zdziwiony, gdyby uczestniczyliw jakichkolwiek wyborach. W pobliskim małym miasteczku (jakieś 4 000 mieszkańców) za komunisty były dwa sklepy spożywcze, zamykane o 15. Teraz sklepów jest kilkanaście, w tym na rynku niemal jeden obok drugiego - cztery. Zawsze mnie to dziwiło, że żaden z tych sklepów nie upadł. Widocznie mają klientów z pieniędzmi.
Gdyby pan Sierakowski vchodził do kościoła na prowincji mógłby podpatrzeć ilu ludzi przeyjeżdza na mszę autobusem, ile na piechotę, a ilu samochodem. Kiedy byłem ostatnio, w zasadzie wszyscy byli samochodami. Czekałem 15 minut żeby wyjechać, w międzyczasie naliczyłem jakieś 7-8 maluchów. Reszta wozy zachodnie. Oto obraz polskiej, wiejskiej biedy.
Podsumowując - p. Sierakowski popełnia błąd uważając za przykładem Jacka Kurskiego wyborców PiS za "ciemny lud". Popełnia błąd przyjmując optykę "wygrani -przegrani". Tak naprawdę, to mieszkańcy prowincji są wygrani jak mało kto. Co najwyżej są przekonani o swojej krzywdzie i wyzysku, ale to już kwestia mentalności, a nie faktów. Jeżeli więc głosują na PiS, a jego poparcie nie maleje, to widocznie PiS robi to, czego od niego oczekują. Pasują do wizji świata tych ludzi bardziej, niż SLD, PO, o LiD nie wspominając. Jest to wizja powiedzmy konserwatywno - socjalna. Wniosek z tego - droga dla lewicy jest taka, jak pokazał ją "prezydent wszystikich Polaków" - przed papierzem na klęczki, pieniądze rozdawać, udawać, że państwo wszystko załatwi. Jeżeli zejdą z tej drogi na szlak powiedzmy hiszpańsko- angielski, czyli liberalizm + wyzwolenie obyczajowe, to raczej w najbliższych wyborach polegną.



Komentarze
Pokaż komentarze