W wielu komentarzach przeczytałem, że wygrana Rosji w tej wojnie jest przesądzona, że prezydent Gruzji to albo wariat, albo agent i gubi własny kraj, że rosyjskie pancerne kolumny zgniotą wkrótce Gruzinów i wjadą do Tbilisi. Wedle takiego scenariusza jakiekolwiek wspieranie Gruzji jest głupim romantyzmem: stawia nas na pozycji popierającego stronę przegraną, samotnie naprzeciw mocarstwa. Uważam, że takie postawienie sprawy jest również mocno ideologiczne. Nie bierze pod uwagę ani rzeczywistej proporcji sił, ani warunków pola walki.
Zacznijmy od geografii. Jeden rzut oka na mapę wystarczy, by zorientować się, że atak rosyjski na Gruzję nie jest łatwym przedsięwzięciem. Powód jest prosty: od Rosji Gruzję oddzielają góry Kaukazu. Stąd też Gruzinom łatwo się bronić, natomiast Rosjanom trudno atakować. Ich kolumny atakujące, jak i z zaopatrzeniem muszą poruszać się wąwozami i przez przełęcze, które łatwo zablokować. Nie pomoże tu nawet pełne opanowanie przestrzeni powietrznej, co (chyba) Rosji jeszcze się nie udało.
Drugi rzut oka na mapę podpowie nam, dlaczego Rosja stara się zając Osetię, i dlaczego Gruzji tak bardzo zależy na jej odbiciu. To proste: ta prowincja jest bramą dla Rosji za Kaukaz. Siły rosyjskie stacjonujące w Osetii to zupełnie inna siła, niż wojska rosyjskie stacjonujące za górami. Podobną rolę pełni Abchazja. To również brama za Kaukaz i w głąb Gruzji. Stąd też rosyjska Flota Czarnomorska wysadziła tam desant, starając się opanować ten kraj, zanim zrobi to armia gruzińska.
Trzeci rzut oka na mapę mówi nam jeszcze coś: Gruzja jest w ogóle krajem górzystym. Armia atakująca nie ma szans na blitzkrieg w rodzaju takiego, jaki dokonali Amerykanie w Iraku. Warto zauważyć, że nawet tak zaawansowana technicznie i organizacyjnie USArmy ma problemy z opanowaniem Afganistanu. Paradoksalnie na korzyść Rosjan działa fakt, że walczą z regularnymi oddziałami, które łatwiej zidentyfikować i rozbić, niż ukrytych wśród cywilów partyzantów.
Jeśli chodzi o stan armii: armia gruzińska korzystała ze szkoleń i wsparcia technicznego USA. Mamy też informacje o zaangażowaniu Ukrainy w dozbrojenie Gruzji. To pozwala przypuszczać, że Gruzini wyposażeni są w nowoczesną broń przeciwlotniczą i przeciwpancerną. Walczą na swoim terenie, przeciw armii, którą uważają za inwazyjną. Do oceny morale (a jest to rzecz nie raz kluczowa na wojnie) należało by wiedzieć, czy liczą na zwycięstwo. Jeśli tak, to Rosja ma twardy orzech do zgryzienia.
Co do armii rosyjskiej, regularne siły z poboru nie są oceniane wysoko. Wojna w Czeczenii obnażyła bezlitośnie zarówno braki w dowodzeniu jak i morale armii. Rosjanie nadrabiają zaawansowaniem technicznym, oraz praktycznie niewyczerpywalnymi zasobami. Również legenda okrucieństw popełnianych w Czeczenii działa na ich korzyść. Szczególnie jednostki Specnazu maja złą sławę i skierowanie ich do Gruzji ma wywołać strach (co oczywiście może też spowodować większy opór Gruzinów). Rezultat walk zależy od tego, jak długą będą trwać i na jaką reakcję zdobędzie się światowa opinia publiczna. Każdą wojnę na wyczerpanie wygra Rosja. Jednak Gruzja to nie Czeczenia: nie jest to kraj otwarty bezpośrednio od strony Rosji, dysponuje regularną siłą zbrojną, jest uznanym państwem na arenie międzynarodowej. Jeśli Gruzja utrzyma się miesiąc, to najprawdopodobniej jednak dojdzie do mediacji międzynarodowej. Zaryzykuję prognozę: Gruzji uda się opanowanie Osetji, ale przegra sprawę Abchazji.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)