Stało się, niepodległość Osetii i Abchazji została uznana przez Moskwę. Moskwa udowodniła, że dba o swoich sojuszników, chroni ich militarnie i politycznie. Sojusznicy oczywiście płacą za to bezwarunkowo wspierając Rosję. W praktyce oznacza to jeszcze ściślejszą kontrolę Rosji nad tymi krajami, bo najprawdopodobniej tylko ona uzna ich niepodległość.
Mamy tu relację przypominającą rzymski system sojuszy. Sojusznicy Rzymu dzielili się na 'foederati' (federaci) i 'amici' (przyjaciele). Federacja oznaczała związek luźny, federaci mogli prowadzić w miarę niezależna politykę, nawet wojny między sobą. Natomiast "przyjaźń" - był to związek bardzo ścisły. Przekładając to na dzisiejsze warunki, Białoruś i Kazachstan to rosyjscy "federaci", zaś Abchazja i Osetia to "przyjaciele". Rzym dbał o przyjaciół - podobnie jak Rosja.
Zastanawiam się, czy z punktu widzenia Polski wejście w taką relację opłacało by się? Sytuacja Polski, pozycja gospodarcza i militarna sytuowała by nas w roli "federaty". Czy to by się kalkulowało? Niewątpliwie moglibyśmy liczyć na bezpieczeństwo militarne. Pytanie tylko, czy rosyjski system mafijny, gdzie trudno rozdzielić przestępców od służb specjalnych i urzędników nie rozszerzył by się na Polskę? Nie trzeba udowadniać, że taki system nie służy obywatelom. Z drugiej strony, to system europejski, gigantyczne podatki + antyludzka ideologia też ludziom nie służą. Bruksela przecież też wymaga podległości, tyle że innymi metodami. Zamiast szantażu energetycznego i siły militarnej, mamy umowy zjednoczeniowe i kulturową kolonizację. Dobrą stroną Europy jest praworządność. Ale z trzeciej strony: kraje europejskie starają się o dobre stosunki z Rosją, udają, że nie widzą jej imperialnych ciągot. Więc czy i tak nie znajdziemy się w orbicie jej oddziaływań, czy tego chcemy czy nie, tyle że pośrednio, przez uzależnienie Brukseli od Moskwy? Może lepiej zależeć bezpośrednio od rzeczywistej metropolii, a nie od pośredniej?
Ja uważam, że zależność bezpośrednia od Moskwy nie opłaca nam się. Polska ma zbyt mały potencjał, żeby wykorzystać zbliżenie z Rosją. Aby stosunki z Rosją mieć na takim poziomie, jak Niemcy, musielibyśmy mieć ich siłę finansową i militarną. Dopóki tego nie mamy, nie stać nas na politykę prorosyjską. Nie sądzę też, że pod parasolem rosyjskim moglibyśmy stworzyć silne państwo. Rosjanom nie zależy na tym, by nad ich granicami wyrosła nowa, licząca się siła. Będą raczej popierać u nas tych, którzy gwarantują podległość. Wygląda więc na to, że nasza obecna polityka dystansu wobec Rosji (który to dystans wynika w dużym stopniu z postępowania Rosji) , oraz sojuszu z USA i obecność w UE, jest jedyna możliwa. A co wy myślicie?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)