Jeszcze w lutym tego roku Ministerstwo Obrony informowało o pracach nad zorganizowaniem Gwardii Narodowej. Pomysł jest wzorowany na wypracowanych rozwiązaniach w USA i Kanadzie. Służba w Gwardii była by ochotnicza. Można by łączyć służbę z normalną pracą zawodową. Trzon Gwardii stanowili by byli wojskowi. Ograniczenie wiekowe służby, to 35 lat dla szeregowca, 45 dla podoficera i oficera. Gwardia była by rezerwą armii zawodowej, służyła by także w przypadku klęski żywiołowej.
Pomysł ten bardzo interesujący. Uważam, że pozytywne funkcje służby zasadniczej z powodzeniem mogła by realizować GN, a przy tym była by pozbawiona jej wad. Po pierwsze była by to formacja ochotnicza. Po drugie: służba w niej nie oznaczała by wyjęcia z życiorysu kilku lat życia. Po trzecie: umożliwiła by przeszkolenie na wypadek zagrożenia i klęsk ludzi, którzy rzeczywiście mogli by w takiej sytuacji pomóc. Przeszkolenie na wypadek klęsk żywiołowych poborowych to zupełnie co innego, niż przeszkolenie ludzi mieszkających w danej okolicy, znających teren, takich ludzi, którzy w razie zagrożenia rzeczywiście będą na miejscu. Po czwarte: nie ma chyba lepszej szkoły patriotyzmu, niż służba, ale rzeczywista służba, z ludźmi, którzy zaciągnęli się z przekonania, a nie z musu.
Niestety, o projekcie ostatnio cicho. Być może po prostu medialnie nie jest chwytliwy, dlatego też pijarowcy PO, de facto kierujący tą partią, zaprzestali działań w tej sprawie. Wyborców łatwiej zdobyć dając im nadzieję na uniknięcie wojska, niż ogłaszając powstanie nowej wojskowej formacji. Pacyfikacja naszego społeczeństwa postępuje.
I tu dochodzimy do znacznie ważniejszego powodu, dla którego władza może nie życzyć sobie istnienia Gwardii Narodowej. Powstanie takiej formacji mogło by uruchomić w społeczeństwie mechanizmy obronne przed władzą. Poborowy, którzy z armii wynosi głównie wstręt do broni, jest dla władzy niegroźny. Co innego żołnierz, czy też milicjant Gwardii. Tacy ludzie, znający się nawzajem, wyszkoleni, mieszkający w jednym rejonie, stanowią potencjalne źródło oporu wobec władzy państwowej. Ludzie obeznani z bronią, liczący w razie czego na siebie, połączeni na dodatek wyniesioną z służby przyjaźnią - to dla władzy śmiertelne zagrożenie. Dziś władza wysyłając gdzieś czy to ABW, czy to CBA, czy innych " nieznanych sprawców" jest pewna bezkarności i powodzenia akcji. Społeczeństwo jest spacyfikowane: ludzie przeważnie nie mają broni, nie potrafią się nią posługiwać, nikt zagrożonemu sąsiadowi z pomocą nie przyjdzie. Powstanie Gwardii Narodowej mogło by ten stan rzeczy przerwać. I dlatego najprawdopodobniej taka formacja nie powstanie. Ludźmi bezbronnymi łatwiej rządzić.
Ps. Szkoda, że PiS i prezydent zamiast obstawać przy poborze, nie forsują powstania GN.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)