Niezłe jaja - żona przyniosła historyjkę, jak to jedno dziecko w przedszkolu, w czasie zajęć na temat ustawiania naczyń na stole narysowało prócz talerza, noża, łyżki i widelca... kieliszek! Oczywiście ętelygentna Pani Psycholog pomyślała to co ja wiem, a wy rozumiecie. Rodziców wezwano na dywanik, aby "delikatnie" wybadać, czy przypadkiem nie są patologiczną rodziną, w której do każdego obiadu stawia się kieliszek wódki.... Widocznie tym się objawia patologia, używaniem kieliszka. Porządni ludzie walą ze stakanka, kieliszki są dla zboczeńców.
Śmichy, chichy, a przecież nas też wezwała przedszkolna Pani Psycholog (w innym przedszkolu) na dywanik, bo wydało się, że straszymy dzieci zamknięciem w "ciemnej strefie". Mamy taki oddzielny pokój, nie urządzony i kiedy trzeba jakiegoś argumentu siłowego - problem z myciem zębów dajmy na to - no to jest argument "bo cię zamkniemy w ciemnej strefie!". Syn się w przedszkolu pochwalił, albo postraszył kolegę, że jak mu będzie zabawkę zabierał to przejdzie jego tata i go zamknie w ciemnej strefie, czujne przedszkolanki usłyszały i moja żona została wezwana na przesłuchanie. "Jaką rolę odgrywa w państwa domu ciemnia?" - usłyszała. Z początku nie wiedziała o co chodzi, dopiero po chwili do niej dotarło w czym rzecz. Sprawę jakoś wytłumaczyła.
Swoją drogą - czy ci psychologowie z księżyca spadli? Własnych dzieci nie mają? A jak mają, to wszystkie są grzeczne lub je trzymają na psychotropach? Przecież ja sam z dzieciństwa pamiętam, że czasem potrzebowałem jakiegoś postrachu, bo gadki "po dobroci" olewałem. A może na studiach robią im tak skutecznie wodę z mózgu? Nawet moją siostrę to dotknęło. Studiowała coś z pogranicza psychologii i pedagogiki i nam zarzuca (nigdy prosto w oczy, ale jednak), że trzymamy dzieci krótko i wbrew nowoczesnej pedagogice. Moim zdaniem wcale ich krótko nie trzymamy, wręcz jesteśmy pobłażliwi i postrachem wkraczamy w momencie, kiedy inaczej się nie da. Zresztą, jak widzę czasem jak dzieci mojej siostry się do niej odnoszą, to jest to najlepsza odtrutka na wszelkie "nowoczesne" i "inteligentne" metody wychowania.
Co do tej ciemnej strefy, to przedszkolankom (normalne babki, znające praktykę) chyba się głupio zrobiło za panią psycholog, bo pewnego dnia mój syn powiedział do mnie: "Tata, a pani Tereska to powiedziała, zebyś psysedł i zrobił w psedskolu ciemną strefę! Bo Ksysiu jest niegzecny i wsyskich bije!".
W ogóle, to ci psychologowie robią bardzo złą robotę. Tak samo cały ten kram z "niebieskimi kartami" czy coś tam. To bardzo obniża poczucie bezpieczeństwa rodziny. Przecież kiedy ktoś słyszy, że oskarżono mamę za danie klapsa dziecku, albo zabrano dzieciaka na 3 tygodnie z rodziny do ośrodka wychowawczego na podstawie rysunku dziecka zinterpretowanego przez psychologa przedszkolnego, to włos się jeży na głowie. Jak tu spokojnie pracować, planować przyszłość, odkładać pieniądze na dzieci, kiedy ni z gruchy ni z pietruchy ktoś może przyjś do ciebie i zabrać ci dzieci? Po cholerę nam demokracja, parlament, policja, sądy, skoro mogą nam przyjść i zabrać dzieci? W takiej sytuacji to wszystko jest bez wartości, to jedno wielkie gie.



Komentarze
Pokaż komentarze