Grim Sfirkow Grim Sfirkow
158
BLOG

W obronie dużych sklepów

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 43

Wczoraj p. Remigiusz Okraska zamieścił recenzję książki Andrzeja Simms, "Tescopol.Możesz kupować gdzie chcesz, byle w Tesco". Wg. autora książki wielkie sklepy powodują następujące kataklizmy społeczne:

1. Ich zyski powodują, że dysponują wielką, realną władzą. Powoduje to, że mają finansową przewagę nad samorządami i mogą wymuszać rozwiązania urbanistyczne, korzystne dla nich, a nie koniecznie dla lokalnej wspólnoty.

2. Mogą wymuszać na dostawcach rabaty.

3. Generują bezrobocie, bo małe sklepy upadają.

4. "Za pomocą drapieżnego dumpingu ograniczają one nie tylko konkurencję, ale nierzadko także wybór towarów dostępnych konsumentowi, zwłaszcza jeśli chodzi o produkty zdrowe, świeże, lokalne i tzw. tradycyjne. Znakomitym przykładem może być wyjątkowo mdły smak odmiany truskawki, której rynkowa dominacja wynika wyłącznie z „korzystnych cech przewozowych”".

5. Markety powodują rozpad więzi międzyludzkich, niszczą tysiące więzi itd itp.

6. Sklepy sieciowe to zubożenie naszej rzeczywistości. Wszystkie wyglądają tak samo.

To chyba najbardziej konkretne zarzuty. Są również inne zarzuty, ale albo są tylko konkretnymi przykładami powyższych, albo marginalne. Spróbuję ustosunkować się do nich na przykładzie środowiska podwarszawskiego. To jak to działa w Anglii nie bardzo mnie interesuje, bo to kraj całkowicie odmienny. A więc po kolei.

1. Tak już jest, że kto ma pieniądze, ten ma realną władzę. Jednak twierdzenie, że samorządy są zmuszane przez korporacje/sieci handlowe do takich, a nie innych rozwiązań jest grubym nadużyciem. Instrumentem nacisku są tu środki z podatków, miejsca pracy, powierzchnia handlowa dla średniego i drobnego handlu (sic!) , jakie dostarcza gminie duży sklep. Gmina zaś nie jest zmuszona prawnie iść na rękę supermarketowi, natomiast dokonuje wyboru korzyści. Albo korzyści z istnienia przedsiębiorstwa, albo inne - np. ład budowlany, korzyść polityczna (np. burmistrza i radę będzie popierać lobby handlarzy i właścicieli sklepów), albo społeczna - jakkolwiek definiowana. Jest to jednak nie przymus, ale wybór między oferowanymi korzyściami. Jeśli sieć handlowa planuje dużą inwestycję - no to jest to dla małej gminy tak wielkie dobro, że jest w stanie wiele poświęcić, aby tę inwestycję ściągnąć.

2. Rabaty. Ja, jako klient się cieszę. Naprawdę nie rozumiem, czemu marże mają zdzierać ze mnie pieniądze. Nie mam ich dużo, oszczędzam. Jeśli autor książki ma za ciężko w portfelu, to niech wpłaci trochę na fundację "Lux Veritatis".

3. Upadek małego handlu, bezrobocie. Przechodzę tu do omówienia środowiska Wołomina. Do niedawna mieliśmy dwa duże sklepy: Kaufland i Carrefour (dawniej Globi, a jeszcze wcześniej Megasam). Prócz tego były dla średniej wielkości: Lidl i Tesko (dawniej Lider Price). Miasto ma jakieś 38 tys mieszkańców. Czy przy takim nasyceniu sklepami ( dwa w samym centrum miasta) mały handel zanikł? Nie. Sklepy spożywcze są niemal co ulicę. Miasto jest nimi naprawdę nasycone. Czyli - duży handel nie likwiduje małych sklepów. Kto nie wierzy, niech przyjedzie i policzy. Za to dało się zaobserwować inne zjawisko: dopóki w Wołominie był tylko Globi, ceny w nim był dosyć duże. Kiedy dobudowano Kaufland - zauważalnie spadły. Wniosek: duże sklepy są konkurencją głównie same dla siebie. Dla konsumenta im więcej takich sklepów, tym lepiej. Niestety, ostatnio Carrefour spłonął, podpalony (konkurencja nie śpi;-) ). Nie dało się stwierdzić, czy wpłynęło to na zwiększenie obrotów małego handlu. Na pewno nie powstały od tej pory nowe sklepy.

Trzeba dodać, że w okolicy jest jeszcze więcej dużych sklepów: centrum handlowe w Markach i na Targówku. Gdyby małe sklepy miały zniknąć, to by już ich nie było. A co do bezrobocia: nie widzę sensu, aby istniała fabryka zatrudniająca 1000 ludzi, skoro ten sam produkt można osiągnąć za pomocą 100 ludzi, ale inaczej zorganizowanych. Na tym polega postęp, żeby oszczędzać zasoby ludzkie i materiałowe, a nie na tym, by je bez sensu marnować.

4. Produkty lokalne, warzywa, truskawki... Truskawki w marketach są syficzne, nie kupuję ich. Mam podstawy przypuszczać, że podobnie postępuje gros klientów. Za to co tydzień działa targ, gdzie okoliczni rolnicy sprzedają produkty (można kupić żywą kurę, jak ktoś ma inklinacje do sadyzmu) . Ba, targi są dwa. Ten drugi jest innego typu, ale i tutaj stoją z warzywami. Wniosek: hipermarkety nie są w stanie zapełnić wszystkich nisz rynkowych. Przykład truskawek jest bardzo dobry. Dla autora książki jest to przykład na złe oddziaływanie marketów. Ale moim zdaniem problem leży gdzie indziej. Problemem Wielkiej Brytanii jest to, że społeczeństwo jest bardzo zurbanizowane i wyspecjalizowane. Konsumenci po prostu zapomnieli, że truskawka może smakować i że można ją wyhodować samemu. Inaczej w Polsce. Ogromna większość społeczeństwa pochodzi ze wsi, ma ze wsią kontakt. Wielu ludzi ma produkty z pierwszej ręki, wyhodowane przez rodzinę, albo samemu, na hektarze po dziadku. Rozwinięte jest też "działkownictwo". Stąd Polacy mogą niedostatki warzyw zaspokajać samemu, nie dają się nabrać na marne podróbki. Dlatego u nas markety muszą albo utrzymywać poziom produktów, który zadowoli konsumenta, albo oddać ten segment rynku mniejszym, ale sprawniejszym graczom.

5. Więzi między ludzkie. Owszem, markety niszczą to co zastały, ale przecież budują nowe. To tysiące miejsc pracy, zespołów ludzkich, które razem działają, pracują, przyjaźnią się, nienawidzą itd itp. Przyroda nie znosi próżni.

6. Co do urbanistyki, to bywa różnie. Jeśli w danej miejscowości są same szare bloki, + rozwalające się rudery, to powstanie sklepu, dajmy na to "Biedronki", ładnie pomalowanej i czystej, jest raczej wzbogaceniem przestrzeni. Natomiast taki jest niecodzienny przykład z Wołomina: ponieważ Kaufland powstał na terenie dawnej huty szkła, to jego fasada została zbudowana pod zabytkowymi elementami starej hali fabrycznej. Zachowano również dawny komin. Jak widać nawet hipermarkety można budować z głową.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Polityka