Życie przebija kabaret. Mój szwagier, w 3 klasie gimnazjum, jest fascynatem historii. Dla uczczenia daty wprowadzenia stanu wojennego narysował zestaw karykatur ze stanu wojennego (z mojej, nie chwaląc się, kolekcji) i wywiesił w szkole. Zrobił to, na swoją zgubę, bez zgody dyrekcji. A dyrekcja co? Dyrekcja go opieprzyła na czym świat stoi i dała naganę. Bo - uwaga , uwaga - obraził uczucia. Jak rozumiem, dyrekcji. Niestety, nie wiem jakie to były uczucia, czy projaruzelskie, czy arcymartyrologiczne. Czy raczej "niewychylanckie" i "trzęsiogaciowe"? Tego niestety nie wiem. Może dyrektorki zezłościły się na wszelki wypadek, bo nie wiedziały o co chodzi, jak zezłościł się Romek na Tytusa za "nolensa volensa"? W każdym razie przerysowanie i samowolne wywieszenie rysunku "Wrona skona", czy "Wojtek, nie daruję ci tej nocy" zostało przez dyrektorki szkoły (matematyczka i chemiczka) ocenione jako rzecz straszliwie naganna. Tak to się uczy uczniów inicjatywy. Mój szwagier odebrał lekcję (zresztą nie pierwszą już ;-) ), co by się nie wychylał. Ale mam wrażenie, że i tak nie przyjmie jej do wiadomości, ten typ tak ma.
490
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)