W Polityce bodaj dwa tygodnie temu red. J. Żakowski wraz z prof. J. Czapińskim analizują wyniki badań na temat szkoły z ostatnich lat. Po rytualnych narzekaniach na Romana Giertycha następuje kilka ciekawych konstatacji. Szczególnie interesująca - postawy prospołeczne, takie jak uczestnictwo samorządzie czy szkolnych organizacjach zanikają pod koniec szkoły średniej. Wniosek Ż i C. - dzieci psują się, bo szkoła jest nie taka jak być powinna. Nie kształtuje odpowiednich postaw itd.
Wniosek powyższy jest bzdurny. Przecież nikt w ostatnich latach szkoły nie likwiduje nagle samorządu, nikt nie zabrania uczniom działać itd. Ja wyciągam wniosek zupełnie inny - uczniowie stają się dorośli, więc zaczynają sie zachowywać jak ludzie dorośli. Obserwują swoje środowisko, rodziców, starszych kolegów i widzą, że prawie nikt z nich nieangażuje się w żadną działalność poza rodziną i pracą. Przestają się zachowywać jak dzieci, którym się chce w to i owo angażować i zaczynają wkraczać w polską dorosłość. A u nas dorosłośc oznacza skupienie się na sobie i swojej rodzinie.
Drugi ciekawy wniosek - w ostatnich latach, za rządów R. Giertycha wzrósł poziom agresji pomiędzy uczniami a nauczycielami. Wniosek interesujący, ale moim skromnym zdaniem, nie przystający do potocznie odbieranej rzeczywistości. W okolicznych szkołach mam wtyczki w postaci rodziny i znajomych, w tym żony. Z ich relacji wnoszę, że w ostatnich latach w szkołach tych kompletnei nic się nie zmieniło na lini kuratorium -szkoła. Zmiany wynikały ze zmiany polityki lokalnej w samorządach. Przykład braku zmian - moja mama, emerytowana nauczycielka w-f , postawiłą jakiejś sziksie kilka jedynek za brak stroju. W represyjnym ustroju szkolnym, zaprowadzonym przez Romana Giertycha, kuratorium powinno ją wspierać w utrzymywaniu dyscypliny, prawda? No a stało się odwrotnie - przyjechała kontrola z kuratorium , na wezwanie ojca dziecka, i pouczyła moją matkę, że stosuje metody przedwojenne (sic!) i że tak nie wolno. Jedynki anulowano. Oto represyjna szkoła Romana Giertycha. Bezwład instytucjonalnego molocha, jakim jest polska edukacja powoduje, że ministerstwo może wydawać dowolne zalecenia, ale nikt ich nie będzie wypełniał.
Kuratorium wciąż działa wg. wytycznych ustalonych przez poprzednie rządy. Zrelacjonowałą mi je moja żona, której wyjaśniono je na szkoleniu. Mianowicie: uczeń chce się uczyć, jeżeli uczniowi coś nie idzie, to wina nauczyciela, ucznia nie wolno traktować surowo, uczeń nie jest leniwy i tak dalej. Obecni na szkoleniu nauczyciele - praktycy wybuchali śmiechem. Uczeń chce się uczyć? Uczeń nie jest leniwy? Wolne żarty.
Rzeczywistośc jest taka, że po wprowadzeniu gimnazjów jakość uczniów w szkołach średnich znacznie spadła. Przyznają to wszyscy nauczyciele jakich znam ( a trochę znam). Większość uczniów to ciemna masa, którym edukacja nie jest do niczego potrzebna. Z głupich odpowiedzi z klasówek, jakie cytuje mi moja żona można by napisać księgę. Ostanio na przykład na lekcji WOS moja małżonka prezentowała znaną fotografię Mazowieckiego, wznoszącego ręce na mównicy. Na klasówce uczniowie mieli tę samą fotografię podpisać, kto to jest. No i 90% napisała, że to Adolf Hitler. (Ironia losu, człowiek jest demokratą, człowiekiem światłym, broni praw człowieka, a potem nie odróżniają go od Adolfa). Z innej klasówki dowiedziałem się, że Mahomet jest Bogiem Żydów. Z innej, że bitwa pod Grumwaldem była w 18 wieku, itd, itp, przykłady można mnożyć. Czy ci ludzie chcą się uczyć? Czy naprawdę ci ludzie mogą być wyedukowani? Czy nie szkoda czasu i pieniędzy?
Podejście kuratorium wynika z oświeceniowego mitu edukacji: aby ludzie byli światli, trzeba ich edukować, nawet pod przymusem. Jest to oczywiście mit, nie przystający do rzeczywistości. Jedni ludzie chcą się uczyć, drudzy nie. Jedni ludzie zrobią z wiedzy użytek, a drudzy będą zmywać tależe w Irlandii z tytułem magistra (znam takich). Jeżeli człowiek i tak będzie po ukończeniu szkoły zmywał talerze, albo pracował na budowie, to lepiej dla niego będzie, jeśli do tego od razu zacznie.
Podsumowując: zdecydowanie przecenia się oddziaływanie szkoły na późniejszy los człowieka. Widać to już w tych badaniach - od 7 roku zycia dzieciaki są przystosowywane do działania społecznego, samorządowego, a na koniec i tak zachowują się jak ich starsi koledzy i rodzice. I mają rację - przecież w Polsce o ogromnej większości spraw i tak już zdecydowano "na górze", ustalając mnóstwo przepisów, które są dla normalnego człowieka nie do przeczytania. Sfera wolności i swobodnej decyzji ograniczona jest do kręgu spraw rodzinnych i finansowych. Po co więc zajmować się sprawami, na które i tak nie mamy wpływu?



Komentarze
Pokaż komentarze (14)