Postanowiłem ignorować felietony Magdaleny Środy na Wirtualnej Polsce. Pisanie o jej tekstach, to kopanie leżącego. Zresztą musiałbym założyć blog "Wednesday watch" - za każdym razem kiedy p. prof. coś napis, jest z czego boki zrywać i nad czym się pastwić. Poza tym - po co robić kretynce reklamę? Ale tym razem p. Środa mnie tak rozbawiła, że nie wytrzymałem.
Prof. Środa całkowicie dobrowolnie i chyba nieświadomie wskoczyła w buty komunistycznej propagandy. Oświadczyła ni mniej ni więcej, że Jezus był krzewicielem politycznej poprawności. Skoro przyszedł na świat, żeby przynieść miłość - a realizacją miłości i dobroci jest właśnie PP - to Chrystus popierałby dziś polityczną poprawność.
Zostawmy już to, że pani Środa w rozumieniu wiary katolickiej zatrzymała się na poziomie dziesięciolatka i katechizmu dla dzieci. Najzabawniejsza jest sama metoda, żywcem wzięta z dawnej propagandy sowieckiej. Sowieci, jak wiadomo, próbowali dorobić sobie tradycję, wpisując jako przodków marksizmu-leninizmu wszelkich postępowych uczonych i myślicieli, jakich się dało i nie dało. Spotkało to takie postacie jak Giordano Bruno, Sokrates, Abelard, Heraklit (polecam podręcznik marksizmu redagowany przez byłego ministra J. Wiatra), Platon itd. Powstawały na ten temat dowcipy w rodzaju, że kto był największym radzieckim matematykiem? Prawidłowa odpowiedź: "Pietia Goras". "No a malarzem?" Odpowiedź: "Iwan Gog".
Sowiecka propaganda oczywiście usiłowała również skomunizować Jezusa, przedstawiając jego i wspólnotę uczniów, jako prekursorów komunizmu. Podobnym tropem idą koleżanki i koledzy z "Krytyki (poprawnie)Politycznej", usiłując przyprawić gębę lewaka świętemu Pawłowi.
Prof. Środa przebiła ich wszystkich sugerując, że realizacją ideału chrześcijańskiego jest poprawność polityczna. Rzeczywiście, w katechizmie dla dzieci, który p. Środa prawdopodobnie jako dziecko miała w ręku nie pisano takich cytatów, jak "Kto nie ma w nienawiści ojca i matki, nie może iść za mną", "Przyniosłem na ziemię nie pokój,lecz miecz". Gdyby prof. Środa chodziła do kościoła, to by nie przegapiła czytania sprzed dwóch tygodni o matce - Kanaanejce, której chore dziecko Jezus porównał do psa. Jakoś wyszło mu mało polit-poprawnie, a wręcz nacjonalistycznie, żeby nie powiedzieć - rasistowsko. Na zakończenie mogę polecić tylko wszystkim tym, którzy chcą z Chrystusa zrobić (poprawnie) polityczny użytek, żeby najpierw przeczytali Ewangelię, a potem pisali.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)